POLITYKA

środa, 20 września 2017

Polityka - nr 28 (3067) z dnia 2016-07-06; s. 8-10

Janina Paradowska 1942–2016

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Polityka według Janiny

Dla Janiny Paradowskiej polityka oznaczała nie tylko brutalną walkę o władzę, spektakl emocji i ambicji. Zawsze szukała w niej głębszego sensu, propaństwowej misji. Była w tym coraz bardziej osamotniona.

POLITYKA o polityce pisała zawsze. W epoce, gdy nie dało się tego robić swobodnie, czyli przed 1989 r., czyniła to na różne inne sposoby i poprzez tematy pozornie niepolityczne. Gdy zaczęła wyłaniać się nowa Polska, czyli pod koniec lat 80., możliwości pisania o polityce najpierw się poszerzały, a potem, kiedy zlikwidowano cenzurę, otworzyły na oścież. Już przy Okrągłym Stole zaroiło się od dziennikarzy, którzy zaczęli uprawiać jak gdyby nowy zawód, czyli pisać o polityce coraz bardziej demokratycznego państwa.

Wśród nich była Janina Paradowska, wówczas dziennikarka „Życia Warszawy”. Zdążyła już pracować w kilku redakcjach (m.in. „Kurierze Polskim”), w których – jak sama to po latach mówiła – pisała o wszystkim i dla których objeżdżała cały kraj. Robiła wywiady, imała się publicystyki, pisała reportaże, jak trzeba było, to o turystyce, jak trzeba, to o szkolnictwie wyższym czy niższym. Ale gdy znalazła się przy Okrągłym Stole, poczuła, że to polityka jest jej żywiołem i dziennikarskim wyzwaniem. „Przy obsłudze obrad Okrągłego Stołu zostałam po raz pierwszy dopuszczona do zajmowania się polityką. Powstała wtedy fajna wspólnota dziennikarzy. Wszyscy wywodziliśmy się jakoś z Solidarności. O takich głębokich podziałach jak dziś nie było mowy. Mimo różnic łączyło nas poczucie wygranej” – wspominała później w jednym z wywiadów.

Poczuła wtedy, że demokratyczna polityka jest niesłychanie ważną dziedziną życia, bo reguluje wspólne dobro, więc sama może być dobrem – wbrew powszechnej i utrzymującej się do dzisiaj opinii, że jest sferą nieczystą, bagnem, do którego nie warto wchodzić. Nawet w ostatnich dniach swego życia potrafiła zwracać uwagę kolegom, by nie mówili o polityce jako o męczącym dopuście bożym, by podchodzili do niej z szacunkiem. Często mitygowała to, co uznawała za przejawy histerii w ocenie zdarzeń, za nadmierną emocjonalność. Czasami pytała: „panowie, co wy tacy smutni, stało się coś?”. „No, dobrze nie jest, demokracja trzeszczy”. „Eee tam, nie przesadzajcie, wszystko minie”. W sobie znany sposób łączyła pasję z pragmatyzmem, z cierpliwością do spraw dużych i małych.

Po Okrągłym Stole Janina przy polityce już została, wędrowała za nią wszędzie, gdzie była uprawiana. Takim specjalnym miejscem skupienia energii politycznej, tworzenia się nowego państwa i nowego ustroju, stał się wtedy Sejm wybrany 4 czerwca 1989 r., zwany kontraktowym. W ciągu kilkunastu następnych miesięcy Paradowska na gorąco donosiła, cóż takiego parlament uchwalił, co z tym zrobił rząd, jak kształtowały się poglądy i interesy, jakie powstawały środowiska polityczne i konflikty między nimi.

W tym czasie, nie wychodząc właściwie z gmachu przy Wiejskiej, zbudowała swoje pierwsze kontakty ze światem polityków, wdarła się do świadomości wielu z nich na długie lata. I to polityków z różnych stron sporów, którzy nawet ze sobą nie rozmawiali, a z Janiną Paradowską zawsze. Tak powstawał słynny notes adresowy Janki, w którym były telefony do wszystkich ważnych, w tym ich telefony prywatne. Choć miała tu zasadę: do najważniejszych osób w państwie, nawet jeśli je dobrze znała, prywatnie nie dzwoniła, zawsze korzystała z pośrednictwa sekretarek i asystentów. Stawało się jasne, że z tą akurat dziennikarką warto rozmawiać, zrozumie to, co słyszy, lojalnie nie nadużyje udzielonego zaufania. Napisze, co sama uważa za słuszne i prawdziwe, ale wedle miar i wag, które są czytelne.

POLITYKA po 1989 r. przechodziła wewnętrzną i głęboką, nazwijmy to, reformę, szukała dopasowanej do niej metody opisu i zrozumienia nowej rzeczywistości. Od początku przyjmowano założenie, że redakcja nie tylko w sensie podmiotowym, ale także treściowym powinna pójść całkowicie na swoje. Było jasne, że redakcja popiera nową Polskę, że będzie jej służyć, ale ze zrozumieniem, że wielu czytelników ma prawo mieć swoje strachy i wątpliwości, czuć niepewność, i że ważne jest, by tygodnik razem z nimi przeszedł drogę od starego do nowego. Dlatego redakcji potrzebny był autor nowej specjalizacji, reporter polityczny, który śle depesze z frontu, ale jednocześnie rozumie, w jakiej sprawie toczy się wojna i kto jest kim.

Janina Paradowska była kandydatką idealną, jeszcze do tego znała się dobrze z wieloma kolegami z POLITYKI z lat wcześniejszych. Utożsamiała się z tymi cechami i wartościami tygodnika, które czyniły go obiektem przywiązania wielu czytelników, ale też obiektem niechęci, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]