POLITYKA

Niedziela, 23 lipca 2017

Polityka - nr 23 (3113) z dnia 2017-06-07; s. 6-7

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Ewa Siedlecka

Prezydent kontra sądy

Mariusz Kamiński może być sądzony. Prezydencki akt łaski wobec niego nie wywołał skutków procesowych, bo prezydent nie może ułaskawić przed prawomocnym wyrokiem – orzekł Sąd Najwyższy. Na to PiS orzekł, że orzeczenie Sądu Najwyższego jest bezprawne.

Ułaskawienie przez prezydenta Andrzeja Dudę nieprawomocnie skazanych za nadużycie władzy za IV RP Kamińskiego i innych przez „umorzenie postępowania sądowego” było, zdaniem większości prawników, drugim aktem złamania przez niego konstytucji. Pierwszym była odmowa zaprzysiężenia sędziów wybranych do Trybunału Konstytucyjnego przez poprzedni Sejm. Środowa uchwała Sądu Najwyższego ma więc dla PiS wymiar szczególny: może być w przyszłości użyta jako argument do postawienia prezydenta przed Trybunałem Stanu. Po drugie, dla obecnej władzy pomysł, że prezydent może nie tylko uwalniać od kary, ale też dawać immunitet na odpowiedzialność karną, jest bardzo użyteczny. Byłby to immunitet silniejszy niż parlamentarny, bo nie można go uchylić. Dzięki temu funkcjonariusze dzisiejszej władzy przy wykonywaniu zadań mieliby coś w rodzaju licencji na zabijanie.

Uchwała SN jest zapewne dla PiS, który wszystko postrzega w kategoriach walki politycznej, wypowiedzeniem wojny. I dowodem na upolitycznienie „kasty sędziowskiej”. Bo PiS nie wierzy w istnienie sędziowskiego sumienia, zgodnie z którym się orzeka. Tuż po ogłoszeniu uchwały wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł oświadczył publicznie, że uchwała jest „kuriozalna” i „skandaliczna” i że to „polityczne orzeczenie”. Dodał, że świadczy o tym, iż reforma Sądu Najwyższego „jest konieczna i nie można się ani o krok cofnąć w zmianach”.

Uchwała jest aktem odwagi i wierności sędziowskiej przysiędze. Dla PiS to jednak akt politycznego buntu, który należy zwalczać, a usłużne media już grzebią w biografiach sędziów. Mogą się więc oni spodziewać, że nie będą już orzekali w SN.

Sędzia Wojciech Łączewski, przewodniczący składowi sądu rejonowego, który skazał Kamińskiego, nie orzeka już dziś w wydziale karnym. Podobnie jak sędzia Monika Smaga-Leśniewska, która odrzuciła wniosek prokuratury o areszt tymczasowy dla Józefa Piniora. I sędzia Justyna Koska, która orzekła nie po myśli Zbigniewa Ziobry w jego sporze sądowym i została odwołana przez ministra Ziobrę z delegacji do sądu wyższej instancji. Trwa sprawdzanie oświadczenia majątkowego mocno niepokornego rzecznika Krajowej Rady Sądownictwa sędziego Waldemara Żurka przez CBA i lustracja jego orzecznictwa zarządzona w Ministerstwie Sprawiedliwości. Kolejni sędziowie mogą być przywoływani przez PiS do porządku.

Uchwała siódemki Sądu Najwyższego jest wiążąca dla składu, który będzie orzekał o przyjęciu kasacji pokrzywdzonych w sprawie Kamińskiego. I dla sądu drugiej instancji, gdzie sprawa zapewne wróci. Ten może albo odrzucić apelację skazanych – i wyrok skazujący się uprawomocni, albo uchylić wyrok i przekazać sprawę do ponownego rozpatrzenia sądowi rejonowemu. Jeśli trafi na inny skład sędziowski, być może już po „dobrej zmianie” w sądach, uchwalanej właśnie przez Sejm – ten wyda wyrok uniewinniający – i po kłopocie. Jeśli nie, PiS może powtórzyć scenariusz wypróbowany w Trybunale Konstytucyjnym: ogłosić, że uchwała SN jest nieważna, i zachowywać się, jakby jej nie było. Tym się różnią rządy siły od rządów prawa: o wszystkim decyduje jedna władza.

Już zaczęło się zwalczanie uchwały SN. Scenariusz dokładnie taki, jak w przypadku walki z Trybunałem Konstytucyjnym. Prawnicy mają różne zdania w sprawie tego, co wolno prezydentowi w ramach ułaskawienia – mówi PiS. To twierdzenie ma podważyć ostateczność i prawomocność uchwały SN. Prawo jest rzeczywiście sztuką interpretacji. I właśnie dlatego, że często jest ona różna, ustanowiono instancje rozstrzygające ostatecznie. Trybunał Konstytucyjny i Sąd Najwyższy są właśnie takimi instytucjami.

W sprawie: czy w ramach prawa łaski prezydent może stosować tzw. abolicję indywidualną, czyli „przebaczając i puszczając w niepamięć”, udaremnić osądzenie konkretnej osoby, rzeczywiście były różne głosy. Przeważała opinia, że nie może, bo naruszałoby to logikę konstytucji: podziału władz, monopolu sądów na sądzenie, prawa do sprawiedliwego wyroku i domniemania niewinności. Uwalniając od winy osobę, która nie została uznana winną przez sąd, prezydent udaremnia realizację tych konstytucyjnych praw. To stwierdziła siódemka sędziów SN, dodając, że nigdy w historii II RP, PRL i III RP nie zastosowano tak aktu łaski. Prawnicy, którzy twierdzili, że prezydent może ułaskawić w każdym stadium postępowania – łącznie z prokuratorskim – są w mniejszości. Ale są.

Kancelaria Prezydenta dokonała manipulacji, z której ma wynikać, jakoby było to stanowisko powszechne, prezentowane nawet przez osoby, które PiS uważa za swoich przeciwników. Na stronie internetowej Kancelarii pojawiła się w środę „Lista publikacji, w&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]