POLITYKA

Piątek, 28 lipca 2017

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Przy-pisy Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

Plan Szydło

W kilku miejscach tego wydania autorzy nawiązują do sejmowego wystąpienia pani premier. Zrobiło wrażenie. Beata Szydło ma pewną szczególną manierę łączenia patosu z monotonną intonacją, ale tym razem była bardziej niż zwykle ekspresyjna. Podniesionym głosem oskarżała polską opozycję o to, że „idzie ręka w rękę” z terrorystami, a „Europę” wezwała – tu rzeczywiście niemal cytując Marine Le Pen – aby sprzeciwiła się „szaleństwu brukselskich elit”, które sparaliżowane polityczną poprawnością akceptują „niekontrolowany napływ uchodźców” (jak jest, piszemy w raporcie na s. 16). Europo powstań z kolan! – dramatycznie wołała premier –„w przeciwnym razie będziesz codziennie opłakiwać swoje dzieci!”. Wystąpienia Beaty Szydło nie były na ogół traktowane zbyt poważnie, stosownie do raczej drugoplanowej roli pani premier w aparacie władzy. Ale to wydawało się czymś więcej niż oratorskim popisem, adresowanym w pierwszej kolejności do Pierwszego Widza. Przemówienie zawierało, wyłożoną po raz pierwszy tak jasno, pewną wizję, może nawet plan dla Europy. Spróbujmy ten Plan Szydło zrekonstruować.

Zapewne „powstawanie z kolan” miałoby oznaczać – po pierwsze – niewpuszczanie do Unii nowych uchodźców i imigrantów, a więc, konsekwentnie, zawracanie siłą ich tratw i łódek, poprzez odholowanie lub ostrzelanie. Po drugie, przymusowe deportacje tych kilkuset tysięcy, które już do Europy dotarły i przebywają w tymczasowych obozach, oraz policyjne poszukiwania tych, którzy się po Europie rozpierzchli. Punkt trzeci: czy program wysiedleń miałby objąć muzułmanów mieszkających od pokoleń w krajach Europy? Chyba tak, bo to z tego „multikulturalizmu” – jak mówi pani premier – rodzi się terroryzm. Wstająca z kolan Europa powinna więc strząsnąć z siebie obce etniczne i religijne naleciałości. Alternatywnie, gdyby jednak nie dało się wysłać francuskich muzułmanów z powrotem do Algierii, a brytyjskich do Pakistanu, trzeba by, ze względów bezpieczeństwa (zabijanie naszych dzieci), kontrolować przemieszczanie się „muzułmanów terrorystów” po Europie, np. do Polski, poprzez przywrócenie kontroli granicznej, szczególne oznakowanie mahometan, być może ograniczenie ich możliwości przebywania na terytorium Europy do wydzielonych stref-gett. I wtedy wysiedlać przede wszystkim islamistów, prewencyjnie wytypowanych przez służby specjalne.

Polska premier właśnie więc podrzuciła Zachodowi plan czystek etnicznych, deportacji i segregacji religijnej. Rząd polski zachęca też Unię do bezwzględności na granicach zewnętrznych, również wobec tych nędzarzy, którzy w Afryce nie znajdą warunków do przeżycia (s. 58). Ale ponieważ „te trudne sprawy” (Andrzej Duda) to w ogóle „nie nasz problem” (Beata Szydło, Mariusz Błaszczak), Polska nie przyjmie nigdy żadnego uchodźcy, nawet syryjskiego chrześcijanina. Co powiedziawszy, pani premier udała się na podniosłe uroczystości wyświęcenia jej syna na księdza Kościoła katolickiego. Niewykluczone więc, że jest w Planie Szydło również punkt kolejny: muzułmanie mogliby ewentualnie wystąpić o prawo pobytu w Europie pod warunkiem nawrócenia się na wiarę chrześcijańską… Że to wszystko brzmi jak ponury żart? No i co z tego? Nauczyliśmy się już, że uzasadnieniem wszelkich poczynań i słów władzy jest perspektywa utrzymania władzy; a w tym planie „uchodźcy terroryści” mają odegrać kluczową rolę, stając się bojownikami państwa PiS. I tak oto Plan Szydło przechodzi płynnie w Plan Dudy.

Prezydent w drugą rocznicę swojego wyboru zapowiedział, że 11 listopada 2018 r. ma się odbyć referendum z pytaniami na temat nowej konstytucji. Będziemy więc mieli trzy w jednym: setną rocznicę niepodległości, referendum i prawdopodobnie wybory samorządowe. Pomysł Andrzeja Dudy dotychczas odczytywaliśmy głównie jako formę ucieczki od odpowiedzialności za łamanie obowiązującej „złej” konstytucji. Teraz jednak pomysł dojrzał, bo i partia zapewne dojrzała w nim ciekawe narzędzie wyborcze. Połączenie bardzo trudnych dla PiS wyborów samorządowych z ogólnokrajowym referendum konsultacyjnym pozwala „odlokalnić” wybory, narzucić im wygodne dla PiS dowolne tematy, tak jak dowolne mogą być pytania w takim sondażu opinii. Oczywiście, że prezydent może zadać narodowi parę trudnych łamigłówek politologicznych (np. o rozdział kompetencji między organami władzy), ale kluczowe będą zapewne pytania o: wpisanie do konstytucji obniżonej granicy wieku emerytalnego i 500 plus, skrócenie kadencji samorządów, może o pełny zakaz aborcji, a przede wszystkim: „Czy jesteś za zapisaniem w konstytucji zakazu przyjmowania uchodźców i imigrantów?”. Nic to, że odpowiedź twierdząca nie miałaby żadnej mocy prawnej, wybory samorządowe, odbywające się tego samego dnia, zmieniłyby się w plebiscyt za czy przeciw zabijaniu polskich dzieci przez muzułmanów.

PiS jako formacja ma ok. 30 proc. poparcia, ale jego antyimigracyjna panika – już 70 proc. Nawet w&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]