POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 64-67

My. Razem i osobno

Ryszarda Socha

Pożegnanie minionego

Dr Magdalena Błażek Jak przejść przez rozwód i zacząć nowe życie

Ryszarda Socha: – Wraz ze wzrostem liczby rozwodów rośnie akceptacja społeczna i dla samego zjawiska, i dla osób, które się rozstają. To dobrze czy źle?
Magdalena Błażek: – Ta akceptacja ma plusy i minusy. To, że jest większa, w jakiejś mierze uwalnia ludzi znajdujących się w życiowych czarnych dziurach. Myślę tu o osobach, które trwały w związkach bardzo kiepskich, naruszających ich granice, przemocowych, stwarzających wręcz zagrożenie dla życia i zdrowia, totalnie niedobranych. W takich przypadkach brak akceptacji społecznej powodował mnóstwo ludzkiego nieszczęścia. Z drugiej strony skłaniał do podejmowania większych starań zmierzających do poprawy związku. Teraz często widać brak wytrwałości, nadmierną łatwość w podejmowaniu decyzji rozwodowych. Zdarzało mi się badać ludzi 24–25-letnich, którzy ledwo wzięli ślub i już się rozwodzą. Bo się pokłócili, bo już nie jest tak ekscytująco jak na początku. W rozpędzonym świecie często nie mają czasu się zatrzymać i zastanowić nad sobą, możliwościami naprawienia swojego związku, nad sensem dalszego bycia razem lub rozstania.

Akceptacja akceptacją, a rozwód wciąż jest ogromnie stresującym przeżyciem, umieszczanym na drugim miejscu, zaraz po śmierci małżonka. Dlaczego?
Bo to doświadczenie, podobnie jak śmierć bliskiej osoby, załamuje linię życiową. Wiąże się z koniecznością pogrzebania pewnej wizji samego siebie, swoich celów, planów, zadań, które się realizowało wraz z drugim człowiekiem w intensywnej intymności. Jest pożegnaniem z dotychczasowym kształtem życia. Im dłuższy staż małżeński, tym więcej wspólnych rzeczy do pochowania i tym większy kawał życia, o którym ludzie często wtedy myślą, że jest stracony. Bo np. ćwierć wieku związku nie doprowadziło do ukształtowania relacji, na której można by się opierać do końca swoich dni. To katastrofa, która podważa sens tych wspólnych lat.

A co z dobrymi chwilami, które też pewnie były?
Taka perspektywa na etapie rozwodu jest z reguły mocno ograniczona czy wręcz wyłączona. Człowiek, gdy już podejmie decyzję, w tym rozwodową, zamyka się poznawczo. Realizuje wybrany cel i nie dopuszcza alternatywnych rozwiązań, eliminuje niuanse, które by go wybijały z postanowienia. Pewna kobieta, która po 30 latach małżeństwa rozwodziła się, ale jeszcze mieszkała z partnerem, podczas badania powiedziała: „Jednej rzeczy nie mogę robić: nie mogę patrzeć na mojego męża, jak on pochyla nad krzyżówką tę siwą głowę, bo wtedy przypomina mi się to wszystko, cośmy przeżyli, i tak mnie ściska, że jestem gotowa się wycofać”. Zatem w trakcie rozwodu, żeby wytrwać w podjętej decyzji, ludzie zamykają się na informacje pozytywne i bardzo często definiują swoje małżeństwo przez pryzmat tylko negatywny. Druga sprawa, że rozwód jest kryzysem, który zaczyna się zwykle na długo przed sprawą w sądzie i nie znika zaraz po zakończeniu małżeństwa.

Jak długo trwa?
Mniej więcej dwa lata. Wówczas stres jest jeszcze silniejszy niż w fazie rozpadu małżeństwa. Człowiek bowiem traci bezpieczny, oswojony świat, nawet jeśli był on pełen bólu. I musi przejść dość długi proces, by zdefiniować siebie na nowo.

Co się w tym czasie dzieje?
Można wyodrębnić 3 etapy. W pierwszym trzeba poradzić sobie z negatywnymi emocjami, które pojawiają się w związku z rozwodem, np. smutkiem, lękiem, poczuciem winy, krzywdy i zranienia, złością, gniewem. Jakie to będą emocje i jak silne, zależy od tego, co konkretnie wydarzyło się w danym związku, jakie były powody rozpadu. Ważne jest też zaakceptowanie faktu, że te uczucia mają prawo się pojawić. Ale każdy człowiek od tego ma wolną wolę i dojrzałość, żeby swoje stany emocjonalne regulować w dojrzały sposób. Czyli to, że nienawidzi byłego małżonka, nie musi się wyrażać w przebijaniu opon w jego samochodzie.

Drugi etap polega na zdefiniowaniu samego siebie na nowo, ustaleniu nowych życiowych celów i zadań. Wprawdzie posiadanie dzieci nie pozwala wykluczyć byłego małżonka całkowicie, ale chodzi o określenie własnej linii życiowej już bez osoby, z którą człowiek się rozstał.

Trzecia faza to bilans zysków i strat, możliwie zobiektywizowany. W wyniku tego bilansu powinno się uzyskać świadomość, co to małżeństwo wniosło dobrego do życia. To mogą być wartości z różnych poziomów, np. kogoś nauczyło cierpliwości, ktoś dzięki mężowi czy żonie polubił żeglowanie. Każda osoba coś wnosi do życia człowieka. Nawet jeśli nie umiał się z nią porozumieć, jeśli go zdradziła czy ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Rozmówczyni jest pracownikiem Instytutu Psychologii Uniwersytetu Gdańskiego. Szczególnie interesuje się psychologią rodziny oraz jej funkcjonowaniem w kryzysie. Biegła sądowa, wieloletnia szefowa Rodzinnego Ośrodka Diagnostyczno-Konsultacyjnego w Gdańsku. Wraz z dr Aleksandrą Lewandowską-Walter kończy książkę poświęconą rozwodowi.

Jak rozpada się relacja i otwiera przestrzeń dla nowej

Jak rozpada się relacja i otwiera przestrzeń dla nowej

1. Faza niezadowolenia i frustracji – narastanie napięcia spowodowanego nierozwiązanymi problemami.

2. Faza konfliktów – uświadomienie sobie, że przyczyną napięć jest sytuacja w małżeństwie; silne ambiwalentne emocje – od miłości do nienawiści – oraz zrozumienie ryzyka czy wręcz nieuniknioności rozwodu.

3. Faza decyzyjna – ambiwalencja wobec decyzji rozwodowej – podejmowanie i odwoływanie tej decyzji – aż do ostatecznego umocnienia się w postanowieniu rozwodu.

4. Faza stresu porozwodowego – kłopoty z emocjami i z uporządkowaniem codziennych spraw życiowych.

5. Faza przystosowania i odbudowy – słabnięcie negatywnych uczuć, ponowne zdefiniowanie celów życiowych. Pojawienie się gotowości do zaangażowania w nowy związek.