POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 12 (3103) z dnia 2017-03-22; s. 54-55

Świat

Marek Ostrowski

Powrót do domu

Rozmowa z Simone Rodan-Benzaquen o tym, dlaczego American Jewish Committee (AJC), jedna z największych organizacji żydowskich na świecie, otwiera biuro w Warszawie

Marek Ostrowski: – „Żyć jak Bóg we Francji”, „Francja – ziemią azylu” – tak kiedyś mówili tamtejsi Żydzi, zwłaszcza sefardyjscy. To się zmieniło? Twierdzi pani, że dla większości Żydów tragiczne zamachy, jak na redakcję „Charlie Hebdo” w 2015 r., nie były zaskoczeniem.
Simone Rodan-Benzaquen: – Tak, większość francuskich Żydów nie była zaskoczona. Głośne były i wcześniejsze zamachy, np. kiedy w 2012 r. zamachowiec zabił troje żydowskich dzieci i nauczyciela, a wcześniej trzech żołnierzy. Wypowiadane już od 15 lat groźby fizycznej przemocy wobec Żydów sugerują, że nie tylko oni są celem, że to dotknie najpierw Żydów, potem dziennikarzy, wszystkich odmiennych, na końcu resztę społeczeństwa.

I we Francji jest gorzej niż gdzie indziej?
Źródła antysemityzmu są oczywiście odmienne w różnych krajach. Francja jest domem dla największej społeczności żydowskiej w Europie, także domem dla największej społeczności muzułmańskiej. Ma specyficzną przeszłość w drugiej wojnie światowej i spuściznę kolonialną. Właściwą sobie koncepcję świeckiej demokracji. Wszystko to sprawia, że stała się swego rodzaju laboratorium: to, co się w niej dzieje, zapowiada podobne zjawiska gdzie indziej. We Francji część społeczności muzułmańskiej bardzo się zradykalizowała. I nie chodzi tylko o ludzi, którzy przybyli tam wczoraj, lecz o drugie, a nawet trzecie pokolenie imigrantów. W jakiejś mierze zawiódł system integracji. Poza tym mamy do czynienia z konfliktami wewnątrz islamu oraz kryzysem demokracji, która nie radzi sobie z tymi zjawiskami.

Za pięć tygodni wybory prezydenckie. Czy prawdopodobne jest zwycięstwo Marine Le Pen?
Nie powiedziałabym, że prawdopodobne, ale możliwe. Sytuacja jest niestabilna; mamy do czynienia z rekompozycją sił politycznych, ogromnym niezadowoleniem wyborców, brakiem zaufania do polityków, tradycyjnych partii, rządu. Ras-le-bol to takie niezadowolenie dosłownie z wszystkiego, a przede wszystkim z tego, co populiści nazywają „systemem”.

Mówi się, że Marine Le Pen złagodziła antysemickie oblicze, jakie Front Narodowy miał za czasów jej ojca.
Marine Le Pen wyrzuciła ojca z partii, a równocześnie ojciec dał jej pożyczkę w wysokości 6 mln euro. Tak, złagodziła wizerunek. Ale pozostało w partii sporo antysemityzmu. Jej zwycięstwo nie byłoby dobrą wiadomością dla społeczności żydowskiej we Francji.

Sytuacja jest trudna, skoro globalne forum pani organizacji debatowało nad pytaniem, czy Żydzi mają w Europie przyszłość? Czy odpowiadacie na apele izraelskich polityków – Netanjahu czy Liebermana – by Żydzi europejscy przeprowadzali się do Izraela?
Przede wszystkim to nie my – AJC – czy generalnie amerykańscy Żydzi mamy o tym decydować. Decyzja należy do Żydów europejskich. Osobiście uważam, że – w związku z antysemityzmem – opuszczenie Europy byłoby porażką demokracji liberalnej. To by świadczyło, że nie wypełnia ona swojego podstawowego zadania – nie jest w stanie obronić mniejszości. Chodzi o sprawę, przesłanie nie tylko dla Francji czy Izraela, ale dla całego świata, że idea demokracji liberalnej, ojczyzny praw człowieka zawiodła w praktyce. Z drugiej strony wydaje się, że każda rodzina żydowska we Francji w tym czy innym momencie zadawała sobie pytanie, czy to rozsądne, by zostać? Bylibyśmy nieodpowiedzialnymi rodzicami, gdybyśmy takiego pytania nie stawiali.

Powstaje biuro waszej organizacji w Polsce, to powód pani wizyty. Czy przyjeżdża pani z jakimś wyobrażeniem o naszym kraju, biorąc pod uwagę, że amerykańscy Żydzi, a w każdym razie znaczna ich część, piętnują polski antysemityzm?
AJC jeszcze w latach 70. chciał nawiązać kontakt z Polską. W przeciwieństwie do innych organizacji rozumiał też całą przeszłość, także z powodu osobistych związków. Moi rodzice na przykład urodzili się w Rumunii, a ja wychowywałam się w Niemczech. Oczywiście pojedyncze osoby dorastały w przekonaniu o polskim antysemityzmie. Ale moja organizacja, zwłaszcza jej wieloletni dyrektor David Harris, bardzo przywiązany do Polski i całego regionu, doceniał i docenia, co Polska dobrego zrobiła. Przypomnę, że w 1997 r. AJC był jedyną grupą żydowską zaproszoną przez komisję spraw zagranicznych Senatu USA do wyrażenia poparcia dla przystąpienia Polski, Węgier i Czech do NATO.

Otwieramy biuro w Warszawie ze względu i na teraźniejszość i historię. Polska zajmuje wyjątkowe miejsce na mapie świata żydowskiego. Przed wojną była domem dla ponad 3 mln Żydów, miejscem gdzie kultura żydowska rozwijała się i kwitła. Od upadku muru berlińskiego jesteśmy świadkami odradzania się w Polsce i w całym regionie życia żydowskiego i ponownego badania żydowskiej historii regionu. AJC chce w tym uczestniczyć.

Przejdźmy na Bliski Wschód. Dziś symbolem problemów regionu wydaje się fotografia martwego syryjskiego dziecka, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Simone Rodan-Benzaquen jest szefową paryskiego biura American Jewish Committee. AJC reprezentuje społeczność żydowską nie tylko na terenie USA, ochrania dziedzictwo i buduje więzi z Izraelem. Działa na rzecz praw człowieka i umacniania sojuszu transatlantyckiego. Z Polską AJC współpracuje od blisko 40 lat, wspierał Solidarność i KOR. Organizacja ma cztery europejskie biura regionalne: w Berlinie, Brukseli, Paryżu i Rzymie. Do tej listy dołącza Warszawa: 27 marca otwiera tu biuro na Europę Środkowo-Wschodnią.