POLITYKA

Piątek, 31 marca 2017

Polityka - nr 41 (2726) z dnia 2009-10-10; s. 96-98

Świat

Jędrzej Winiecki

Pospiesz się!

Korea Południowa mimo kryzysu pędzi do przodu. W ciągu czterech dekad rozwoju jej gospodarka wzrosła czterystukrotnie, a dochód na mieszkańca o 22 tys. proc.

Do niedawna miasto Chunchoen nie wyróżniało się niczym szczególnym oprócz skomplikowanie brzmiącej nazwy. Ma 260 tys. mieszkańców i – jak prawie każda południowokoreańska miejscowość – własną regionalną potrawę i góry dookoła. Przez lata mieszkańcy żyli tym samym spokojnym rytmem: wiosną festiwal mimów, latem festiwal marionetek, jesienią maraton, a zimą zawody narciarskie. I nagle, od 2002 r., do prowincjonalnego Chunchoenu zaczęły ściągać pielgrzymki japońskich, chińskich i koreańskich turystów. Co ich zwabiło? Odwiedzają miejsca, gdzie splotły się losy dwojga kochanków, pięknej Yu Jin i zabójczo przystojnego Joon Sanga, bohaterów opery mydlanej „Sonata zimowa”.

Nakręconą w Chunchoenie „Sonatę” pokazały telewizje w całej Azji, od Indonezji po Iran i Turcję, w kilku krajach europejskich i obu Amerykach. Razem z „Klejnotem w pałacu”, „Opowieścią jesienną” i kilkudziesięcioma innymi produkcjami przyczyniła się do powstania tzw. koreańskiej fali, mody na koreańskie seriale, filmy, muzykę, kuchnię, samochody, telefony komórkowe, elektronikę i naukę koreańskiego. Rosjanie przyjeżdżają do Korei na wakacje, Japończycy na zakupy, bo taniej, a jeśli Chińczycy chcą zadać szyku, noszą ubrania koreańskich firm. Moda na Koreę to ukoronowanie 40-letnich starań, by z niczego i na zupełnym ugorze zbudować 12 gospodarkę świata.

Jednym z pierwszy słów, jakiego cudzoziemiec uczy się w Korei, nie jest wcale „dzień dobry” ani „dziękuję”, tylko „pospiesz się!”. Wszystkim wokół się spieszy, każdy chce być punktualny, toteż dźwięczne bbali bbali! rozbrzmiewa na ulicach, w szkołach, biurach, a nawet podczas wycieczek weekendowych. Spróbuj zatrzymać się w seulskim metrze, by sprawdzić, czy wysiadłeś na odpowiedniej stacji, a usłyszysz bbali bbali! Umów się z Koreańczykiem, a ten kilkakrotnie upewni się, czy zapamiętałeś godzinę spotkania. Nie zdziw się, jeśli przyjdzie przed tobą, a kilka minut przed wyznaczoną porą zaniepokojony zacznie do ciebie wydzwaniać.

W biznesie bbali bbali! zyskało status bliski religii – sztaby inżynierów głowią się, jak sprawić, by robotnik, według tutejszych speców od zarządzania nadal szybszy od maszyny, przykręcał każdą śrubkę ułamek sekundy krócej. W ciągu całego dnia suma wywalczonych ułamków przełoży się przecież na ileś skręconych telewizorów więcej, tym samym poprawi się wydajność robotnika, a z nią wynik finansowy firmy oraz – to bardzo ważne – wzrośnie PKB i konkurencyjność całej Korei. Pośpiech jest tutaj cnotą, oznaką patriotyzmu i tajemnicą sukcesu.

Korea nie dysponuje bogactwami naturalnymi, własną ropą czy gazem. Naszym przeznaczeniem jest produkcja i eksport. Nie stać nas na spowolnienie tempa rozwoju technologii i inwestycji – objaśnia Lee Bang Soo, wiceprezes LG Display, światowego potentata w produkcji wyświetlaczy ciekłokrystalicznych. – Co prawda firmy japońskie dysponują nowszą technologią, ale Japończykom decyzja o rozpoczęciu produkcji nowej generacji wyświetlaczy zajmuje jakieś dwa lata. My nie jesteśmy tak zaawansowani, ale gdy tylko coś wymyślimy, po dwóch latach mamy już fabrykę za 6–7 mld dol. i ruszymy ze sprzedażą – tłumaczy Lee.

Cud

Oto koreańska perspektywa: wielkie koncerny Samsung, Hyundai czy LG skutecznie rywalizują we wszystkich liczących się branżach zglobalizowanego przemysłu, od produkcji samochodów, przez telefony, sprzęt elektrotechniczny, półprzewodniki, tworzywa sztuczne po telefony komórkowe i – uwaga! – opłacalną budowę statków. W dwóch ostatnich branżach to właśnie Korea jest światowym numerem jeden. Ale najstarsi pracownicy tutejszych firm pamiętają zupełnie inną, przymierającą głodem Koreę, w której podstawą transportu był wóz zaprzężony w woła, a wątły eksport opierał się na wysyłaniu za granicę niewielkich ilości rudy żelaza, jedwabiu, ośmiornic, ryb, futer i peruk.

Kariery zaczynali niosąc traumy doświadczeń pierwszej połowy XX w. Doświadczeń podobnych do polskich – włącznie z 40-letnią okupacją japońską, wojną, w tym wypadku domową, groźbą wybuchu kolejnego bratobójczego konfliktu i ze zdaniem na łaskę mocarstw, które sztucznie podzieliły półwysep. W czasie wojny koreańskiej z lat 1950–53 żołnierze kilku armii, w tym obu koreańskich, amerykańskiej, brytyjskiej i chińskiej parokrotnie przechodzili przez półwysep, dokładnie pustosząc całe Południe, w tym Seul, który ucierpiał bardziej niż Warszawa.

W podzielonej Korei to Północ była bogatsza i lepiej rozwinięta, to tam został przemysł ciężki, kopalnie, drogi i tory kolejowe. W 1962 r. roczny dochód mieszkańca Południa wynosił ledwie osiemdziesiąt kilka dolarów, tyle co w najbiedniejszych państwach subsaharyjskiej Afryki. Nawet zjednoczona Korea nigdy nie była zamożna. Wciśnięta między trzy wielkie cywilizacje – Chiny, Japonię i Rosję – uchodziła za azjatyckiego pariasa, ten obraz tylko pogłębił się po podziale kraju. James Cameron, gwiazda ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Zobacz kraj, który dokonał niewiarygodnego skoku cywilizacyjnego. Zdjęcia na: www.polityka.pl/korea