POLITYKA

Poniedziałek, 27 marca 2017

Polityka - nr 6 (3097) z dnia 2017-02-08; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Róża Thun

Róża Thun

Polityka w czasach populizmu

Z okazji 60. urodzin POLITYKI o tym, czym jest polityka. I o populistach, którzy ją niszczą.

Tygodnikowi POLITYKA stuka 60 lat. Kiedy powstawał, byłam za młoda, żeby te narodziny zauważyć. Zresztą w 1957 r. większość rozmów w moim domu zajmowały tematy związane ze świeżo odzyskanym, wydartym z pazurów Bolesława Piaseckiego i PAX, „Tygodnikiem Powszechnym”. Dziś, w politycznie znowu podłych czasach, POLITYKA należy do niewielkiej, mądrej i dzielnej grupy pism, które starają się uchronić Polskę od zniszczenia. A ja mam zaszczyt napisać coś czasem w rubryce do niedawna jeszcze zapełnianej tekstami Janki Paradowskiej, która przez lata niezmordowanie i rzetelnie zwracała naszą uwagę na to, co ważne. Łapię się więc na tym, że piszę o tym, co chętnie bym z nią obgadała. Bo bardzo jej brakuje!

Pewnie tym razem rozmawiałybyśmy o wszechogarniającym populizmie, który niechybnie prowadzi do katastrofy. „Populiści wszystkich krajów łączą się!” – tak można podsumować to, z czym mamy do czynienia. Bo im mniej polityki, a więcej politykierstwa, tym większe pole działania dla populistów. To, że demokracja nie istnieje bez zaangażowanych obywateli, bez społeczeństwa obywatelskiego, wiemy od dawna. I wiemy też, że bierność jest tym, co dyktatorzy lubią najbardziej. Ale właściwie dlaczego obywatele mieliby się angażować w coś, co popularnie polityką się nazywa, a wcale nią nie jest – w politykierstwo? W utarczki, przepychanki, układanki i gierki, którym uwagę poświęca nie tylko wielu komentatorów, ale, co gorsza, także wiele osób z opozycji.

Kto dłużej został na sali plenarnej? Komu i jak to się przysłużyło? Opłaciło się czy nie? Na czele Petru czy Schetyna? Kosiniak odrabia straty? Kto wyjechał na urlop? Z kim? Kolejna wpadka? Takie opowieści zawsze kogoś cieszą. A w tym czasie PiS systematycznie rozwala kolejną instytucję konieczną do funkcjonowania demokratycznego państwa, ciesząc się niezmiennie poparciem jednej trzeciej społeczeństwa.

Tylko poważny plan, konkretny projekt, służący dobremu zorganizowaniu wspólnej przestrzeni, w której żyjemy, może wywołać zaangażowanie społeczne. Polityka uprawiana dla wyraźnego celu, który dotyczy także tych poza polityką, tłumaczona wyraźnie, uczciwie i prosto, nieuchylająca się przed tematami trudnymi i trzymająca się konsekwentnie wyznaczonej linii zyskuje z czasem szacunek i zwolenników. Polityka z wielką wizją i konkretnymi, często malutkimi kroczkami realizującymi tę wizję cegiełka po cegiełce, to jedyna odpowiedź na zalewający nas populizm.

Jeżeli wielką wizją – w moim wypadku – jest wspólny europejski rynek ze swobodnym przepływem osób i usług, kapitału i produktów, to te małe cegiełki to np. znoszenie opłat za roaming, znalezienie rozwiązania uniemożliwiającego dyskryminowanie klienta (geoblokowanie) w transgranicznym handlu elektronicznym, znoszenie barier przy zatrudnianiu pracowników z różnych krajów lub przeszkód, które napotykają obywatele poszukujący pracy w wybranym przez siebie kraju.

Polityka to konkret służący wielu osobom. Często mam wrażenie, że przy załatwianiu interesików „politycznych” w obawie, że coś się nie uda, my, politycy, tracimy cel. Takie uczucie miałam, kiedy ogłoszono, że mamy głosować m.in. za kandydaturą Ryszarda Czarneckiego do prezydium Parlamentu Europejskiego po to tylko, żeby jego klub poparł naszego kandydata na przewodniczącego. Ale co zasadniczo było naszym celem? Wybrać najlepszych ludzi w Europie, żeby dobrze zarządzali instytucjami wspólnotowymi! A Czarnecki do tej grupy się nie zalicza. Więc, wiedziona etosem, oprotestowałam głośno tę żenującą kandydaturę. Na co usłyszałam oburzony głos kolegi z partii: „Zachowałaś się jak… jak… jak Geremek!”. Przyznam, że tak pięknego komplementu dawno nie słyszałam! Fakt, Geremek przegrał z układankami, ale mocno odcisnął swój ślad w tym, co najlepsze w Europie.

Patrzę na populistów zdobywających coraz więcej przestrzeni politycznej. W Europie zbliżają się wybory w kilku ważnych krajach i wielu przygląda się temu z równie wysokim zainteresowaniem co niepokojem. Gdzie są wielkie wyraziste postaci, politycy angażujący miliony? Macron, Fillon czy może Hamon? Inaczej grozi Marine Le Pen, królowa populistów, która planuje doprowadzić Francję i Unię do katastrofy. Renzi? Mimo przegranego referendum wydaje się jedynym, który może powstrzymać marsz Beppe Grillo. Jego Ruch Pięciu Gwiazd już zdobył merostwo w Rzymie i w krótkim czasie doprowadził do wzrostu chaosu. Wilders siwymi włosami wymiata w Holandii. Czy liberałowie, socjaliści i słabnący chadecy potrafią go powstrzymać? Przykładów jest jeszcze kilka – że o naszej sytuacji z PiS na czele nie wspomnę. Większość zagłosuje bez przekonania, pójdzie na wielki kompromis po to, żeby zatrzymać większe zło. Pewnie wielu będzie tak sfrustrowanych, że nie pó...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]