POLITYKA

środa, 29 marca 2017

Polityka - nr 2 (3093) z dnia 2017-01-11; s. 38-40

Rynek

Adam Grzeszak

Program 2000 plus

Od stycznia płaca minimalna wzrosła do 2000 zł. Pracownicy się cieszą, pracodawcy liczą koszty, a politycy PiS śledzą słupki poparcia. Dlaczego? Bo podwyżka nie jest efektem negocjacji płacowych, lecz decyzji rządu. Czy słupki ruszą w górę?

To druga taka podwyżka w historii. Najniższa płaca musi być wyższa o 150 zł od tej, jaką płacono w 2016 r. Poprzednia rekordowa podwyżka, o 190 zł, została wprowadzona w 2008 r. w szczytowym momencie polskiego boomu gospodarczego. PKB wzrósł wtedy o 7,2 proc., płace w gospodarce skoczyły o ponad 9 proc. Uznano więc, że i płaca minimalna powinna odpowiednio wzrosnąć. Teraz jest jednak inaczej. PKB rośnie wolniej, niż zakładano (poniżej 3 proc.), płace w gospodarce, według założeń rządu, wzrosną w tym roku o ok. 4 proc. Tymczasem płacę minimalną podniesiono o ponad 8 proc.

Jednak nie sama skala podwyżki zrobiła wrażenie, lecz tryb jej wprowadzenia. Dotychczas wszystko odbywało się w ramach corocznych negocjacji pracodawców z pracownikami. Ścierano się na argumenty. Pracodawcy mówili o możliwościach ekonomicznych firm, wysokich kosztach pracy, bezrobociu itd. Związkowcy wyliczali, jak rosną koszty życia, zwiększa się obciążenie pracowników, a jednocześnie rosną zyski firm. Zwykle udawało się osiągnąć jakiś kompromis. Jeśli nie, wkraczał rząd i podejmował decyzję, wyznaczając płacę minimalną gdzieś pomiędzy propozycjami obu stron.

Kupowanie głosów

Ubiegłoroczne negocjacje też początkowo przebiegały według takiego scenariusza. Pracodawcy siedli do rozmów ze skromną jak zwykle ofertą. Część organizacji zadeklarowała, że uwzględniając spodziewaną inflację, płacę minimalną z kwoty 1850 zł mogą podnieść do 1862 zł. Lewiatan zaoferował trochę więcej – 1900 zł. Związki zawodowe oczekiwały kwoty 1970 zł. Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej (MRPiPS) przedstawiło kompromisową propozycję – 1920 zł.

Resort twierdził, że chce, by płaca minimalna była na poziomie 45 proc. przeciętnego wynagrodzenia. To sporo, mało krajów ma tak spłaszczoną strukturę wynagrodzeń. Dodatkowe spłaszczenie spowodowała decyzja o likwidacji od tego roku przepisu pozwalającego na wypłacanie osobie zaczynającej pierwszą pracę, przez pierwszy rok, 80 proc. płacy minimalnej. Wszystko wskazywało, że stanie na kwocie 1920 zł. Nagle jednak rząd zmienił zdanie i postanowił przelicytować związkowców. Będzie nie 1920, ale 2000 zł. Dlaczego właśnie tyle?

– Tego się nie dowiedzieliśmy. Nie było dyskusji, żadnych argumentów. 2000 zł i już. Mam wrażenie, że chodziło wyłącznie o to, by kwota była okrągła. Bo łatwiej ją zapamiętać i lepiej sprzedaje się medialnie: daliśmy wam 500 zł na dziecko, a teraz dajemy płacę minimalną 2000 zł – uważa Jeremi Mordasewicz, uczestnik negocjacji z ramienia pracodawców, doradca Lewiatana, członek Rady Dialogu Społecznego, a poprzednio Komisji Trójstronnej.

Oburza go nie tylko sposób, w jaki złamano negocjacyjny system ustalania płacy minimalnej, ale także fakt, że państwo wymusiło na pracodawcach podniesienie najniższego wynagrodzenia w czterokrotnie większej skali, niż wzrosła wydajność pracy.

Przez wiele ostatnich lat tempo wzrostu wydajności pracy w Polsce rosło szybciej niż wynagrodzenia. Są więc możliwości ich wzrostu – przekonuje prof. Anna Krajewska z Kolegium Nauk Ekonomicznych i Społecznych Politechniki Warszawskiej i dodaje: – Ze względów politycznych wynikających ze specyfiki elektoratu PiS dąży się w Polsce przede wszystkim do podniesienia poziomu dochodów grup społecznych o niskim statusie dochodowym.

Gdyby rząd chciał płacę minimalną doprowadzić do poziomu rzeczywistych oczekiwań społecznych, to musiałby głębiej sięgnąć do kieszeni przedsiębiorców. 75 proc. ankietowanych przez TNS pod koniec 2015 r. uważało, że w Polsce nie powinno się zarabiać mniej niż 2535 zł.

A ile się zarabia? Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Z danych GUS wynika, że zarobki na poziomie płacy minimalnej uzyskuje ok. 10 proc. zatrudnionych. Według szacunków analityków centrum POLITYKA INSIGHT w 2016 r. mniej niż 2 tys. zł brutto zarabiało ok. 2 mln osób, czyli 20 proc. zatrudnionych na umowach o pracę.

Dr Kazimierz Sedlak, specjalista w dziedzinie polityki wynagrodzeń, szef firmy doradztwa zarządzania kapitałem ludzkim Sedlak&Sedlak, podchodzi do tych danych sceptycznie. Uważa, że zarobki to obszar naszego życia, gdzie trudno o jednoznaczne dane. Potwierdzają to badania wykazujące, że Polacy niechętnie chwalą się, ile zarabiają, i w deklaracjach z reguły zaniżają swoje dochody. Kod kulturowy każe nam, niezależnie od okoliczności, narzekać, że jest ciężko i zarabiamy mało. A i z danymi oficjalnymi jest problem.

– Z naszych analiz wynika, że ok. 4 proc. Polaków zatrudnionych na umowie o pracę osiąga zarobki na poziomie płacy minimalnej. Drugie tyle oficjalnie otrzymuje płacę minimalną, ale nieoficjalnie jeszcze dodatkową część „pod stołem”. To częsta praktyka w wielu małych i średnich firmach, które starają się ograniczać koszty – wyjaśnia dr Sedlak.

Istnieje poważna obawa, że takie praktyki się nasilą i więcej pieniędzy popłynie pod ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • Jaki procent osóbo trzymuje minimalne wynagrodzenia w poszczególnych branżach?

    Jaki procent osóbo trzymuje minimalne wynagrodzenia w poszczególnych branżach? - [rys.] MS

  • Jak rosło minimalne wynagrodzenie?

    Jak rosło minimalne wynagrodzenie? - [rys.] MS