POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 31 (3121) z dnia 2017-08-02; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Komentarz

Ewa Siedlecka

Prezydent zreformuje sądy?

Prezydent zapowiedział, że za dwa miesiące złoży w Sejmie własne, zgodne z konstytucją, projekty ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa. W miejsce tych zawetowanych. Weźmy za dobrą monetę jego chęci. Oto rady.

Kluczem do reformy jest uwolnienie sądów od zwierzchnictwa ministra sprawiedliwości. Jeśli nadzór nad sądami powszechnymi będzie miał Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego, zniknie szereg problemów związanych z niezawisłością sędziów i niezależnością sądów, które pojawiają się, gdy sądami administruje przedstawiciel rządu. Administrowania nie da się skutecznie oddzielić od wpływania na orzecznictwo. „Reforma sądownictwa” PiS sprowadziła się do zmian kadrowych.

Jeśli prezydent chce poprawić funkcjonowanie sądownictwa, powinien zaprosić do współpracy stowarzyszenia sędziowskie, samorządy prawnicze, rzecznika praw obywatelskich i prawnicze think tanki, które zajmują się tą tematyką od lat – jak Instytut Prawa i Społeczeństwa, Instytut Spraw Publicznych, Court Watch Polska, Fundację im. Batorego czy Fundację Helsińską. One od dawna przygotowują analizy i opracowania z diagnozą i receptami na poprawę. Prezydent dostał już przygotowany przez Stowarzyszenie Iustitia projekt ustawy o KRS. To projekt, który odpowiada na publicznie zgłaszane postulaty PiS: by procedura wyboru sędziów do KRS (organu, który decyduje o kandydatach na sędziów i sędziowskich awansach) była bardziej demokratyczna i dostępna dla sędziów sądów rejonowych. Iustitia proponuje, by sędziów do KRS wybierali wszyscy sędziowie w wyborach „powszechnych”. Sędziowie rejonowi mieliby zagwarantowane 9 z 15 miejsc. Kandydatów zgłaszaliby sędziowie, samorządy zawodów prawniczych, uniwersyteckie wydziały prawa i grupa dwóch tysięcy obywateli.

Co zmienić w Sądzie Najwyższym? Prezydent zawetował ustawę, która rozwiązywała obecny SN, powoływała nowy, a sprawy kadrowe oddawała w ręce ministra sprawiedliwości. Nie wiadomo, jak to miałoby usprawnić prace SN. W SN nie ma przewlekłości, rocznie rozpatruje tyle spraw, ile do niego wpływa. Ale w ramach reformy mógłby on dostać prawo dawania powszechnie obowiązującej wykładni ustaw. Ani Trybunał Konstytucyjny, ani SN tego prawa nie mają, bo przez lata jeden blokował drugiemu przyznanie takiej kompetencji. A przydałaby się.

Jak chodzi o sądownictwo powszechne, pisowska myśl jest taka: jeśli rząd przejmie całkowitą kontrolę nad sądami, to nakaże, by było sprawnie i sprawiedliwie. Tę wizję suweren właśnie odrzucił w ulicznych protestach. Problem z przewlekłością jest – ale demonizowany. Według unijnych badań „Europejska Tablica Wymiaru Sprawiedliwości” Polska jest w środku tabeli, jeśli chodzi o długość trwania postępowań. By procesy były sprawniejsze, trzeba zmniejszyć różnice w obciążeniu pomiędzy poszczególnymi sądami i sędziami. Zwalniające się etaty należy przekazywać tam, gdzie obciążenie jest największe. Decyzje w tej mierze trzeba przekazać prezesom sądów apelacyjnych, którzy znają potrzeby swojej apelacji. KRS obliczyła, że zwiększyłoby to wydajność sądów o 20 proc. A w ciągu czterech lat obsadzono by 2 tys. etatów, czyli 1/5 wszystkich. Poza tym do orzekania powinni wrócić sędziowie delegowani do Ministerstwa Sprawiedliwości. Jest ich ponad 250 i blokują etaty w sądach. Ich obecność w organie władzy wykonawczej narusza zasadę trójpodziału. A posada w ministerstwie to sposób władzy wykonawczej na korumpowanie sędziów.

Należy zwiększyć liczbę asystentów sędziów. Drogą do zawodu nie powinna być asesura (jak chce PiS), bo jeśli sądzą osoby, które nie mają gwarancji niezawisłości, to nie można mówić o sprawiedliwym i bezstronnym sądzie. Sędzią powinno się zostawać po kilkuletnim stażu na stanowisku asystenta i egzaminie sędziowskim. Trzeba zmniejszyć obciążenie sędziów sprawozdawczością i znieść dzisiejszą metodę oceniania jakości pracy przez „załatwialność”. To powoduje, że sędziowie skupiają się na tym, jak pozbyć się sprawy. Do walki z przewlekłością służą już skarga i możliwość uzyskania odszkodowania. Ale też czasem (może często?) szybkość szkodzi sprawiedliwości. Więc nie róbmy z niej fetyszu.

Należy zapobiegać uciekaniu doświadczonych sędziów z sądów rejonowych do wyższych instancji. Trzeba więc przywrócić tzw. awans poziomy, związany z wyższą płacą mimo pozostania na tym samym stanowisku. Można też ujednolicić tytuły sędziowskie: wszyscy mogliby być „sędziami sądów powszechnych”. Należy bardziej ograniczyć możliwość uchylania wyroku przez sądy odwoławcze i zwracania ich do pierwszej instancji. Sąd odwoławczy powinien prowadzić normalne postępowanie dowodowe albo samodzielnie ocenić zebrane wcześniej dowody, a nie cofać sprawę do pierwszej instancji.

Trzeba popularyzować mediacje i ugody. Wprowadzić system przedsądowej pomocy prawnej z prawdziwego zdarzenia. Zarówno organizacje pozarządowe, jak i RPO sygnalizują, że to, co wprowadził rząd PO ponad dwa lata temu, się nie sprawdza, bo z pomocy może ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Zobacz także

Wyjaśnienia