POLITYKA

Niedziela, 24 września 2017

Polityka - nr 46 (2731) z dnia 2009-11-14; s. 18-19

Kraj

Anna DąbrowskaGrzegorz Rzeczkowski

Premier na wychodźstwie

Jarosław Kaczyński mówił ostatnio, że ma przerwę w pełnieniu funkcji szefa rządu. Czym tę przerwę wypełnia na co dzień?

Do biura prezesa PiS przy ulicy Nowogrodzkiej w Warszawie kilka minut przed dziewiątą przyszedł pewien poseł tej partii. Zapewniał, że był umówiony z Jarosławem Kaczyńskim. Barbara Skrzypek, czyli ktoś więcej niż szefowa sekretariatu, bez spoglądania w kalendarz była pewna, że pomylił godzinę, bo prezes nigdy nie przychodzi do pracy wcześniej niż o dziesiątej. Doskonale wiedzą o tym nie tylko jego współpracownicy, ale nawet dziennikarze Polskiego Radia, którzy emitowaną rano w „Sygnałach Dnia” rozmowę z Jarosławem Kaczyńskim nagrywają dzień wcześniej.

Do pracy w centrum stolicy szefa PiS przywozi z warszawskiego Żoliborza zaufany kierowca. W strzeżonych przez domofon drzwiach na pierwszym piętrze biurowca wita go Barbara Skrzypek. Rocznik 1959, przy prezesie od zawsze. – Ona zwraca się do niego szefie, on do niej Basieńko – opowiada jeden ze współpracowników Kaczyńskiego. W sprawach organizacyjnych prezes ufa jej bezgranicznie. Na Nowogrodzkiej mówią, że jak do niej trafi jakiś dokument, to nigdy nie zginie. To ona ma prawo wejść do gabinetu szefa i przerwać nawet najważniejsze spotkanie tylko dlatego, że się przedłuża. Inni pracownicy przed oblicze prezesa wzywani są tylko wtedy, gdy „Basieńka” jest poza biurem.

Lider największej partii opozycyjnej zaczyna dzień prozaicznie – od przeglądu prasy. Czyta wszystkie tytuły, popijając lekko osłodzoną herbatę. Czego nie zdąży przeczytać przed jedenastą, kiedy zazwyczaj rozpoczyna pierwsze spotkanie, zabiera na wieczór do domu. Internetu nie przegląda, choć na biurku ma komputer. – Jak się dzieje coś ważnego, dostaje informację i włącza telewizję.

Jeśli trzeba zabrać głos w sprawie, którą Kaczyński uznaje za ważną, zwołuje konferencję prasową przy Nowogrodzkiej. Wiosną tego roku, gdy tematem numer jeden był kryzys, codziennie przez dwa tygodnie w samo południe zapraszał do siebie dziennikarzy. Ostatnio zmienił strategię. Częściej można usłyszeć go w radiu, zobaczyć w rozmowie na żywo w telewizji czy przeczytać jego wywiad w prasie. Sam decyduje, z którymi dziennikarzami się umawia, i sam też autoryzuje wszystkie wypowiedzi. Poprawki nanosi odręcznie, późnym wieczorem, a pracownicy z Nowogrodzkiej przerabiają je później na wersję elektroniczną. Terminów pilnuje asystent Jacek Cieślikowski. To on nosi służbową komórkę prezesa i nie odstępuje go na krok. Najczęstszymi gośćmi w 25-metrowym gabinecie prezesa są jego najbliżsi partyjni współpracownicy: Joachim Brudziński, Adam Lipiński, Przemysław Gosiewski, Krzysztof Putra, Marek Kuchciński i ostatnio Mariusz Błaszczak (były szef kancelarii premiera Kaczyńskiego).

Siadają przy okrągłym stoliku, głównie słuchają. To raczej długie dygresyjne pogawędki, które burzą ustalony wcześniej harmonogram dnia. – Nasze ścisłe grono spotyka się kilka razy w tygodniu. Co pewien czas zbiera się też Komitet Polityczny. To jednak nie jest miejsce na burzę mózgów, ale na przyjęcie wcześniej ustalonych pomysłów – mówi Lipiński, któremu prezes ufa najbardziej. Tak naprawdę do Komitetu Politycznego odwołuje się tylko wówczas, gdy potrzebuje dodatkowej osłony dla trudnych decyzji. Najlepszym dowodem na to, że chce tworzyć tylko w pojedynkę, były dwa tygodnie, które samotnie spędził w prezydenckiej willi w Klarysewie, pisząc nowy program PiS.

Za jego plecami widać kilku ekspertów, jak choćby Aniołki z gospodarczego spotu PiS (Gęsicka, Natalli-Świat, Kluzik-Rostkowska). Jednak ledwie skończyła się emisja telewizyjnych spotów, ich głos przestał być słyszalny. Przy Nowogrodzkiej sporadycznie są teraz widywani świeżo upieczeni eurodeputowani. Nie dlatego, że tak bardzo pochłonęły ich sprawy w Brukseli. Zarówno spin doktorzy Michał Kamiński oraz Adam Bielan, jak i Jacek Kurski czy Zbigniew Ziobro systematycznie tracą wpływy. Dwaj pierwsi obwiniani są o słaby wynik PiS w wyborach do europarlamentu, zaś Ziobrę i Kurskiego Kaczyński podejrzewa, że wypatrują tylko momentu, by przejąć władzę w partii.

Byli wiceprezesi PiS, Kazimierz Michał Ujazdowski, Marek Jurek, Ludwik Dorn, chcieli być dla niego partnerami, a nie podwładnymi. Dlatego dziś nie ma ich już przy prezesie. W przyszłym roku Jarosław Kaczyński kończy swoją drugą czteroletnią kadencję w fotelu prezesa. Teraz ma zagwarantować sobie przywództwo do 2014 r.

Na spotkania z wyborcami zostaje niewiele czasu. W koszalińskiej filii swego biura (Jarosław Kaczyński jest posłem z Koszalina), którą odwiedził pod koniec października (pierwszy raz od początku tej kadencji Sejmu), przyjął siedmiu interesantów. – A chętnych było co najmniej 20. Musiałem odmawiać, bo prezes miał niewiele czasu – mówi Krzysztof Nieckarz, kierownik filii biura poselskiego Jarosława Kaczyńskiego w Koszalinie.

Podobnie jest na Nowogrodzkiej. Bo do prezesa trudniej się dostać niż do najlepszego lekarza w kraju – zapisy przyjmowane są nawet z rocznym wyprzedzeniem. Jednak ci, którzy nie rezygnują, nie żałują, bo prezes słucha cierpliwie. Poznaje więc genialne pomysły na powró...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]