POLITYKA

Piątek, 26 maja 2017

Polityka - nr 6 (3097) z dnia 2017-02-08; s. 86

Passent

Daniel Passent

Pochwała jazgotu

Najpierw chciałbym pojazgotać w sprawie Tuska. Im więcej ma szans, żeby pozostać na drugą kadencję „prezydentem Europy”, tym bardziej politycy rządzący w Polsce podstawiają mu nogę i robią kwaśne miny. Tak, tak: Polacy przeciwko Polsce i Polakowi. Mózg państwa – Kaczyński, głowa państwa – Duda, premier państwa – Szydło, półkule mózgowe państwa – Szczerski i Waszczykowski, dwoją się i troją, żeby wykurzyć Polaka z najwyższego i najważniejszego stanowiska na świecie, jakie kiedykolwiek zajmował nasz rodak (pomijam JP II, bo ten startował w innej konkurencji). Dlaczego „nasi okupanci” (w sensie, w jakim używał tych słów Boy) tak źle życzą Tuskowi? Po pierwsze – dlatego że w piekle tylko przy polskim kotle nie potrzeba żadnego strażnika, bo niech tylko Polak spróbuje się wygrzebywać, to pozostali ściągają go na dno. Vide odmowa instytucji państwowych – wojska, poczty, straży pożarnej – wsparcia Wielkiej Orkiestry. Chcą utrącić Owsiaka tak jak ryją pod Tuskiem, bo nie jest ich. Tusk już wie, że jest zwolniony – mówił niedawno prezydencki minister Szczerski, przekazując zapewne His Master’s Voice.

Władza grymasi, że jako przewodniczący Tusk za mało robi dla Polski, za mało (dosłownie) podsyła do Polski informacji, za mało (dosłownie) urządza Polaków na stanowiskach w Brukseli, za mało reformuje Unię wedle recepty prezesa Kaczyńskiego. Czy jest możliwe, żeby ci ludzie byli tak ograniczeni, iż wyobrażają sobie, że 27 państw wybierze Tuska dlatego, że dużo robi dla Polski? Że w kampanii przed wyborem na przewodniczącego Tusk będzie przekonywał Węgra, Hiszpana czy Rumuna, żeby go wybrali, bo on zrobi dużo dla… Polski? Ludzie kochani, może uprawiam jazgot, ale naprawdę nie wierzę, żeby „nasi okupanci” byli tacy głupi. Oni są po prostu źli, małostkowi, zawistni i mściwi – gotowi kompromitować nasz kraj na arenie międzynarodowej, nie popierając swojego rodaka w Brukseli. Chcą pokazać, jacy są ważni, jak ich (czyli nasz) głos się liczy. Jak powstaliśmy z kolan i możemy podejrzanemu o zbrodnie Tuskowi pokazać środkowy palec, a jego europejskim patronom – gest Kozakiewicza. Strach pomyśleć, co Europa pokaże Polsce, jeśli Tuska wybierze. (Notabene, ciągle jeszcze nie jest wykluczone, że krygując się i dąsając, prezes w końcu okaże się mądry. Jedno jego skinienie, i Szydło, Waszczykowski oraz Szczerski powiedzą, że PiS zawsze Polaków popierało, więc zatykając nos, poprą i Tuska).

Głównym probierzem skuteczności naszej dyplomacji w tym roku – zapewnia minister Szczerski – ma być wybór Polski na niestałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ. Życzę powodzenia. Czy ktokolwiek wie, kim są dzisiaj niestali członkowie? Jeżeli nasi dyplomaci fruwają po świecie od Kalafonii po St. Escobar i wszędzie tam namawiają do głosowania na nas, bo będziemy się starali zrobić jak najwięcej dla Polski, to nie wiem, czy kogoś przekonają (poza San Pellegrino). Zasiadając w Radzie Bezpieczeństwa, pokażemy Tuskowi i suwerenowi, jak można wykorzystać ciało międzynarodowe dla Polski, ile można do Warszawy wysłać informacji, ilu swoich rodaków urządzić na stanowiskach w Nowym Jorku. No i będziemy trąbić, że straponten na dwa lata w Radzie Bezpieczeństwa jest wygodniejszy dla Polski niż fotel przewodniczącego przez cztery lata w Radzie Europejskiej. Profesorowie z Komisji Smoleńskiej bez trudu udowodnią, że dwa jest większe niż cztery. A kiedy, zgodnie z rotacją, przyjdzie kolej na przedstawiciela Polski, żeby przewodniczył obradom, to chyba pękniemy z dumy.

Redaktor Dawid Tokarz w „Pulsie Biznesu” ogłosił niedawno listę tysiąca beneficjentów dobrej zmiany, którzy dostali stanowiska w czasie zaledwie jednego roku rządu PiS i Spółki (dużo więcej niż za Tuska). Teraz zachęcam do opracowania listy wyrzuconych. Sam znam takich, jak świetny dziennikarz Jan Ordyński (kiedyś „Rzeczpospolita”, potem TVP i PR), wywalony, żeby zrobił miejsce dla „własnego zasobu” kadrowego, jak mówi prezes Kaczyński, czy znana prawniczka, docent UW Hanna Machińska, dyrektor Biura Rady Europy w Warszawie, zwolniona z tego stanowiska przez MSZ z przyczyn politycznych. Nie tylko w wojsku najlepsi generałowie i pułkownicy „padają wśród zawodu”, by własnym ciałem otworzyć Pisiewiczom drogę do sławy grodu. Widocznie podobnie jak Tusk, Machińska za dużo robiła dla Europy, a za mało dla Polski. (Te dwa pojęcia są dziś trudne do pogodzenia).

Politycy formatu kieszonkowego uprawiają kieszonkową politykę. Bo o czym innym świadczy ujawnienie przez MSZ „tez” w sprawie polityki wobec Rosji i Ukrainy, napisanych w 2008 r.? Tyko po to, żeby podłożyć świnię Sikorskiemu i mieć „dowód” na jego rzekome skłonności prorosyjskie, publikuje się dokument wewnętrzny, zastrzeżony, o charakterze studyjnym. Motywem może być tylko zła wola. Jerzy Surdykowski, publicysta i był...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]