POLITYKA

środa, 27 września 2017

Polityka - nr 21 (3111) z dnia 2017-05-24; s. 30-31

Społeczeństwo

Aleksandra Żelazińska

Poczta lepszego sortu

Stoiska handlowe w placówkach Poczty Polskiej wyglądają jak jasnogórskie stragany z dewocjonaliami. I jak partyjna księgarnia. Poczta dzieli i segreguje Polaków.

Żołnierze wyklęci – bohaterskie akcje. Pełne dwie górne półki. Życiorysy świętych, w szczególności kanonizowanych nie tak dawno Jana Pawła II i Matki Teresy, półka kolejna. Dalej wspomnienia księdza Jana Kaczkowskiego – kilka wydań; „Resortowe dzieci” w mediach i polityce, „Porozumienie przeciw monowładzy” Jarosława Kaczyńskiego i rozprawa z Lechem Wałęsą „Za, a nawet przeciw” prawicowego publicysty Piotra Semki oraz seria Wojciecha Cejrowskiego. Biuletyny Instytutu Pamięci Narodowej, a także kilka półek poradników kulinarnych (na okładkach same zakonnice). Ponadto „Katalogi aniołów”, „Biblia dla dzieci”, „Posłaniec serca Jezusowego”, „Wszystko o Matce Bożej” oraz – dla melomanów – „Oratorium dla prześladowanych za wiarę” Piotra Rubika, z adnotacją: do kupienia wyłącznie w sieci Poczta Polska. Książki sąsiadują, przypadkiem lub celowo, z modlitewnikiem do medytacji „W intencji Ojczyzny”. Jest i literatura – by tak rzec – piękna. „Gorzka pomarańcza” Nadii Hamid, czyli „prawdziwa historia Polki, która poślubiła Libijczyka” (historia nie ma, rzecz jasna, szczęśliwego zakończenia), oraz tym podobne. Obok książek i prasy (wyeksponowana ta „patriotyczna”) – biało-czerwone szaliki.

W niektórych placówkach, raczej dla dekoracji niż w celach sprzedażowych, rozwieszono plakaty promujące film „Smoleńsk”, gdzieniegdzie wiszą do tej pory. W ostatnich tygodniach pojawiły się okolicznościowe znaczki z Marią i Lechem Kaczyńskimi, przygotowane wspólnie z Polską Wytwórnią Papierów Wartościowych i „honorujące ofiary katastrofy smoleńskiej” w jej siódmą rocznicę. Poczcie wypomniano przy okazji, że tradycyjnych znaczków z WOŚP w tym roku nie było – niby to z powodu dziur w budżecie. W Polskiej nie było, choć znaczki z Orkiestrą produkowała w tym roku nawet poczta w Belgii.

Bo się kalkuluje

Pomysł na sprzedawanie za pośrednictwem poczt tego i owego zaczęto wprowadzać w życie ponad dekadę temu. Klient, nadając i odbierając przesyłki i pobierając świadczenia, przy okazji miał uzupełniać bibliotekę, czasem również garderobę albo zasoby drobnej chemii. Był czas, gdy do obowiązków listonosza należało rozkolportowanie określonej ilości rajstop czy butelek szamponu, potem mydło i powidło zaczęło zajmować coraz więcej miejsca w placówkach.

Komu asortyment swojskiej Poczty wadzi, temu jej obrońcy podpowiedzą, żeby „spadał do InPosta”. Tego rodzaju gorące spory toczą się dziś na Facebooku, publicznie. Fanpage Poczty Polskiej – tłumaczą internauci – „to jest forum pocztowe, a nie śmierdzieli z KOD-u, wypad stąd”. Jak widać, już nawet Poczta dzieli i segreguje Polaków ideologicznie.

Z InPostem jest akurat coś na rzeczy. Operatorzy prywatni spędzają sen z powiek zarządowi państwowej Poczty Polskiej, rywalizując z nią na ceny, formę i czas wykonywania usług, ale przede wszystkim na ofertę różnych rozwiązań elektronicznych, w ocenie klientów po prostu wygodniejszych. Poczta w zestawieniu z konkurencją – ze swoimi kolejkami, okienkami, terminalami, z których nadal nie zawsze robi się użytek, ze stoiskami, które w wielu miejscach przekształca się dopiero w punkty samoobsługowe – wygląda jak relikt dawnych czasów: Urząd Pocztowo-Telekomunikacyjny. Co u prywatnych właścicieli jest standardem, to na Poczcie stopniowo jest wdrażane albo i nie. Tak jak esemesowe powiadomienia, że przesyłka jest w drodze (usługa opcjonalna i odpłatna), albo jak rzeczone terminale. Nic więc dziwnego, że PP walczy o przetrwanie i stara się modernizować. W jej interesie leży, żeby w jakiejś mierze, choćby za pomocą specjalnych ustaw i regulacji, zachować swój monopol, o czym POLITYKA 13 szczegółowo już pisała.

Rozwijając poboczny sektor handlowy, Poczta ratuje się dodatkowo. W 2016 r. spółka zanotowała 10-proc. wzrost przychodów z całej działalności handlowej w porównaniu z rokiem poprzednim, jeśli uwzględnić zyski z prasy egzemplarzowej i prenumeraty. Najlepiej sprzedają się artykuły ściśle pocztowe (koperty, opakowania i znaczki), upominki, książki i właśnie prasa. Schodzą głównie gazety kolorowe, krzyżówki (zwłaszcza latem), czasopisma telewizyjne i magazyny dla pań. W wielu miejscach w kraju placówki PP – a jest ich ok. 7,5 tysiąca – to nadal jedyny kanał dystrybucji prasy i książek.

Ale strefy handlowe to też element specyficznie pojmowanej strategii wizerunkowej. – W ofercie handlowej naszej sieci znalazło się około 700 tytułów wydawnictw książkowych. Wśród nich były także te jej dedykowane. Wydawnictwa sygnowane logo Poczty Polskiej są sprzedawane wyłącznie w sieci placówek pocztowych – wyjaśnia Zbigniew Baranowski, rzecznik PP.

– Przy doborze tytułów książek przeznaczanych do sprzedaży kierujemy się kryterium dochodowym i oceniamy, czy dany tytuł spełni oczekiwania naszych klientów – zapewnia Baranowski. To samo słyszymy w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa. Wyjaśnia rzecznik ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]