POLITYKA

Wtorek, 25 lipca 2017

Polityka - nr 3 (5) z dnia 2017-04-05; Niezbędnik Inteligenta. 1/2017. Wielkie post. Jak wyjść z kryzysu rzeczywistości; s. 26-29

W poszukiwaniu prawdy

Stanisław Obirek

Prawda w religii

Jednym z najważniejszych określeń Boga są słowa przypisane przez ewangelistę św. Jana Jezusowi: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14, 6). Ale jest to też tekst, który stał się źródłem wyjątkowo brzemiennych w skutki nieporozumień. Najważniejszym jest absolutyzacja pojęcia prawdy i pominięcie pojęcia drogi.

Absolutyzacja prawdy stała się argumentem w ideologicznej walce, przemilczanie drogi uniemożliwiło spojrzenie na chrześcijaństwo jako religię dynamiczną i podległą zmianom. Tymczasem obietnica zawarta w trzecim pojęciu (życie) jest możliwa do osiągnięcia pod warunkiem zmiany perspektywy. Spróbuję zwrócić uwagę na trzy momenty, kiedy to miało miejsce. Najpierw w Polsce, potem w Niemczech, a na końcu w Stanach Zjednoczonych. Nie tracę nadziei, że można nie tylko do nich nawiązać, ale je upowszechnić. Jest to warunkiem wejścia na drogę odkrywania prawdy wiodącej ku życiu.

Zapomniany kształt dialogu

Dziś już mało kto pamięta, że w PRL ludzie nie tylko ze sobą rozmawiali, ale pod wpływem tych rozmów zmieniali swoje poglądy. Jedni myśleli, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz, jak utrzymują święte teksty różnych tradycji religijnych, inni twierdzili, że to człowiek stworzył bogów na swój obraz. Miało to swoje konsekwencje. Ci pierwsi opowiadali się przeciw dominującemu systemowi, ci drudzy go wzmacniali. Ale do czasu. W latach 70. te podziały przestały być oczywiste. Jako pierwszy zakwestionował je Adam Michnik książką „Kościół, lewica, dialog”, wydaną w 1977 r. Stała się ona początkiem ważnego sporu wyrażonego najdobitniej w książce ks. Józefa Tischnera „Polski kształt dialogu” z 1981 r. W latach kiedy toczył się ten spór, byłem studentem Tischnera i pamiętam, jak on sam się zmieniał pod wpływem kontaktów z Michnikiem. W tym samym czasie toczył się dużo istotniejszy spór Tischnera z Leszkiem Kołakowskim. Dziś tamte spory wyblakły, a używanych argumentów nikt nie pamięta.

Myślę jednak, że bez nich nie powstałby w 2002 r. esej Kołakowskiego „Wiara dobra, niewiara dobra”. W każdym razie za Kołakowskim mogę powiedzieć, że znane mi są odpowiedzi zarówno świętych tekstów, jak i sceptyków. I podobnie jak autorowi „Jeśli Boga nie ma” nie jest mi spieszno z udzieleniem odpowiedzi. W powstrzymywaniu się od ostatecznej odpowiedzi upatruję źródła zarówno intelektualnej, jak i religijnej płodności. Ale dziś jestem skłonny iść dalej, gdyż uważam, że stawką jest nie tylko żywotność kultury, o czym pisał Kołakowski, ale intelektualna i religijna rzetelność. A dotyka to samej istoty języka i jakości międzyludzkiej komunikacji. Pojęcia, jakimi się posługujemy, nie mają dla mnie wartości statycznej, ale ich znaczenie jest wynikiem procesu uzgadniania i negocjacji.

Choć sam uważam się za człowieka religijnego, to nie odczuwam żadnej potrzeby krytycznego osądu ateizmu. Wprost przeciwnie, uważam ateizm i ateistów za moich sprzymierzeńców w dążeniu do bardziej ludzkiego świata. Łączy nas bowiem znacznie więcej, niż dzieli (na pewno więcej niż z wierzącymi fundamentalistami religijnymi, którzy stanowią zagrożenie dla całej ludzkości). Dzielą przekonania na temat rzeczywistości z gruntu nieweryfikowalnej, a więc z natury podległej odmiennym opiniom, zaś łączy nasze człowieczeństwo. Poza tym zarówno religię, jak i jej negację uważam za rzeczywistość par excellence kulturową, a więc odmienność w jej postrzeganiu wydaje mi się wpisana w naturę rzeczy.

Jednak nie to jest przedmiotem mojej uwagi. Chcę się zająć prawdą religijną i jej miejscem w przestrzeni publicznej.

Rozmowa Habermasa z Ratzingerem

19 stycznia 2004 r. doszło w Monachium do spotkania Josepha Ratzingera z Jürgenem Habermasem. Ich rozmowa została rok później opublikowana w książce „Dialektyka sekularyzacji: o rozumie i religii”. Bez przesady można powiedzieć, że stała się wydarzeniem intelektualnym przede wszystkim dlatego, że trudno sobie wyobrazić dwu równie wpływowych i równie odmiennych myślicieli. Ale właśnie owa odmienność zdecydowała o pożytkach tej rozmowy teologa z filozofem. Spotkanie zorganizowała Bawarska Akademia Katolicka i obaj zaproszeni goście wygłosili wykłady, a potem miała miejsce debata. Swój wykład Habermas zatytułował: „Przedpolityczne podstawy konstytucyjnego państwa demokratycznego”, zaś swoim rozważaniom Ratzinger nadał tytuł: „To, co trzyma świat razem: przedpolityczne moralne podstawy wolnego państwa”.

Niezależnie od różnych perspektyw daje się zauważyć gotowość do dostrzeżenia wartości w ujęciu oponenta. Jest to tym ciekawsze, że takich akcentów nie dostrzegałem wcześniej ani u Habermasa (brak zainteresowania dla religii), ani u Ratzingera (wrogość w spojrzeniu na świeckie myślenie). Czytając tekst Habermasa, dostrzegam u niego próbę dowartościowania religii, którą filozof postrzega jako coś więcej niż zwykły fakt społeczny. Przede wszystkim zwraca uwagę na dwa kierunki procesu sekularyzacji, a więc jest to odejście od pojmowania klasycznego, w którym sekularyzacja była utożsamiana z traceniem przez religię kolejnych obszarów wpływu. Chodziło o&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]