POLITYKA

Wtorek, 23 maja 2017

Polityka - nr 4 (3095) z dnia 2017-01-25; s. 32-33

Społeczeństwo

Marta Mazuś

Polakom Polakiem

Wygląda na nie-Polaka, ale Polakiem się czuje. Umacnia patriotyzm, jest bardzo szanowany wśród narodowców. Bo narodowcy – tłumaczy – wcale nie są rasistami. I co, lewacy, konsternacja?

Nazywa się Bawer Aondo-Akaa. Urodzony w Polsce, z matki Polki i ojca Nigeryjczyka, więc skórę ma lekko ciemniejszą. Ale nie dajcie się zwieść. Bawer to prawdziwy Polak katolik.

Czarnoskóry, na wózku – wszyscy od razu myślą, że powinien być lewakiem oraz dżenderystą. A tu niespodzianka, bo on właśnie jest po naszej stronie. Niezła z tego naszego Bawera zagwozdka dla lewicowo-liberalnych mediów.

I jeszcze to imię – Bawer to oznacza piorun. Naznaczyło jego wojowniczy charakter. Bo Bawer to człowiek, który nie boi się wejść do paszczy lwa. Chodził na spotkania neobolszewickiej partii Razem, rozmawiał z uczestniczkami Czarnego Protestu o mordowaniu nienarodzonych. A teraz Bawer stanął przed kolejnym wyzwaniem. Ma porozmawiać z przedstawicielką antypolskiej prasy. Na swoim Facebooku prosi więc wszystkich o pomoc – o modlitwę, wstawiennictwo, o bycie jego duchową artylerią w czasie tej rozmowy. Trzymaj się Bawer, bez stresu, jesteśmy z tobą! – odpowiedzieli mu na Fejsie fani internetowi.

Na spotkanie wjeżdża uśmiechnięty, uzbrojony wewnętrznie oraz zewnętrznie, w bluzie ze znakiem Polski Walczącej, wózek pcha jego ukochana żona Grażynka. Poznali się na wyjeździe Katolickiego Stowarzyszenia Osób Niepełnosprawnych i Ich Przyjaciół, i minęły już trzy lata, odkąd są po ślubie. Żona to jedno z marzeń Bawera z młodości – wydawało się niemożliwe, a jednak się spełniło. Tak jak i drugie – żeby zostać teologiem. Kolejne, o wejściu do polityki, właśnie się dokonuje.

O swoim drugim marzeniu mówił już w przedszkolu. Gdy panie pytały: a ty kim chcesz być, gdy dorośniesz, ujawniali się kolejno strażacy, piosenkarki, policjanci i był też jeden teolog, Bawer. Chciał nim zostać, bo bał się wtedy diabła i myślał, że to mu pomoże.

Działo się to wszystko w Nowej Hucie w Krakowie, Bawer urodził się tam w 1985 r., jako najstarsze dziecko w rodzinie, z czterokończynowym porażeniem mózgowym.

Potem rodziły się kolejne dzieci – Mhen, Tosia, Ikiume, Iorliam i Jadzia – chłopcy z imionami nigeryjskimi, a dziewczynki z polskimi, tak umówili się rodzice. Ale to właśnie jego, najstarszego, choć najsłabszego, upodobał sobie wujek Leszek, kuzyn ze strony mamy, portrecista z zawodu. Ojciec Nigeryjczyk już wtedy porzucił rodzinę, więc wujek był jak ojciec, uczył Bawera polskości, czyli wiary w Boga.

Stopniowo Bawer przyjmował tę łaskę wiary, trochę na zasadzie buntu, bo reszta rodziny była niewierząca, a wiadomo, że dziecko zawsze buntuje się na przekór rodzinie.

I tak Bóg miał już w opiece Bawera. Żaden nowohucki kibic nie tknął go nigdy palcem, tylko w podstawówce trochę się wyróżniał, trochę był osobny, ale już w gimnazjum miał wielu przyjaciół, a w liceum przez dwa lata był przewodniczącym samorządu szkolnego, zorganizował hiphopowy koncert, z którego pieniądze poszły na stworzenie salki rehabilitacyjnej w szkole. Już wtedy interesował się polityką i działalnością społeczną.

– Każda osoba wierząca jest w pewnym sensie osobą społeczną, to się zawsze przenika. Ochrona najsłabszych, obrona życia nienarodzonego, patriotyzm to moje powołanie – tłumaczy Bawer dziennikarce, bo uznaje, że zawsze trzeba mówić to, co się myśli, niezależnie od środowiska, w jakim się człowiek znajduje.

Tę pewność siebie w poglądach Bawer zawdzięcza swojemu mentorowi z czasu studiów teologicznych, magisterskich, a potem doktoranckich, ks. Dariuszowi Oko, zresztą autorowi sformułowania „artyleria duchowa”, którego Bawer lubi używać do dzisiaj. Podczas zajęć ks. Oko robił im prawdziwy poligon światopoglądowy. Dawał do czytania teksty Hegla, Nietzschego czy Freuda i kazał o nich dyskutować. Ciężkie na początku były te starcia dla Bawera, czuł się wyprany z wiary, niemal jak ateista, ale być może wtedy był jeszcze zbyt młody, by zrozumieć, jak bardzo ta umiejętność dyskusji może mu się kiedyś przydać.

Przeżywał wtedy swoje pierwsze fascynacje światem polityki. Najpierw Unią Polityki Realnej i Januszem Korwin-Mikkem. Prawie zapisał się do tej partii, ale dzięki Bogu, że prawie, bo potem poznał Marka Jurka i już wiedział, że to z nim i jego Prawicą Rzeczpospolitej będzie chciał iść dalej.

– Marek Jurek zaimponował mi swoją postawą w sprawie obrony życia, że umiał dla wyższej idei poświęcić własne ambicje polityczne i zrezygnował z członkostwa w PiS. Jest jednym z niewielu, którzy w polityce kierują się katolicką nauką społeczną – tłumaczy Bawer. W 2011 r. Bawer próbował wystartować w wyborach do Sejmu, ale Prawicy RP zabrakło wystarczającej liczby podpisów do zarejestrowania list w jego okręgu wyborczym.

Jednak mimo tego niepowodzenia i tak w tamtym ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]