POLITYKA

Czwartek, 21 września 2017

Polityka - nr 3 (5) z dnia 2017-04-05; Niezbędnik Inteligenta. 1/2017. Wielkie post. Jak wyjść z kryzysu rzeczywistości; s. 21-25

W poszukiwaniu prawdy

Marcin Rotkiewicz

Prawda w nauce

Prof. Marcin Miłkowski, filozof i kognitywista, o poprawności teorii tworzonych przez uczonych

Marcin Rotkiewicz: – Kilka lat temu napisałem w POLITYCE, że z filozoficznego punktu widzenia teorie naukowe nigdy nie mogą zostać uznane za stuprocentowo pewne, czyli rozstrzygające coś raz na zawsze. Odezwał się wówczas czytelnik – fizyk i rzeczoznawca MEN ds. podręczników szkolnych z tej dziedziny – zarzucając mi psucie młodzieży, gdyż prawa fizyki nie ulegają zmianie i są bezdyskusyjne. Inaczej nie bylibyśmy w stanie korzystać np. z systemu GPS. Kto w tym sporze ma rację?
Marcin Miłkowski: Studenci też często mnie pytają: ale właściwie jak to jest? Bo jedni naukowcy mówią to, drudzy tamto, a teorie się zmieniają. Więc gdzie leży prawda? Wyczuwam w tych postawach niechęć wobec sytuacji, gdy mamy różne punkty widzenia i brak jednoznacznych rozstrzygnięć. Chcieliby, żeby w podręcznikach było jasno napisane, jak się sprawy mają.

I co pan im wtedy mówi?
Zwracam uwagę, że tylko podręczniki konstruują wizję istnienia prawdy i porządku, a realna nauka działa inaczej. Oczywiście są kwestie, co do których spory się skończyły, i są one już martwe. W takim sensie, że nie prowadzi się właściwie żadnych nowych badań, bo np. nikt poważny dziś nie dyskutuje, czy Ziemia jest płaska czy okrągła. Nikt nie będzie też sprawdzał w matematyce, czy istnieje największa liczba naturalna, bo już wiemy: nie istnieje. Takich liczb mamy nieskończenie wiele. Natomiast jeśli gdziekolwiek w nauce pojawia się jakieś pole sporu, zobaczymy tam różne punkty widzenia, gdyż badacze będą się starali znaleźć luki w konkurencyjnych teoriach. A teorie pasują do rzeczywistości tylko w pewien uproszczony sposób.

Czytelnikowi, który do pana napisał, może to wszystko umykać. Dlatego że on zajmuje się podręcznikami, w których wiele kwestii jest jasnych, rozstrzygniętych i uporządkowanych. Albo przynajmniej autorzy podręczników udają, że tak jest.

Czyli miałem rację?
Otóż z pana poglądem też nie mogę się do końca zgodzić. Jak przed chwilą mówiłem, w nauce są takie momenty, kiedy dyskusja zostaje de facto zakończona. Nikt nie będzie się upierał, że 2 plus 2 może być 7. To byłoby absurdalne.

Z tym oczywiście się zgodzę. Chodziło mi jednak o logiczno-filozoficzny status teorii naukowych. Czy Karl Popper, słynny austriacki filozof, nie wykazał przekonująco w XX w., że pod względem logicznym dociekania naukowców nigdy nie prowadzą do ostatecznych wniosków? Uczeni bowiem tworzą teorie, które w każdym momencie mogą zostać negatywnie zweryfikowane, jeśli pojawi się nowy obalający je fakt. Oczywiście, w przypadku części teorii prawdopodobieństwo czegoś takiego jest bardzo małe, ale nie da się go całkowicie i logicznie wykluczyć.
Z poglądami Karla Poppera na naukę jest co najmniej kilka problemów. Po pierwsze, niemal wyłącznie interesowała go logiczna struktura nauki, a nie to, jak ona naprawdę funkcjonuje. A więc w jaki sposób badacze dochodzą do swoich wniosków i tworzą teorie. Dla Poppera historia nauki była zatem niemal nieistotna, podobnie jak jej psychologia i socjologia. Tak narodził się wspomniany przez pana popperowski falsyfikacjonizm – każda teoria naukowa musi podać warunki, w których może zostać obalona i nie da się logicznie wykluczyć, że coś takiego kiedyś nastąpi. Bo nawet jeśli tysiąc prób się nie powiedzie, to być może tysiąc pierwsza teorię w końcu obali. To podejście posłużyło Popperowi również do wprowadzenia podziału na naukę i pseudonaukę – wszystko, co nie podaje warunków falsyfikacji, nie należy do sfery nauki.

Popper ustawiał się trochę w kontrze do pozytywizmu głoszącego – w dużym skrócie – że im więcej razy teoria została pozytywnie zweryfikowana, tym bardziej jest prawdopodobna. On – bardzo słusznie zresztą – wskazywał, iż nauka nie polega na prostej akumulacji faktów. Tyle że popperyzm to już niemal wyłącznie historia.

W jakim sensie?
Ano w takim, że jak pojedzie się dziś na dużą konferencję z filozofii nauki, to o Popperze mówi się bardzo rzadko i niemal wyłącznie w kontekście historii. My natomiast nadal często się do niego odwołujemy, bo w Polsce w latach 80. był bardzo popularny ze względu na swoją ostrą krytykę marksizmu. Jego książka „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie” stała się wówczas czymś na kształt biblii polskich akademików, mocno i powszechnie kontestujących ówczesną rzeczywistość. A przy okazji zaczęto propagować popperowskie podejście do nauki.

O czym więc obecnie dyskutują filozofowie nauki?
Gdyby Popper jakimś wehikułem czasu przeniósł się do współczesności, to mocno by się zdziwił, bo o logice nauki debatuje się mało. Chociaż i ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dr hab. Marcin Miłkowski – profesor w Zakładzie Logiki i Kognitywistyki w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN w Warszawie. Laureat m.in. nagrody Narodowego Centrum Nauki w zakresie nauk humanistycznych, społecznych i o sztuce w 2014 r. Stypendysta POLITYKI (Nagrody Naukowe) w 2005 r.