POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 21 (2859) z dnia 2012-05-23; s. 104-105

Ludzie i style

Edwin Bendyk

Pomaganie hakowaniem

W hakerach widzimy zwykle elektronicznych włamywaczy. Do hakerskiego etosu należy też dzielenie się ze światem swoimi pomysłami – a to istota hackatonu. Urządzają takie imprezy NASA, Bank Światowy i Facebook, zna je również Polska.

Europeana to wielka europejska cyfrowa biblioteka multimedialna. Jej zbiory liczą już ponad 20 mln obiektów: obrazów, fotografii, druków, materiałów wideo. Projekt jest ambitny, lecz dość nieruchawy – nie wywołuje entuzjazmu ani wśród jego twórców, ani też potencjalnych odbiorców. Jak ożywić kolosa? Jak zwiększyć atrakcyjność gigantycznych zbiorów? Może zamiast urządzać kolejne posiedzenie urzędników, poprosić o pomoc ludzi napędzanych hakerską energią, programistów i informatyków? W informatyczno-hakerskim świecie istnieje sprawdzona formuła – hackaton, czyli trwający na ogół 48 godzin maraton programistyczny. W jego trakcie zebrane w jednym miejscu drużyny muszą nie tylko znaleźć dla siebie problem, lecz także rozwiązać go, opracowując działającą aplikację. Trzeba działać szybko i z inżynierską precyzją.

Po formułę hackatonu sięgnęła Fundacja Europeana i zorganizowała w czerwcu ubiegłego roku serię maratonów w Poznaniu, Sztokholmie, Barcelonie i Londynie pod wdzięczną nazwą Hack4Europe. Uczestnicy – kilkuosobowe drużyny – zyskali dostęp do zasobów cyfrowej biblioteki i zachętę, by zrobić z nimi coś użytecznego i spektakularnego zarazem. W odpowiedzi powstało 48 prototypów, część z nich została nagrodzona. Tytuł aplikacji o największym potencjale komercyjnym zdobyło polskie rozwiązanie Art4Europe. Jego autorami są programiści związani z firmą iTraff Technology. Sedno pomysłu: zwiedzającym muzea czy galerie nierzadko doskwiera brak informacji na temat eksponatów. Od czego jednak są smartfony, nowoczesne telefony komórkowe zaopatrzone w aparat i połączenie z Internetem? Wystarczy sfotografować obraz, by został zidentyfikowany przez aplikację Art4Europe i odnaleziony w zasobach Europeany wraz z całą dostępną informacją. Ta, jeśli jest w innym języku, może być przetłumaczona, a opis odczytany przez syntezator mowy.

– Sercem rozwiązania jest autorski, opracowany w naszej firmie mechanizm rozpoznawania obrazów – komentuje Arek Skuza, prezes iTraff. Jego zespołowi zwycięstwo w Hack4Europe pomogło wypromować to rozwiązanie, ale przede wszystkim sprawdzić możliwości. – Dzięki zawodom ludzie nabrali pewności, przekonali się, że są w stanie rywalizować z całym światem.

Rezultaty ubiegłorocznego Hack4Europe spodobały się także organizatorom, dlatego pod koniec maja w Warszawie, Leuven i Kopenhadze odbędzie się kolejna edycja hackatonu na rzecz Europeany.

Gdzie ta sadza?

Amerykański magazyn „Wired” wylicza, że w samych Stanach Zjednoczonych w ciągu roku zorganizowano ponad 200 hackatonów. Co najmniej drugie tyle gościła reszta świata. Z formy tej korzysta Facebook, zastępując potyczkami programistów tradycyjną formułę burzy mózgów. W ten właśnie sposób narodziły się takie pomysły, jak przycisk „Lubię to!”, umożliwiający użytkownikom serwisu szybkie wyrażenie opinii o wpisie, komentarzu, wydarzeniu. Wiele firm i organizacji organizuje hackatony, żeby podłączyć się do kreatywnej energii, rozproszonej gdzieś w społecznych sieciach i czekającej tylko na odpowiedni impuls, by przekształcić się w praktyczne, często banalnie proste, a czasem przełomowe rozwiązania.

Coraz popularniejsze stają się hackatony społeczne, podczas których programiści szukają rozwiązań wspólnie z aktywistami. Globalne uznanie zyskał projekt Random Hacks of Kindness (RHoK), zainicjowany przez takich potentatów, jak Bank Światowy, Microsoft, portal Yahoo! czy NASA. Jesienią ub.r. RHoK dotarł także do Polski – w gmachu Wydziału Elektroniki i Technik Informacyjnych Politechniki Warszawskiej zmierzyło się osiem zespołów. Jeden z nagrodzonych projektów – „Gdzie ta ścieżka?” – to aplikacja służąca mapowaniu prawdziwych warszawskich tras rowerowych. Inny, „klimatbezsadzy.pl”, umożliwia sprawdzanie za pomocą smartfona poziomu zanieczyszczeń powietrza w Warszawie.

– Hackaton zaczyna się tak naprawdę z chwilą podjęcia decyzji o jego organizacji – mówi Michał Mach, jeden z animatorów przedsięwzięcia. – Najtrudniej zainicjować współpracę między programistami a organizacjami społecznymi – dodaje. Organizacje realizują programy, pilnują harmonogramów – hakerzy potrzebują większej intensywności doznań. Cała sztuka polega na tym, żeby poznać ze sobą jednych i drugich. – To jednak dopiero początek. Nie każdy problem spotyka się z uznaniem hakerów – wyjaśnia Mach.

Sukces pierwszej w Polsce edycji RHoK spowodował, że już w marcu br. na Politechnice, pod szyldem Sochack.pl, odbył się kolejny hackaton. Tym razem poświęcony edukacji, a wśród hakerskich drużyn pojawiła się nawet ekipa ambitnych gimnazjalistów. Uczniowie z warszawskiego Gimnazjum im. Bolesława Prusa postanowili sięgnąć po najnowsze technologie, by rozwiązać niezwykle dotkliwy problem współczesnej szkoły – niechęć młodych ludzi do jakiejkolwiek lektury. Opór ten ma rozbić interaktywna gra, opracowana przez samych zainteresowanych. Najwyższe uznanie sędziów zdobyła aplikacja rozwiązująca problem zgłoszony przez Harcesza, czyli stworzenie serwisu gromadzącego wiedzę na temat bezpieczeństwa w Internecie. – Taka ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]