POLITYKA

środa, 18 października 2017

Polityka - nr 38 (3128) z dnia 2017-09-20; s. 25-27

Społeczeństwo

Katarzyna Czarnecka

Prawo moralne we mnie...

Dr hab. Wojciech Pawlik o zmierzchu i świcie moralności oraz o tym, jak Polacy wypadają na tle Europy

Katarzyna Czarnecka: – Moralność jest tylko jedna?
Wojciech Pawlik: – Teolog powiedziałby oczywiście, że tak.

A socjolog?
Socjolog zauważy np., że Platon nie postrzegał niewolnictwa jako kwestii moralnej, ponieważ był to jego świat naturalny. Tezy Johna Stuarta Milla były kamieniem milowym w rozwoju demokracji, ale w jego systemie kobiety i dzieci nie miały praw politycznych i w życiu rodzinnym. Ich podmiotowość zaczęto odkrywać dopiero w XX w., a proces ten cały czas trwa. Dziś prowadzi się też debatę na temat moralnego statusu zwierząt, w najbliższych latach stanie się to jednym z ważniejszych wyznaczników rozwoju cywilizacyjnego. Niezmiennie tematem burzliwych dyskusji w naszym obszarze kulturowym jest ludzka seksualność.

W nią wkraczają religia i prawo, co jaskrawo widać przy próbach wprowadzenia restrykcyjnej ustawy antyaborcyjnej i jednoczesnego ograniczenia dostępu do antykoncepcji.
Prawo – zgoda. Natomiast z Kościołem nie jest tak prosto. Seksualność wydaje się nam obszarem jakiegoś szczególnego zainteresowania księży dlatego, że w tej sprawie jest największy rozziew pomiędzy świadomością moralną społeczeństwa a katolicką nauką moralną. Jako przyjemność długo albo w ogóle się w myśleniu katolickim nie mieściła, piętnowano ją lub przemilczano, bo była ściśle powiązana z prokreacją. Dopiero Jan Paweł II powiedział, że może ona być czymś dozwolonym i akceptowalnym, oczywiście w ramach małżeństwa. Z moich wieloletnich badań na temat rozumienia pojęcia grzechu w nauczaniu Kościoła wynika, że w debacie na temat etyki seksualnej przesunięto akcent z grzechu definiowanego w kategoriach nieczystości czy cudzołóstwa w stronę rozpoznawania w nim aspektu wiążącego się z łamaniem piątego przykazania, a więc naruszaniem świętości życia. I tak szeroko zdefiniowano pojęcie życia, że w tym rozpędzie interpretacyjnym objęto potępieniem również np. in vitro, choć polskie społeczeństwo moralnie tę metodę akceptuje.

Prawo do przerywania ciąży w zasadzie także. W tegorocznych badaniach IPSOS dla OKO.press już 42 proc. respondentów opowiedziało się za złagodzeniem obowiązującej ustawy.
Stosunek do regulacji prawnych rzeczywiście jest dość liberalny, ale w kategoriach religijnych i moralnych większość społeczeństwa aborcję jednak potępia. I myślę, że nie powinno się mieszać tych porządków.

Jesteśmy więc bardziej konserwatywni, niż można by wnioskować z sondaży?
I tak, i nie. Stała od lat, ponad 90-proc. katolicka większość kurczy się, kiedy padają konkretne pytania. Czy zgadzasz się z nauką moralną Kościoła? – wskaźniki poniżej 90 proc. Czy uznajesz szóste przykazanie: nie cudzołóż? – jeszcze gorzej. Czy potępiasz współżycie seksualne przed ślubem? – trzy czwarte odpowiada „nie”. Ale jednocześnie prawie wszyscy źle oceniają zdradę małżeńską. Nasza religijność i moralność jest coraz bardziej wybiórcza, socjologowie mówią – mozaikowa, patchworkowa. Postawy religijne i moralne nie przekładają się też w sposób oczywisty na postawy prawne. Przykładowo, choć stosunek społeczeństwa do przerywania ciąży jest dość zgodny z poglądami Kościoła, to nie przekłada się on na chęć karania kobiet albo zmuszania ich do donoszenia każdej ciąży. Na tle społeczeństw europejskich jesteśmy dosyć konserwatywni, jeśli chodzi o moralność prywatno-rodzinną, choć z punktu widzenia oczekiwań Kościoła także i ona jest zbyt zrelatywizowana.

69 proc. Polaków przebadanych w 2017 r. przez CBOS deklaruje, że rozstrzyganie o dobru i złu powinno być przede wszystkim wewnętrzną sprawą każdego człowieka...
...Mniej więcej połowa stwierdza, że nie kierują się takimi normami moralnymi, które powinny obowiązywać zawsze i wszędzie. Może to wskazywać na amorfizm społeczny albo stan anomii. Ale można to także interpretować jako efekt życia w kulturze, w której werbalnie bardzo mocno podkreśla się wartość podmiotowości. Zwłaszcza młodzi ludzie są przekonani, że mają nie tyle prawo, ile wręcz obowiązek mieć własną mocną opinię w każdej niemal kwestii. Kilka lat temu na egzaminie wstępnym pewna osoba zapytana, kiedy wybuchła II wojna światowa, stwierdziła: „Moim zdaniem 1 września”. To taka językowa maniera. Po prostu jeśli ktoś ma do zakreślenia w ankiecie odpowiedź sugerującą, że decyduje samodzielnie albo zgodnie z zasadami religijnymi, wybierze tę pierwszą.

Ale to wcale nie musi oznaczać, że jego wybory są rzeczywiście podyktowane własnym, indywidualnie zbudowanym systemem wartości.
Nie musi.

Katolickie normy za najlepszą i wystarczającą podstawę moralności uznaje jedynie 18 proc. badanych. To ucieczka od zaszufladkowania i restrykcyjności Kościoła? Manifestacja wolnej woli?
Raczej czegoś, co w socjologii nazywamy autonomią sumienia moralnego. Ona nie oznacza nihilizmu, raczej wiąże się z&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dr hab. Wojciech Pawlik – prof. Uniwersytetu Warszawskiego, jest kierownikiem Katedry Socjologii Moralności i Aksjologii Ogólnej w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych. Zajmuje się m.in. problematyką wartości i religijności Polaków.