POLITYKA

Wtorek, 25 lipca 2017

Polityka - nr 9 (9) z dnia 2016-10-19; Niezbędnik Inteligenta. 2/2016. Magia utopii. W poszukiwaniu utraconej przyszłości; s. 36-39

Krótka historia przyszłości

Tomasz Stawiszyński

Porządek jaszczurów

Teorie spiskowe jako wyraz ukrytego pragnienia spokoju, harmonii i powszechnego szczęścia? Taka teza wcale nie jest absurdalna.

Kiedy przyjrzymy się bliżej najbardziej popularnym spiskowym narracjom, we wszystkich bez wyjątku odnajdziemy charakterystyczny schemat. Ma on swoich mistrzów, zwłaszcza Jordana Maxwella i Davida Icke’a. Prawdziwych utopistów naszych czasów, którym nader często przyprawia się gębę pseudonaukowców, paranoików i głosicieli poglądów w najlepszym razie irracjonalnych.

O trzęsieniach z Watykanu

Na licznych nagraniach dostępnych w serwisie YouTube Jordan Maxwell mówi powoli i dobitnie, starannie ważąc każde słowo. Jego twarz sprawia wrażenie nieprzeniknionej. Tak jakby – mimo ekstrawagancji stawianych tez i skali ujawnianych sekretów – żadne wewnętrzne poruszenia emocjonalne nie zakłócały jego doskonale racjonalnego i opanowanego emploi. Czasami jedynie, zapewne dla podkreślenia jakiejś szczególnie istotnej treści, energicznie podnosi dłoń z wyprostowanym palcem wskazującym. Bywa też, że tym palcem grozi. A domyślnymi adresatami czyni niewidzialnych, choć przecież dotkliwie obecnych we wszystkim, co dookoła, bohaterów swoich wystąpień. Zarządców sekretnych lóż i stowarzyszeń. Mistyfikatorów podstępnie rozsnuwających płachtę iluzji przed niczego nieświadomymi przedstawicielami ludzkiej rasy. Dyrektorów banków i prezydentów państw. Prezesów funduszy powierniczych. Hollywoodzkich reżyserów i aktorów. Słowem, tych, którzy mają władzę.

Bo nic na tym świecie – to ulubione powiedzenie Maxwella, jego święta mantra powtarzana od lat w każdym wykładzie, wywiadzie i tekście – nie jest takie, jakie z pozoru się wydaje. Nic też nie jest takie, jakie mogłoby być. Współczesna rzeczywistość jest niczym więcej, jak tylko gigantyczną areną, na której rozgrywa się precyzyjnie wyreżyserowany spektakl opresji, wyzysku, eksploatacji, kłamstwa i pasożytnictwa. Aktualnym zaś centrum tego widowiska, swego rodzaju monstrualną reżyserką, z której do poszczególnych ośrodków na świecie płyną konkretne wytyczne, jest państwo Watykan.

To właśnie tam podejmuje się w sekrecie fundamentalne decyzje. Gdzie ma wybuchnąć bomba, gdzie powiać tornado, gdzie wyczerpaniu mają ulec jakieś złoża, gdzie rozpętać uliczne zamieszki, gdzie ma upaść rząd, gdzie zapłonąć rewolucja, gdzie zdarzyć się trzęsienie ziemi, gdzie wzrosnąć, a gdzie spaść PKB. Wszystko to i wiele jeszcze innych zdarzeń – przekonuje Maxwell – nie jest, jak przywykliśmy (czy raczej jak nas nauczono) sądzić, wynikiem skomplikowanych, w znacznej mierze przypadkowych i chaotycznych procesów społecznych, gospodarczych, biologicznych albo tektonicznych. Przeciwnie. Jest starannie planowane i wdrażane przez tych, którym zależy na utrzymywaniu ludzkości w stanie permanentnej niewiedzy. I podległości.

Tymczasem bieda, bezrobocie, przemoc, nierówności, choroby, brak dostępu do wody pitnej i inne niedogodności oraz plagi trapiące znaczną część mieszkańców tego globu mogłyby w jednej chwili stać się zaledwie wspomnieniem. Wystarczy się przebudzić, wystarczy przejrzeć na oczy, wystarczy ze zrozumieniem przeczytać książki Jordana Maxwella. A następnie w geście światowego pospolitego ruszenia obalić tyranię tajnej elity i przywrócić właściwe proporcje. Choć bowiem ojcowie założyciele Stanów Zjednoczonych bez wyjątku przynależeli do masonerii, pozostawili po sobie wizję, która te właściwe proporcje doskonale odzwierciedla. Jej naczelne składowe to autentyczna, nie zaś deklarowana równość wszystkich obywateli, wolność ograniczona jedynie wolnością innego, globalny pokój oraz powszechna szczęśliwość. To wszystko jest na wyciągnięcie ręki.

Maxwell to człowiek legenda, człowiek instytucja. Niestrudzony tropiciel spisków, historyk amator, wykrywacz najbardziej ukrytych konspiracji, analityk masońskich symboli. Aktywny od kilkudziesięciu lat, ma na koncie pokaźną liczbę świetnie sprzedających się publikacji. Ponoć to właśnie on – choć na poparcie tej i kolejnych tez mamy wyłącznie jego własne deklaracje – był pierwowzorem Roberta Langdona, bohatera słynnego „Kodu Leonarda da Vinci” Dana Browna. Ponoć to na podstawie jego ustaleń Roman Polański nakręcił „Dziecko Rosemary”, a Stanley Kubrick „Oczy szeroko zamknięte” w detaliczny sposób odkrywające mroczne tajemnice amerykańskiej klasy wyższej.

W prężnym i przeżywającym przez ostatnią dekadę prawdziwy rozkwit – także dzięki rozwojowi internetu – środowisku wyznawców teorii spiskowych jest niekwestionowanym autorytetem. Takie tuzy jak David Icke bez wahania przyznają się do inspiracji jego bogatą twórczością. Jeśli więc gdziekolwiek narracje spiskowe występują w swojej paradygmatycznej, czystej do analizy postaci, z pewnością są to książki i wystąpienia Jordana Maxwella.

O nieistnieniu małego czajniczka

A trzeba powiedzieć, że teorie spiskowe to dziś bez mała światopogląd. W prawdziwość takiej czy innej – zgodnie z różnymi badaniami opinii publicznej – wierzy już co trzeci dorosły Amerykanin. Wśród Europejczyków także zdobywają coraz większą popularność.

Jest ich bez liku. Podejmowane wielokrotnie próby ich skatalogowania (najbardziej rozbudowanym, choć nieaktualizowanym od kilkunastu lat kompendium pozostaje bodaj pochodząca z 1998 r. książka Roberta Antona Wilsona „Everything is Under Control”) zawsze okazywały się niekompletne. Bo też wyobraź...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]