POLITYKA

Wtorek, 25 lipca 2017

Polityka - nr 3 (5) z dnia 2017-04-05; Niezbędnik Inteligenta. 1/2017. Wielkie post. Jak wyjść z kryzysu rzeczywistości; s. 16-20

W poszukiwaniu prawdy

Magdalena Środa

Prawda według filozofów

Prawda jest cechą zdania. Po prostu. Jej przeciwieństwem jest fałsz. Zdanie może być prawdziwe, fałszywe albo nie wiadomo jakie. Tylko jak to stwierdzić? Dzięki czemu mamy pewność, że o jednych zdaniach daje się powiedzieć, że są prawdziwe lub fałszywe, a o innych nie?

1 Po prostu prawda

Gdy powiem: „Ziemia obiega Słońce”, „suma kątów w trójkącie wynosi 360 stopni”, „Bóg jest najwyższym dobrem”, „demokracja jest najlepszym ustrojem”, to mam nie tylko pewność co do prawdy zdania pierwszego i fałszu drugiego, ale zarazem pewność, że inni myślą tak samo. Co do zdania trzeciego i czwartego nie mam pewności ani jednej, ani drugiej. By stwierdzić prawdziwość/fałszywość zdań, musimy mieć jakieś kryteria. Najstarszym, najbardziej efektywnym jest tzw. klasyczne kryterium prawdy. Już Arystoteles w „Metafizyce” twierdził, że „powiedzieć, że istnieje, o czymś, czego nie ma, jest fałszem. Powiedzieć o tym, co jest, że jest, a o tym, czego nie ma, że go nie ma, jest prawdą”. Kryterium prawdy jest więc zgodność zdania (myśli) z rzeczywistością. Jeśli zdanie mówi, jak jest, czyli jeśli odnosi się do faktów, to jest prawdziwe. Jeśli nie – jest fałszywe. Dowodząc prawdziwości, opieramy się tu na zmysłach.

Ale co zrobić w przypadku zdań, które są prawdziwe, ponieważ są wsparte na naszym doświadczeniu, ale jednocześnie są wątpliwe, ponieważ doświadczenie to wydaje nam się niezgodne z potocznym? Na przykład zdanie „widzę ducha”. Jeśli go rzeczywiście widzę, to zdanie jest prawdziwe (bo widzę), czy jednak duch rzeczywiście istnieje? W tym przypadku można się odwołać do innego kryterium prawdy, jakim jest powszechna zgoda. Często korzystamy z niego, choć zapewne nieczęsto w kwestii duchów, ale np. stwierdzeń dotyczących spraw publicznych. Czy prawdą jest, że „władzę w naszym kraju sprawuje jeden poseł”? Czy prawdą jest, że „opozycja jest słaba?”. Znacząca część uczestników życia publicznego uzna zapewne, że tak. Jeśli bowiem inni twierdzą tak jak ja, to zapewne twierdzenie to jest bardziej prawdziwe niż twierdzenie przeciwne. Jednak – jak pamiętamy z historii – wiele twierdzeń, co do których istniała powszechna zgoda, zostało odrzuconych jako kompletnie fałszywe. Na przykład, że „Ziemia jest płaska” lub że „świat kończy się na Grecji”.

Świadectwo zmysłów i powszechnej zgody w całości odrzucił Kartezjusz. Za greckimi sceptykami dostarczył on wielu dowodów, że nasze zmysły tak często nas mylą, że nie mogą być dobrymi kandydatami na świadków prawdy. Ileż to bowiem razy wydawaliśmy odmienne sądy na podstawie doświadczania tego samego zjawiska? Ziarnko piasku w bucie jest twarde, na plaży mięciutkie, ktoś widziany z daleka wydaje się naszym znajomym, z bliska – obcym człowiekiem, zdarzają się zjawiska fatamorgany lub codziennego snu, gdzie doświadczamy rzeczy i stanów nieistniejących na jawie, czyli nieprawdziwych, choć przeświadczeni jesteśmy o ich realności. Zmysły nas mamią. Mamią nas też sny. Lecz – jak dowodził Kartezjusz – jeśli mam powody, by wątpić w ich świadectwo… to przecież wątpię! A więc jestem! (Dubito ergo cogito ergo sum, wątpię, a więc myślę, myślę, więc jestem). I prawdę tę widzę z ogromną oczywistością, która równa jest oczywistości prawd matematycznych, a zwłaszcza aksjomatów, czyli tych twierdzeń, których się nie dowodzi, bo same są podstawą dowodzenia. Jak mówi Kartezjusz, czy śnię, czy jestem na jawie, to dwa plus trzy równa się pięć.

Jeśli jednak w kwestii ustalenia prawdziwości zdania nie ufamy zmysłom, powszechnej zgodzie ani nie mamy poczucia takiej oczywistości, jak przy twierdzeniach matematycznych, to pozostają nam jeszcze autorytety. Udajemy się do nich (lub do ich prac), gdy inne kryteria zawodzą. Najpewniejsze są autorytety naukowe, paradoksalnie dlatego, że są świadome prawdopodobieństwa swoich sądów, a nie ich absolutnej pewności. Wszak nauka zmienną jest. Jak pisał Leszek Kołakowski: w naukoznawstwie rozróżnia się sądy prawdziwe od sądów aktualnie uznanych; nikt wszakże nie uważa aktualnie obowiązującego zasobu informacji za niepodważalny, a doświadczenie nauczyło wszystkich, że mnóstwo dobrze uzasadnionej wiedzy jesteśmy zmuszeni po pewnym czasie odrzucić lub przynajmniej ograniczyć co do zakresu jej ważności. Najmniej pewne są autorytety polityczne, religijne i ideologiczne, choć, paradoksalnie, najchętniej i najczęściej im zawierzamy. Bo, jak mówił Bertrand Russell, nic nie wywołuje takich sporów, jak przekonania, dla których nie sposób znaleźć dobrego kryterium prawdy. Wojen nie wywołuje się w sprawach oczywistych, tylko w tych, których prawdziwości lub fałszu chce się dowieść nie argumentami, lecz przemocą. O takiej prawdzie można powiedzieć, że ma charakter pragmatyczny: prawdziwe jest to, co jest skuteczne, lub sięgając do tradycji Heglowskiej: „Prawda zawsze zwycięża. Bo tylko to, co zwycięża, jest prawdą”.

2 Prawda jako mit

Prawda jako cecha zdań nie wywołuje takich emocji jak prawda, o którą lubimy walczyć, sprzeczać się, na której budujemy ideologie, przedmioty wiary, programy polityczne. Gdy w Liście do Koryntian czytamy, że „miłość współweseli się z prawdą”, gdy Jezus w Ewangelii św. Jana mówi „poznajcie prawdę, a&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]