POLITYKA

Wtorek, 26 września 2017

Polityka - nr 34 (3124) z dnia 2017-08-23; s. 26-28

Społeczeństwo

Agnieszka Sowa

Po ptakach. I po dzikach

Wygląda na to, że minister Jan Szyszko chce zamienić polskie lasy w parki z ograniczoną ilością drzew, w których dzikie zwierzęta nie będą mile widziane.

Minister środowiska (dobrze, że już wcześniej zrezygnowano z „ochrony” w nazwie resortu), nie przerywając wycinki Puszczy Białowieskiej, zezwolił właśnie na nocne polowania na dziki z użyciem noktowizyjnych i termowizyjnych urządzeń optycznych. Oraz na wykonywanie w jednym obwodzie łowieckim, w tym samym czasie, polowania indywidualnego i zbiorowego. Do konsultacji skierowano kolejne rozporządzenie dopuszczające zabijanie dzików przez cały rok, co oznacza, że będzie można strzelać do loch ciężarnych i samic z młodymi. Minister środowiska publicznie podkreśla, że „tradycję łowiecką ma wyssaną z mlekiem matki”, więc ta sama nowelizacja przewiduje wydłużenie okresu polowania na jelenie i daniele.

Pogromem w pomór

Trwają też przymiarki do zezwolenia na odstrzał łosi i ustanowienie szakala złocistego gatunkiem łownym. – Podobnie jak w przypadku wycinki w Puszczy Białowieskiej nastawienie ministerstwa jest czysto eksploatacyjne – mówi profesor Rafał Kowalczyk, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży. Eksploatacyjne, acz w komentarzach, które pojawiły się w prorządowych mediach, podlane patriotycznym sosem. Wszak przyroda ma „przede wszystkim służyć człowiekowi”, a „Polski Związek Łowiecki, polski Kościół i polskie Lasy są jedyną ostoją polskości” – jak twierdzi ksiądz Duszkiewicz, kapelan myśliwych i przyjaciel ministra Szyszki, związany z Radiem Maryja.

Oficjalne uzasadnienie strzelania do dzików bez ograniczeń jest podobne do tłumaczenia konieczności wycinania w pień Puszczy Białowieskiej. Drzewa zaatakował pasożyt, kornik drukarz, a dziki – wirus afrykańskiego pomoru świń (ASF). Minister zatem jest zdania, że trzeba maksymalnie ograniczyć populację dzików. Powołuje się przy tym na opinię naukową Europejskiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA), która – według ministra – mówi o tym, że niższe zagęszczenie dzików wpływa na ograniczenie rozprzestrzeniania choroby. – W naszej ekspertyzie nie ma żadnych rekomendacji do zwiększonego odstrzału dzików jako jedynego środka do walki z ASF. Proponowane jest zrównoważone podejście zakładające różnorodne działania prowadzące do stopniowego zmniejszenia zagęszczeń dzika – twierdzi dr Tomasz Podgórski z Instytutu Biologii Ssaków PAN w Białowieży, który specjalizuje się w dzikach i jest jednym z autorów opracowania.

Naukowych dowodów na to, że niższe zagęszczenie populacji dzików powoduje wolniejsze rozprzestrzenianie się ASF, nie ma. W latach 2014–16 w województwie podlaskim przeprowadzono niejako pilotaż pomysłu ministra. Zezwolono na całoroczne polowanie na dziki praktycznie bez ograniczeń i na odstrzał sanitarny. Nie ograniczyło to występowania choroby. – W przypadku afrykańskiego pomoru świń równie istotnym sposobem rozprzestrzeniania się wirusa jest człowiek – mówi dr Podgórski. W zeszłym roku choroba wybuchła nagle w północno-zachodniej części województwa podlaskiego, odizolowanej od dotychczasowych ognisk infekcji przy granicy z Ukrainą i Białorusią. Przeprowadzone dochodzenie epidemiologiczne pokazało, że tamtejsze dziki zaraziły się od zakopanych w lesie świń, które padły z powodu ASF w pobliskiej chlewni, którą zaatakowała choroba.

– A gdyby nawet ktoś zredukował do zera populację dzików w Polsce, czego nie udało się do tej pory osiągnąć w innych krajach, natychmiast tę niszę ekologiczną wypełnią nowe, potencjalnie zarażone osobniki z Białorusi, skąd przywędrował do nas wirus – dodaje prof. Podgórski. – Zamiast strzelać do dzików bez ograniczeń, powinniśmy zmienić strukturę hodowli świń, przeznaczyć środki na bioasekurację chlewni, edukację personelu, wprowadzenie odpowiednich sanitarnych procedur. Hiszpania i Portugalia nie mogły sobie poradzić z wirusem (u świń, nie u dzików, bo tych tam niezbyt dużo) przez prawie 30 lat. Udało się dopiero, gdy zmieniono strukturę hodowli, rezygnując z małych gospodarstw, i wprowadzono reżim sanitarny. W Polsce przydałoby się jeszcze ograniczyć dokarmianie i nęcenie dzikich zwierząt, bo wzrastająca dostępność pokarmu, przy lekkich zimach i upowszechnieniu upraw kukurydzy, sprawia, że dzików przybywa.

A i to jedynie w skali kraju, ale już nie np. w Puszczy Białowieskiej. – Tam populacja dzików jest już bardzo zredukowana – mówi prof. Kowalczyk. – Trudno jest zobaczyć te zwierzęta, nawet nasze fotopułapki rzadko je rejestrują. Być może wszystkie dziki zostały, jak mówią myśliwi, pozyskane. Wskazują na to dane: w sezonie łowieckim 2014–15 tylko w trzech puszczańskich Ośrodkach Hodowli Zarodowej zabito aż 1397 dzików. W następnym sezonie o połowę mniej, a w ostatnim upolowano zaledwie 96 sztuk.

Kiełbasa wyborcza z dzika

Dla ekologów i obrońców zwierząt wyjęcie całego gatunku spod prawa do ochrony jest nie do zaakceptowania. – A zabijanie ciężarnych loch czy samic wychowujących potomstwo to po prostu barbarzyństwo – mówi Zenon Kruczyński, kiedyś myś...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Zobacz także

Wyjaśnienia