POLITYKA

Czwartek, 22 czerwca 2017

Polityka - nr 15 (3106) z dnia 2017-04-12; s. 12-14

Temat tygodnia

Anna Dąbrowska

Prawdziwe „Ucho prezesa”

Co się dzieje w najbardziej znanej partyjnej siedzibie w Polsce, przy Nowogrodzkiej?

Beata Szydło w ostatni piątek w Sejmie do posłów PO: „Rząd PiS podejmuje decyzje w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, a wy na śmietnikach, na cmentarzach albo na stacjach benzynowych!”... Czy aby na pewno w Kancelarii Premiera?

Politycy PiS pytani o siedzibę partii przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie określają ją tak: centrum dowodzenia, siedziba naczelnika, kwatera główna. Mało kto umie wskazać na mapie stolicy ulice, przy których ulokowały swoje biura Platforma czy Nowoczesna. O Nowogrodzkiej 84/86, nieopodal placu Zawiszy, słyszeli chyba wszyscy. Zwłaszcza po słynnym już serialu „Ucho prezesa” – satyrze na partię władzy, która rozgrywa się właśnie w kwaterze głównej PiS.

To tu, od wyborczego zwycięstwa, w pielgrzymowaniu do Jarosława Kaczyńskiego nie ustają premier, jej zastępcy, ministrowie, najważniejsi politycy partii rządzącej, szefowie ważnych instytucji państwa. To pod tym adresem kobiety ustawiły się w symboliczną ścianę furii 8 marca, tu protestowały jesienią, kiedy PiS chciał zaostrzyć prawo antyaborcyjne. Tu manifestowano w rocznicę wprowadzenia stanu wojennego, a w proteście przeciwko „lex Szyszko” sadzono drzewa. A wszystko dlatego, że to przy Nowogrodzkiej zapadają najważniejsze decyzje i zbiegają się ścieżki władzy.

Zbroja posła Kaczyńskiego

„Wie pani – mówił do Małgorzaty Domagalik w telewizyjnym wywiadzie Kaczyński w 2009 r. – ja przychodzę rano do pracy, do mojego biura, tam są osoby, z którymi pracuję. To nie są osoby  o znanych nazwiskach, ale dla mnie są to osoby niezmiernie ważne”. Dodał, że ta stałość i życzliwość jego najbliższego otoczenia to dla niego coś w rodzaju zbroi. Chroni go przed nieżyczliwością i złymi emocjami, które prezes wzbudza na zewnątrz, poza partią. Dlatego po tak nieprzyjemnym doświadczeniu, jakim była dla niego telewizyjna debata z Tuskiem w 2007 r., cztery lata później wezwał go na debatę przy Nowogrodzkiej. Tusk odmówił.

Siedziba PiS to dość obskurny budynek po dawnej drukarni. Klatka schodowa jest dzielona z sąsiadami – z prywatną przychodnią i klubem snookera. To część dawnego kompleksu  należącego przed 1989 r. do RSW Książka-Prasa-Ruch, który w latach 90. przejęła Fundacja Prasowa Solidarność związana z Porozumieniem Centrum. Dziesięć lat temu jedna ze spółek powiązana z Fundacją Prasową sprzedała nieruchomość za 34 mln izraelskiemu deweloperowi Metropol NH. Na miejscu starego miał stanąć nowoczesny wieżowiec. Od tego czasu PiS swoje biura wynajmuje od dewelopera. Jak sprawdziliśmy w PKW – średnio przelewając co miesiąc około 20 tys. zł czynszu. Kaczyński w 2009 r. mówił reporterowi TVN24, „niedługo będziemy się niestety stąd wynosić, bo mamy mniej pieniędzy”. Snuł wizję, że przenoszą się w lepsze miejsce, tak jak PO (ma siedzibę przy ul. Wiejskiej). Ale dawny skarbnik PiS Stanisław Kostrzewski wynegocjował z nowym właścicielem Nowogrodzkiej na tyle dobrą cenę, że nie trzeba było się pakować.

PiS zajmuje parter i dwa piętra. Na samym dole, w dawnych pokojach po Adamie Lipińskim i Mariuszu Kamińskim, którzy przenieśli się do gabinetów w KPRM, zorganizowano archiwum. Na pierwszym piętrze na końcu korytarza urzęduje prezes, trzy pokoje zajmują archiwa, jest biuro prezydialne partii i księgowość. Archiwum pilnuje legendarna Barbara Skrzypek. W zeszłym roku do prezesa wpłynęło ponad 20 tys. spraw, wszystkie są skatalogowane, poukładane alfabetycznie. Niektórzy posłowie zastanawiają się, ile jest w nich haków na nich. Kaczyński powiedział kiedyś: „w napięciu lat 90. ludzie przynosili mi jakieś sensacje. Ludzie mają taką potrzebę”. A on ją zaspokaja, kolekcjonując te donosy. – Prezes wiele z tych listów zabiera do domu, nocami na nie odpisuje, a ktoś z nas przepisuje to później na komputerze  – opowiada współpracownik Kaczyńskiego. Prezes, choć na jego biurku stoi komputer, nie korzysta z niego.

Gabinet Kaczyńskiego, który cała Polska zobaczyła w pierwszym odcinku „Ucha prezesa”, urządzony według autorskiego pomysłu Mariusza Płaszczaka (kopia szefa MSWiA), daleko odbiega od rzeczywistości. Zgadzają się tylko elegancka lampka z zielonym kloszem i zasłonięte wiecznie żaluzje w oknach wychodzących na podwórko. Czas się tu zatrzymał. Po obu stronach biurka zawalonego papierami stoją dwie donice z kwiatami do sufitu, jest stolik, przy którym zmieści się z pięć osób, i telewizor, którego prezes też nie ma zwyczaju włączać. Jest też pamiątka po bracie, orzeł wyrzeźbiony w soli, który Lech Kaczyński otrzymał kiedyś w prezencie. Najbliżsi, jak między innymi Janina Goss, Joachim Brudziński czy stara gwardia PC, mogą wchodzić tylnymi drzwiami wprost do gabinetu. Inni najpierw witają się z panią Basią – Barbarą Skrzypek.

Gość w dom

To tutaj, w biurze, prezes przeżywał wyborcze porażki ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]