POLITYKA

Niedziela, 26 marca 2017

Polityka - nr 34 (2719) z dnia 2009-08-22; s. 52-53

Kultura

Janusz Wróblewski

Pomieszało się

Rozmowa z niemieckim reżyserem Wimem Wendersem, autorem wchodzącego na nasze ekrany filmu „Spotkanie w Palermo”

O najwspanialsi! O najdoskonalsi! Kierowcy Polacy! Bracia mili moi! Jakże ponura i niesprawiedliwa, w czasie niedawnym, przewinęła się nagonka na nas, w gazetach wielu i w radiu, i nawet w tygodniku „Polityka”, ustami bohaterskiego kierowcy rajdowego Hołowczyca Krzysztofa.

O święta Szarżo i przenajświętsze Ostrogi nasze! Chcą nam was odebrać i szykują zamach na resztki wolności naszej. I statystyki pokazują, statystykami machają nam przed oczyma i zupełnie na opak je rozumieją.

Cóż takiego w tych statystykach jest? Co w nich zobaczyć można? Jeno tylko, że prym wiedziemy, że wyróżniamy się spośród narodów pospolitych i marnych, które ducha i honor dawno zgubiły. Czarno na białem widać w statystykach owych, że kierowcę Polaka nade wszystko cechuje odwaga, bohaterstwo i waleczność na drodze, że w kaszę sobie dmuchać nie da. Jest gotów polec, oddać życie za wartości mu drogie, jest wierny do końca tradycji, jaką w sobie nosi.

Bracia najmilejsi, kierowcy Polacy! Jakże to piękne, że w naszych żyłach płynie krew ułana, kawalerzysty i husarza. I tak jak kiedyś siodło końskie było nam domem, tak teraz najważniejszy jest dla nas samochód i liczba koni mechanicznych ukrytych pod maską jego. Jazda, pęd, szum wiatru w uszach to symbole wolności naszej, której nikt i nic nie może nam zabrać. Szarżę i Ostrogi dziedziczymy od ojców naszych i dziadów naszych i dzięki tradycji tej mamy polski najwspanialszy styl jazdy. Nie oglądamy się na innych, niech to inni uważają, bo tylko do mnie droga należy. Cała droga, jak długa i szeroka. Z drogi śledzie, bo król jedzie! Honor, nade wszystko honor! Bo gdy inny kierowca swoją jazdą szybszą, bezczelniejszą, rozpanoszoną obrazi czy ubliży, a może urazi widokiem samochodu, który ma pod maską więcej mechanicznych koni, wtedy jazda musi stać się pojedynkiem. Tego wymaga kodeks honorowy kierowcy Polaka i nie ma przebacz.

A co złe, winne są drogi. Ich stan fatalny, koleiny, nawierzchnia dziurawa, wąskość i drzewa zdradzieckie za blisko posadzone. Cóż to ma znaczyć, żeby dostosowywać prędkość do warunków panujących na drodze! Przecież gdyby trzeba było się dostosowywać, to już może lepiej w ogóle nie wyjeżdżać. Jechać pięćdziesiąt na godzinę, bo warunki nie takie! To niech się warunki zmienią, jak takie mądre. Ach, gdyby nie te drogi! Wszystko, wszystko byłoby możliwe, przy naszych umiejętnościach, przy takim jak nasze zżyciu się z pojazdem mechanicznym! A jakie drogi są, każden widzi i to naprawdę żadna nasza wina.

Ale w duszy Polaka, kierowcy Polaka, kryje się też doświadczenie ponure wielu lat zaborów i okupacji rozlicznych. I każdy Polak kierowca, kiedy widzi przed sobą znaki drogowe, on odruchowo wie, że one są przeciw niemu, że wolność jego ograniczają, że całe to prawo drogowe zaborca jakiś lub okupant wymyślił. I patriotycznym obowiązkiem kierowcy Polaka jest te przepisy łamać i konspirować przeciw nim. A śmiech pusty bierze, gdy ktoś mówi, że przepisy owe bezpieczeństwu jazdy służyć mają. Zresztą też mi coś bezpieczeństwo. Czy my jakieś dzieci, czy może baby!

A są tacy, co jadą, jak znaki każą. To kolaboranci lub po prostu właśnie niewiasta jedzie, która, jak pokazują statystyki, kierowcą polskim nie jest. Mogą to też być cudzoziemcy. I to oni tak naprawdę stanowią prawdziwe zagrożenie na drodze! Tarasują i spowalniają ruch, zakłócają jego płynność i właściwy rytm.

Ale jakże to upodlająca jest sytuacja, gdy musimy wyjechać w obce kraje i po cudzoziemskich drogach jeździć. Jaka to męka i udręczenie znaków przestrzegać na obcej ziemi, bo cudzoziemska policja szczególnie nas Polaków gnębi, bo umiłowanie wolności nasze ością jej w gardle staje i każe płacić sobie mandaty w euro! Ale jak tylko przekroczymy granicę, gdy już jesteśmy u siebie, to wtedy żyj swobodo, Polsko żyj!

Ale prawdziwa przygoda zaczyna się wtedy, gdy Wódeczka Ukochana krąży w naszym krwiobiegu, wtedy jazda nabiera smaku! Pijesz ty, piję ja, pije kompanija cała! I potem kupą mości panowie na wierzchowce. I tętent kopyt koni mechanicznych spod maski dobiega. I jak ważny to i podniosły obyczaj, wiedzą wszyscy, a przede wszystkim żony i matki, które nie odbiorą przenigdy kluczyków kierowcy Polakowi, któremu z głowy się kurzy. A tym bardziej koledzy, którzy poklepią po plecach i otuchy dodadzą. Bo jakże to tak, przecież Wódeczka Ukochana jeszcze nikomu nie zaszkodziła.

O najznamienitsi kierowcy Polacy! Bracia moi! Czyż wszystko to ma w niebyt odejść? Jest jednak promyk nadziei. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Wim Wenders (ur. w 1945 r.), jeden z najwybitniejszych reżyserów kina światowego. Scenarzysta, fotograf i producent. Laureat wielu prestiżowych nagród, m.in. Złotej Palmy w Cannes za „Paryż, Teksas”. Ważniejsze filmy: „Niebo nad Berlinem”, „Lisbon story”, „Buena vista Social Club”, „Hammett”.