POLITYKA

Niedziela, 24 września 2017

Polityka - nr 33 (3123) z dnia 2017-08-16; s. 94

Felietony / Passent

Daniel Passent

Polowanie na nagonkę

Jak świat światem, władza nie jest zadowolona z mediów. Za mało jej kadzą, a opozycji dogadzają w każdy możliwy sposób – zapraszają nie tych, co trzeba, organizują lizusowskie wywiady i wazeliniarskie debaty. Media opozycyjne nie są po prostu opozycyjne, one są opozycyjne totalnie. W zasadzie słowo „opozycja” w języku polskim już nie istnieje, zastąpiła je zbitka pojęciowa „opozycja totalna”, równie bez sensu jak „dobra zmiana”.

Istnieje wiele sposobów „wygaszania” mediów prywatnych (bo media publiczne zostały już skutecznie wygaszone). Polonizacja miałaby polegać na ograniczaniu dostępu kapitału zagranicznego do mediów, aż do całkowitego jego wyparcia. Kiedy największy w Polsce dziennik „Fakt” trafi w ręce kapitału polskiego, na przykład stanie się własnością PZU lub KGHM, wówczas będzie to gazeta autentycznie polska, a nie taka, która reprezentuje interesy niemieckie. Spółki Skarbu Państwa wydają już miliony na wspieranie mediów IV RP z publicznych pieniędzy. Rozproszone prezenty mają wesprzeć zaprzyjaźnione organy, takie jak „Gazeta Polska” czy „wSieci”, które ostatnio zmieniły tytuł na „Sieci Prawdy”. Dla dotychczasowych czytelników pojawienie się „prawdy w sieci” jest nie lada zaskoczeniem. W Związku Radzieckim istniały dwa główne dzienniki, „Prawda” i „Izwiestia” (Wiadomości). Mówiono, że w „Izwiestiach” nie ma prawdy, a w „Prawdzie” nie ma „Izwiestii”. Rząd miał „Izwiestia”, a partia miała „Prawdę”. Na tym polegał pluralizm i ku temu zmierzamy.

A co z zagranicą? Media zagraniczne w przeważającej mierze są antypolskie, wrogie „dobrej zmianie” (DZ), a tym samym wrogie Polsce, bo nie ma DZ bez Polski, i nie ma Polski bez DZ. Dobrze mówię? Gdybym ja miał 40 proc. poparcia w sondażach i cherlawą opozycję, tobym się nie przejmował tym, co pisze jakiś funkcjonariusz mediów w Stuttgarcie czy w innej Osace, ale DZ czuje się niedopieszczona, lubi być kochana i nie potrafi ukryć, jak ją boli „histeryczna, furiacka nagonka na Polskę”.

Mamy do czynienia ze skoncentrowaną, systematyczną i – co ważne – zorkiestrowaną nagonką na nasz kraj. Potwierdza to młody Tyrmand, ekspert tygodnika „Do Rzeczy”. Zdaniem młodego człowieka, krótkotrwałego doradcy ministra Waszczykowskiego, źródłem antypolskiej nagonki jest Anne Applebaum. Wystarczy jedno skinienie małżonki Radka Sikorskiego i „Washington Post” rzuca się na DZ, a co napisze „WP” – to podchwyci „New York Times” (i odwrotnie), obie te gazety są jak „Prawda” i „Izwiestia”. Odkrycie Tyrmanda nie tłumaczy setek antypolskich opinii w mediach wielu krajów, szczególnie Niemiec (te szczuje przeciw nam Herr Tusk), ani takich programów telewizyjnych jak „Dzień dobry, Ugando” i „Dobranoc Botswano”, w których goszczą takie „autorytety”, jak Adam Michnik czy Hanna Lis.

Skalę zagrożenia pokazuje Piotr Cywiński w tygodniku „Sieci Prawdy”: o Polsce rozpisują się „niemal wszystkie dzienniki i periodyki bez wyjątku, od gazet niskonakładowych po te opiniotwórcze”. „Język spalonej ziemi” – to o rządach PiS w „Süddeutsche Zeitung”. „Bezwzględny, konfrontacyjny kurs Kaczyńskiego” – to z Deutschlandfunk. „Polska na skraju przepaści – młodzi boją się o swój kraj” – z „Brigitte”. „Federalne MSZ ma nadzieję na ostateczne udaremnienie reformy wymiaru sprawiedliwości” – „Die Welt”. „Jeszcze Polska nie została uratowana” – to znów parafraza naszego hymnu w kuriozalnym tekście „Die Zeit”. Redaktor Cywiński tłumaczy tę falę krytyki naciskami rządu federalnego, niezadowolonego z polityki USA i Polski w Europie. „Własna, niezależna polityka zagraniczna naszego rządu nie mieści się jeszcze w niemieckich głowach” – konkluduje publicysta „Sieci Prawdy”. A co na to ambasador Przyłębski? Nie wiadomo.

Tygodnik „Do Rzeczy” nie pozostaje w tyle. Marcin Makowski zwraca uwagę, że publikacje zagraniczne o Polsce są „spójne i negatywne”, często wychodzą spod pióra polskich dziennikarzy, a komentarze z ust polityków Platformy czy Nowoczesnej. Piszą oni i mówią często po to, żeby następnie być cytowani w Polsce jako głos opinii zagranicznej. Winni tego procederu są Radek Sikorski z małżonką, byli ambasadorowie oraz dyplomaci, którzy oczerniają za granicą rządy PiS.

„Poza politykami aktywni w komentowaniu sytuacji w Polsce są polscy dziennikarze oraz publicyści” – donosi red. Makowski. Czyni to śmiało i po nazwiskach: Jerzy Kuczkiewicz, Tomasz Bielecki, Joanna Berendt, Sławomir Sierakowski, Jarosław Kurski, Aleksandra Cichowlas, Bartosz T. Wieliński, Michał Broniatowski, Maya Rostowska, Maciej Stasiński, Piotr Moszyński, Agata Pyzik, Paweł Sobczak, Adam Leszczyński, Julia Szyndzielorz – „wystarczy wymienić tylko kilka z tych nazwisk” cytowanych następnie w Polsce jako głos zaniepokojonego Zachodu.

Nagminną praktyką jest to, że gdy zachodni dziennikarze przyjeżdżają do Polski albo chcą porozmawiać w europarlamencie, w zasadzie ograniczają się do przedstawicieli opozycji – ubolewa Ryszard Czarnecki. – Wystarczy przyjrzeć się personaliom dziennikarzy pisujących za granicą, by stwierdzić, że są powiązani z „Gazetą Wyborczą”, koncernem RASP czy POLITYKĄ – donosi Ryszard Legutko. „Nie ma nakładów i&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]