POLITYKA

Sobota, 27 maja 2017

Polityka - nr 8 (8) z dnia 2016-09-14; Pomocnik Historyczny. Nr 4. Z Kresów na Kresy; s. 50-52

Wysiedlenie

Magdalena Semczyszyn

Polska Itaka

Greccy i macedońscy uchodźcy na Ziemiach Zachodnich.

Tajna operacja. W wyniku porażki greckich komunistów w walce z monarchią Jerzego II (patrz ramka o wojnie domowej) do Polski trafiło blisko 14 tys. osób, w tym 4 tys. dzieci i 2,8 tys. inwalidów. Wśród dorosłych prawie 30 proc. stanowiła ludność cywilna. Przeważali Grecy i Macedończycy, ale niewielką część stanowili także prawosławni Kucowołosi, posługujący się dialektem albańskim Arwanici i muzułmańscy Pomacy. W przeszło 90 proc. była to ludność pochodząca z wiejskich terenów Grecji.

W 1948 r. jako pierwsze przybyły dzieci, przewożone pociągami z obozów dla uchodźców w Rumunii. Trafiły do ośrodków wychowawczych na Dolnym Śląsku: w Międzygórzu, Lądku-Zdroju i Szczawnie-Zdroju. W latach 1949–50 pod polską i rumuńską banderą przywieziono do Polski kilka tysięcy dorosłych. Z portu Dürres w Albanii przez Morze Śródziemne, Gibraltar, kanał La Manche, Cieśniny Duńskie dotarli oni do portów w Gdańsku, Kołobrzegu i Świnoujściu. Całość operacji była tajna, a koordynował ją II Oddział Sztabu Generalnego WP.

Osoby zdrowe i w podeszłym wieku przewieziono pociągami na Dolny Śląsk: do Dusznik-Zdroju, Zgorzelca i Międzygórza. Ranni trafili do Chirurgicznego Szpitala Polowego nr 250, utworzonego specjalnie w tym celu w poniemieckiej bazie hydroplanów w zachodniopomorskim Dziwnowie. Kierujący szpitalem lekarz mjr Władysław Barcikowski po latach tak opisywał widok rannych przybyłych pierwszym transportem: „Dziwni przybysze ubrani byli na pół cywilnie, na pół wojskowo (…). Byli brudni, zarośnięci, zaniedbani i smutni (…). Ciężko ranni byli prowizorycznie tylko opatrzeni – brudnymi, przekrwawionymi bandażami i szmatami (…). Ci przeważnie prości ludzie przeżyli gehennę. Przyjechali zmęczeni, wychudzeni i schorowani, często wycieńczeni długotrwałymi cierpieniami”.

Zarówno działacze Komunistycznej Partii Grecji na emigracji, jak również polskie dowództwo wojskowe początkowo utwierdzały przybyłych w przekonaniu, że niebawem powrócą do ojczyzny, by z bronią w ręku kontynuować walkę z „faszystowskim rządem”. Na terenie jednostki w Dziwnowie powstała szkoła oficerska dla kilkuset żołnierzy DAG (Demokratycznej Armii Grecji, podległej komunistom). Druga jednostka grecka istniała do 1950 r. w koszarach w Wędrzynie (pow. Sulęcin, na ziemi lubuskiej). W Komorowie koło Warszawy szkolono dywersantów i dowódców oddziałów partyzanckich. Nadzieje na odbicie Grecji z rąk imperialistycznego Zachodu rozwiały się jednak szybko. Wkrótce ozdrowieńcy ze szpitala polowego nr 250 dołączyli do reszty uchodźców, osiedlonych na Dolnym Śląsku, Pomorzu Zachodnim, ziemi lubuskiej i w wyludnionych Bieszczadach.

Nowa Hellada. Dla zdecydowanej większości przybyłych Polska była krajem nie tylko odległym, ale także zupełnie nieznanym. We wspomnieniach imigrantów powtarza się motyw zaskoczenia z powodu zimnego klimatu i szarych krajobrazów dominujących nad Wisłą. Po latach polskie „chmury nabrzmiałe śniegiem” uwiecznił w wierszu jeden z przybyłych, znany poeta Nikos Chadzinikolau. Drugim zaskoczeniem, o którym bohaterowie tamtych wydarzeń mówią dziś z wdzięcznością, była troskliwa i wszechstronna opieka, którą ich otoczono.

Do 1955 r., w wyniku akcji łączenia rodzin organizowanej przez PCK, liczba greckich imigrantów zwiększyła się w Polsce do 15 tys. Pod nadzorem MBP przybysze zostali rozlokowani w kilkudziesięciu ośrodkach na Ziemiach Zachodnich. Przeważającą większość zakwaterowano w miastach na terenie Dolnego Śląska. Niekwestionowaną grecką stolicą stał się Zgorzelec (patrz ramka), skupiający 18 proc. ogółu pozbawionych obywatelstwa apatrydów (bezpaństwowców, patrz ramka). Kilka tysięcy osób zamieszkało we Wrocławiu, Legnicy, Świdnicy i Wałbrzychu, kolejnych kilkaset skierowano do Szczecina, Gdyni, Gdańska i Poznania. Ponad 1,1 tys. greckich rolników osiedlono w 37 wsiach na ziemi lubuskiej. W latach 1951–53 ponad 2,2 tys. Greków i Macedończyków z Dolnego Śląska skierowano w Bieszczady, gdzie zamieszkali w opuszczonych wsiach w rejonie Ustrzyk Dolnych. W Krościenku, miejscowości w całości zamieszkanej przez społeczność z Grecji, powołano spółdzielnię rolniczą Neo zoi (Nowe życie).

Mała Hellada. W 1951 r. ponad 2,5 tys. greckich dzieci z Dolnego Śląska przeniesiono do Państwowego Ośrodka Wychowawczego w Policach pod Szczecinem. Specjalnie dla nich zagospodarowano kompleks poniemieckiej fabryki paliwa syntetycznego, o powierzchni 130 ha. Osiedlono tam również ok. 300 dorosłych. Wkrótce Police ochrzczono małą Helladą, ponieważ Grecy i Macedończycy stanowili niemal połowę populacji miasteczka. Ośrodki dla młodych uchodźców działały także m.in. w Szczecinie, Zgorzelcu i Płakowicach na Dolnym Śląsku. Jeden z ich wychowanków, Konstantinos Chrystou, wspominał po latach, że polski personel musiał na nowo nauczyć wystraszone, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]