POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 34 (2770) z dnia 2010-08-21; s. 18-21

Rozmowa Polityki

Jerzy BaczyńskiJanina Paradowska

Polska jest jedna, chociaż różna

Bronisław Komorowski, prezydent RP

Polityka: – To Bronisław Komorowski wywołał ten konflikt mówiąc o usunięciu krzyża sprzed prezydenckiego pałacu. Taka opinia jest dość rozpowszechniona – nawet wśród osób neutralnych – w zaprzątającym nas ostatnio sporze. Czy dziś pan prezydent ocenia, że popełnił błąd?

Bronisław Komorowski: – Zapewne jest to opinia rozpowszechniana głównie przez tych, którzy chcą pozbyć się odpowiedzialności za politycznie ryzykowne i nieprzyjemne zjawiska widoczne przed Pałacem Prezydenckim. Nigdy nie mówiłem o usunięciu krzyża, zawsze mówiłem o potrzebie przeniesienia krzyża w sposób godny, w porozumieniu z władzami kościelnymi w godne miejsce, czyli do kościoła.

I powtórzyłby pan tamto swoje zdanie o krzyżu dzisiaj?

Rozumiem, że za sugestiami, abym tego nie mówił, stoi przeświadczenie, że można ludzi oszukiwać, że można co innego mówić, a co innego robić. Ja takiego zwyczaju nie mam. Nie lubię niczego udawać, kamuflować. Powtarzam więc: tak, uważałem i uważam nadal, że krzyż, który stał się symbolem żałoby narodowej, symbolem wspólnego przeżycia Polaków po 10 kwietnia, z całą godnością, w porozumieniu z Kościołem i harcerzami, należy przenieść do kościoła św. Anny. Szkoda, że nie udała się uroczystość procesyjnego przeprowadzenia krzyża, który mógłby potem pójść z pielgrzymami, ze studentami na Jasną Górę, właśnie jako symbol jedności. To było rozwiązanie, które leżało w interesie państwa i Kościoła, które mogło być bardzo odpowiednią formą przypomnienia żałoby.

Co dalej?

Mam nadzieję, że emocje opadną choć częściowo, zwłaszcza że na murze Pałacu Prezydenckiego jest już tablica upamiętniająca żałobę…

...przywitały ją okrzyki: hańba, wstyd.

Prawda, powitały ją takie okrzyki. Ale zrobiłem przecież to, co należało zrobić. Także w Sejmie znajdzie się tablica upamiętniająca marszałka Macieja Płażyńskiego, jak i wspólna tablica poświęcona pamięci wszystkich parlamentarzystów.

Pierwszą moją decyzją jako prezydenta, podjętą już w dniu zaprzysiężenia, było wydanie polecenia szefowi mojej kancelarii upamiętnienia tych wydarzeń, które wiążą się z Pałacem Prezydenckim, a których symbolicznym wyrazem był krzyż. To musiało się odbyć w zgodzie z przepisami, a więc w porozumieniu z konserwatorem zabytków i miastem. Ale także z podkreśleniem, że była to inicjatywa harcerska. I to właśnie się stało – tablica na ścianie pałacu już jest. Natomiast jeśli chodzi o krzyż, to mam nadzieję, choć być może jest ona płonna, że emocje opadną i będzie możliwe wykonanie umowy zawartej 21 lipca z kurią i harcerzami. O takie rozwiązanie zaapelowało też Prezydium Konferencji Episkopatu Polski.

Panie prezydencie, pan wie, że ta tablica nie zadowoli pańskich oponentów, że chodzi o pomnik; powstaje już komitet honorowy, na którego czele zgodziła się stanąć pani Jadwiga Kaczyńska.

W demokracji każdy ma prawo tworzyć komitety i występować o budowę pomnika. Każdy ma prawo do dyskutowania o formie czy sposobie budowania pomników.

Ale ten pomnik ma stanąć tu, przed pałacem, w tym miejscu.

To wydaje mi się dość dziwny pomysł, bo jak przed pomnikiem księcia Józefa Poniatowskiego stawiać inny pomnik? Ale decyzje w sprawie pomników podejmują konserwator i władze miasta. Pewne jest, że upamiętnienie razem wszystkich ofiar katastrofy powinno nastąpić. Trzeba na to trochę czasu, tak aby opadły emocje. Przecież dzisiaj nawet rodziny ofiar są w tej sprawie podzielone.

Jak pan prezydent opisze ten konflikt rozgrywający się przed pałacem? Opinie są rozbieżne, premier Tusk mówi, że nic wielkiego się nie dzieje, że są emocje, ale one są wpisane w demokrację, a Jarosław Kaczyński zapowiada stworzenie wielkiego społecznego ruchu na fundamencie tych emocji.

Na tym właśnie polega demokracja, że każdy ma prawo się organizować, byle działał w ramach systemu prawnego i dobrych obyczajów. Ostatecznym weryfikatorem, czy są to dobre, czy złe pomysły, będą zawsze wyborcy i opinia publiczna. Dziś z badań opinii publicznej wynika, że ogromna większość, bo aż ponad 77 proc., chce godnego przeniesienia krzyża do kościoła, i zdecydowana większość, bo ponad 70 proc., chce upamiętnienia ofiar katastrofy i samej narodowej żałoby. Częściowo, w formie tablicy pamiątkowej, już to nastąpiło.

Ten krzyż jest bezpośrednio wymierzony w pana, ma, jak to odczytujemy, delegitymizować pańską prezydenturę.

Ale widać, że to się nie udało i się nie uda. Obecna sytuacja jest jednak ryzykowna i politycznie trudna dla ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]