środa, 19 czerwca 2013
Źle się dzieje w państwie polskim. Dlatego prezes Kaczyński powołał rząd państwa podziemnego, tzw. prerząd. „Nazwiska ekspertów, którzy będą pomagać w pracy politykom PiS, trzymane są w ścisłej tajemnicy. – Ze względu na specyfikę sytuacji w Polsce nie będziemy ujawniać nazwisk ekspertów, bo mogą mieć kłopoty. Niestety, tak dzisiaj jest. Nie chcemy nikomu robić krzywdy” – mówił prezes na zgromadzeniu w Rzeszowie. W ramach „przygotowań do objęcia władzy” partia chce mieć „pełne szuflady” projektów, których PP. Brudziński i Gosiewski widocznie nie są w stanie zapełnić, skoro rekrutuje się pracowników umysłowych. „Dobry Pan Bóg zrobił, co mógł, teraz trzeba zawołać fachowca”.
Utrzymanie w ścisłej tajemnicy nazwisk ekspertów wspierających PiS może mieć dwie przyczyny. Albo partia wstydzi się doradców, co byłoby afrontem wobec takich ludzi jak prof. Zybertowicz, albo potencjalni eksperci wstydzą się partii, czego bym się po profesorze Roszkowskim nigdy nie spodziewał. Tymczasem prezes sugeruje całkiem inny powód utajnienia doradców PiS: mogłyby ich spotkać surowe represje, ostracyzm, łamanie kariery przez „układ”, tak jak to miało miejsce w przypadku dr. Migalskiego, z którym nikt nie chciał się bawić w habilitację i dlatego musiał on zmienić piaskownicę.
Układ miał skądinąd rację, gdyż M.M. okazał się naukowcem nadmiernie zaangażowanym. Zamiast partię badać, padł jej w ramiona. Brak jednak innych zakochanych w PiS kamikadze, chętnych do pójścia śladami dr. M.M., a to z powodu owych krwawych represji, jakie zagrażają ekspertom. Układ potrafi być okrutny – to fakt. W gazetach czytamy lamenty: „Ratunku! O la Boga! Rafałowi Ziemkiewiczowi odebrano jeden z programów w TVP, Dwójka rezygnuje z Pospieszalskiego (będzie miał, biedactwo, program w Jedynce, za to obok Bronisława Wildsteina), a redaktor Zalewski ma dostać program pocieszenia”. W porównaniu z tym, co dzieje się na Woronicza, rzeź Pragi to było małe Miki.
Dotychczas było milutko: tu Wildstein – tam Pospieszalski, tu Michalkiewicz – tam Sakiewicz, tu Karnowski – tam Karnowski, tu Czabański – tam Targalski, a na dodatek Piotr Zaremba. I komu to przeszkadzało? Komu wadził ten pluralizm mediów publicznych? Nie będąc widzem TVP, nie wiedziałem dotychczas, że Rafał Ziemkiewicz ma tam swój program „Antysalon”, a ponadto, że występował w publicznej telewizji porannej. Nawet nie żałuję, że tego nie widziałem, gdyż otwierając rano oczy jako pierwszą wolałbym zobaczyć Anitę Werner albo Grażynę Szapołowską, a nie redaktora Z. Jego wolałbym oglądać ciemną nocą, bo – jak twierdzi Janusz Głowacki – „w nocy gorzej widać”.
Gdy po dziennikarzach układ zabierze się za naukowców z kręgu PiS, niechybnie stracą oni katedry, habilitacje, nostryfikacje i dotacje. Nic dziwnego, że PiS musi ich chronić. Uczony w służbie PiS to gatunek tak rzadki, że podlega ochronie, jak krokusy i świstaki. („Uczeni i osły do środka”, jak mówi Napoleon IV RP). „Wielką niesprawiedliwością dziejową jest, że nie mamy istotnego poparcia inteligencji” – ubolewa Adam Lipiński, prawa ręka prezesa PiS. Ciekawe, co o tym myślą PP. Andrzej Nowak z UJ, Wojciech Roszkowski, Marek Migalski, Robert Krasowski, Cezary Michalski, gwiazdy „Rz.”, koncernu Springera lub Frondy, a także Andrzej Rosiewicz? Czy ich poparcie nie jest istotne, czy też partia nie zalicza ich do inteligencji?
W każdym razie, prezes postanowił propisowskich uczonych utajnić. Nie będzie uroczystych powołań i odwołań. Wszystko będzie po cichutku, na ucho. Obok profesorów kontraktowych i belwederskich pojawią się profesorowie tajni. Byli już marcowi docenci – mogą być tajni eksperci. Jak długo taki profesor pozostanie w Polsce tajny? Jak znam życie, to lada dzień „Rzeczpospolitej” „uda się zdobyć” ową tajną listę, ale jej wyjątkowo nie opublikuje ze względu na dobro państwa podziemnego. Na razie mamy tylko przecieki. Jednym z ekspertów, którzy wesprą prerząd, będzie dr Tadeusz Rydzyk. Niedawno obronił pracę doktorską w Lasku Bielańskim. Ekspertem będzie zapewne także mgr Zyzak, o którym „Rz.” informowała niedawno, że pozostaje bez pracy. Zazwyczaj „Rz.” nie pisze o każdym magistrze bez pracy, gdyż bezrobocie wśród młodej inteligencji jest znaczne, ale Z. jest magistrem specjalnej troski. Teraz prezes może go zatrudnić potajemnie jako eksperta.
Zgodnie z regułami konspiry tajni eksperci PiS będą zbierać się w gęstwinie leśnej bądź w tzw. podpunktach kontaktowych. Będą wystawione warty złożone z magistrów (np. na warcie będzie stał mgr Zyzak), posterunki doktorskie na leśnej ambonie (dr Migalski), a w ziemiance będą konsultować ekonomiści Bugaj i Glapiński, historycy Gontarczyk i Cenckiewicz.
Konspirować trzeba, ponieważ żyjemy pod okupacją Platformy. Tak jak działacze opozycji demokratycznej chodzili w swetrach i nosili zarost (á la Andrzej Gwiazda), tak eksperci prerządu będą ...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]
Komentarze Daniela Passenta do bieżących wydarzeń – czytaj na jego autorskim blogu: www.polityka.pl/passent