Czwartek, 17 maja 2012
Słowo „przepraszam”, ważne i cenne w życiu codziennym, nabiera w pewnych okolicznościach wymiaru historycznego. Żeby jednak historyczne przeprosiny miały wartość, muszą spełniać kilka trudnych warunków.
To niezwykłe wydarzenie przeszło już do historii polityki, psychologii i moralności. Żaden nauczyciel akademicki nie powinien go pominąć w swoich wykładach. F.W. de Klerk, niesympatyczny, zagorzały zwolennik apartheidu oraz prezydent Republiki Południowej Afryki w latach 1989–1994, zwołał w kwietniu 1993 r. konferencję prasową. Jego szczere i odważne słowa zaszokowały obecnych. Przywódca ten przyznał otwarcie, że apartheid stał się przyczyną niewypowiedzianych cierpień milionów czarnych obywateli RPA, że ograniczał ich wolność, możliwość otrzymania pracy, że był ciosem w ludzką godność.
Wyjaśnił, że liderzy Partii Narodowej, do których należy, przyjmowali fałszywe przekonanie, iż segregacja rasowa jest lepszym rozwiązaniem od polityki kolonialnej. „Teraz wiemy, iż pozbawiała ona obywateli elementarnych praw człowieka. Dlatego głęboko żałujemy naszych czynów. Ten głęboki żal – kontynuował dalej – nie może ograniczać się do wypowiedzenia słowa »sorry«. Za nim muszą iść skuteczne działania. Przysięgamy, że Partia Narodowa uczyni wszystko, aby wykorzenić wszelkie objawy apartheidu i aby naprawić wyrządzone krzywdy. Otwieramy drzwi wolności dla wszystkich południowych Afrykanów”. Gdy kończył swoje przemówienie, zaszkliły mu się oczy i ten zawodowy, twardy polityk wyjął chusteczkę – widziałem to na własne oczy – aby wytrzeć łzy.
Niedługo po tym akcie przeprosin wypleniono zarazę apartheidu i RPA stała się względnie demokratycznym krajem. Zwykłe słowo „sorry”, któremu towarzyszyły konsekwentne czyny, zmieniły historię zniewolonego społeczeństwa. Po odejściu od polityki segregacji rasowej de Klerk – wraz z N. Mandelą – otrzymał Pokojową Nagrodę Nobla. W ten sposób zakończył się jeden z największych dramatów ubiegłego wieku.
Pięć warunków
Ale nie tylko w wielkich wydarzeniach historycznych słowa przepraszam, sorry czy entschuldigung, wypowiedziane szczerze i z poczuciem odpowiedzialności, wygaszają wrogość oraz nienawiść między społecznościami, mają one także doniosłe znaczenie w życiu codziennym, w rodzinie, w szkole, w redakcji, w urzędzie. Łagodzą napięte stosunki między jednostkami. Leczą zadane rany i urazy. Pozwalają rozwiązać wiele konfliktów destruktywnych. A co najważniejsze, dają pokrzywdzonemu moc przebaczania. Wybitny humanista Antoni Kępiński powiedział przed laty, iż dzień bez słowa dziękuję i przepraszam jest dniem straconym.
Jak wskazują badania A. Lazare’a, aby akt przeprosin miał moc uzdrawiającą, muszą być spełnione trudne warunki, które wymagają siły charakteru, dobrej woli i umiejętności społecznych.
• Po pierwsze, jednostka, grupa czy instytucja muszą przyznać się do wyrządzonych krzywd, do aktów agresji, do upokorzenia innych, do łamania prawa. Muszą poczuć się za nie odpowiedzialne, jak bohater książki „Upadek” A. Camusa. To świadome przyznanie się ma cierpki smak: rodzi ono poczucie winy i wstydu. Często porusza sumienie.
• Po drugie, musi nastąpić akt przeprosin. Akt ten nie może sprowadzać się do ogólników w rodzaju „przepraszam za wszystko, co uczyniłem”. Powinien odnosić się do konkretnych zdarzeń.
• Kluczowe znaczenie ma warunek trzeci. W akcie przeprosin osoba lub instytucja muszą wyjaśnić, dlaczego wyrządziły zło, muszą ujawnić prawdę. Jest on ważny dlatego, iż ludzie bardziej interesują się przyczynami zachowań niż samymi zachowaniami. Ten warunek wymaga szczególnej odwagi.
• Czwarty warunek sprowadza się do zobowiązania, iż w przyszłości nie powtórzą się przestępcze zachowania, że stanowią one zamknięty rozdział. Zobowiązanie to zwiększa bezpieczeństwo rodziny, społeczności lokalnej czy narodu.
• Po piąte, człowiek, który spowodował nieszczęście, musi wyrazić wolę jego naprawienia; musi zadośćuczynić złu moralnemu lub materialnemu. Tylko spełnienie tych warunków pozwala pokrzywdzonej rodzinie, instytucji czy narodowi przyjąć akt przeprosin.
Można przytoczyć niezbyt liczne przykłady takiego zachowania się. Jednym z nich jest szczery żal wyrażony przez de Klerka, który opisałem. Do historii przeszedł również list polskich biskupów z 1965 r., skierowany do biskupów niemieckich. Jest faktem godnym uwagi, iż intelektualiści, których pytałem, na ogół nie pamiętali jego treści, ale umieli bezbłędnie powtórzyć jego wzruszające zakończenie: „Przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. To właśnie te dobitne słowa wywołały wściekłość otoczenia Wł. Gomułki i jednocześnie w jakimś stopniu przyczyniły się do pojednania między naszymi narodami. Dobrze zostały również przyjęte słowa żalu wypowiedziane przez Jana Pawła II za krzywdy wyrządzone przez kolonizatorów chrześcijańskich Indianom amerykańskim. Obserwatorzy zwracali jednak uwagę, że nastąpiły one zbyt późno. Warto wspomnieć również o prezydencie Rosji B. Jelcynie, który przeprosił Polaków za zamordowanie przez NKWD około 20 tys. oficerów w Katyniu i innych miejscach kaźni. Nie wszystkich zadowoliły te słowa.
Akty przeprosin mają moc uzdrawiania. Uwalniają sprawców podłych czynów od wyrzutów sumienia. Jednocześnie pozwalają osobom pokrzywdzonym udzielić przebaczenia. Etyka czyni ...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]