POLITYKA

Sobota, 27 maja 2017

Polityka - nr 11 (3102) z dnia 2017-03-15; s. 28-30

Społeczeństwo

Agnieszka Sowa

Prokuratorzy czasów Ziobry

Polska prokuratura ledwie po roku od połączenia stanowisk ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego stała się posłusznym narzędziem do ścigania demonstrantów, homoseksualistów, ateistów, a wkrótce pewnie również opozycji politycznej.

Po nagłośnionym propagandowo audycie, jaki ministrowie PiS przeprowadzili w swoich resortach zaraz po objęciu władzy, do prokuratur wpłynęło kilkadziesiąt zawiadomień o popełnieniu przestępstw. O wynikach na razie nie słychać. Prokuratura Krajowa nie udziela informacji, ile postępowań i w jakich sprawach wszczęto.

– Spór polityczny między obecną a poprzednią władzą ma rozstrzygnąć prokurator, którego przełożonym jest polityk PiS – mówi Krzysztof Parchimowicz, były szef Prokuratury Apelacyjnej, przez lata zajmujący się przestępczością zorganizowaną w Prokuraturze Generalnej, teraz pracujący w tzw. rejonie. Zapewne najpierw PiS zamierza podporządkować władzy wykonawczej również sądownictwo, ostatecznie likwidując w ten sposób trójpodział władzy.

Stowarzyszenie Prokuratorów Lex Super Omnia (z łac. prawo przede wszystkim) przestrzega dziś swych kolegów przed skutkami instrumentalnego podejmowania śledztw, przed pokusą wywierania wpływu na przebieg postępowań sądowych i orzeczenia sądów. Skupia ono niepokornych prokuratorów. Po dwukrotnej odmowie udało się je wreszcie zarejestrować (prokurator okręgowy w Warszawie zażądał listy jego założycieli, podobne zainteresowanie prokuratury miało miejsce wcześniej przy okazji rejestracji neofaszystowskiej grupy). Niedługo niepokorni będą mogli policzyć się na zjeździe. Ale prezes, którym jest właśnie prok. Krzysztof Parchimowicz, nie ma złudzeń: – Część z 6 tys. prokuratorów nie wykazuje się charakterem i jest podporządkowana władzy, a reszta, przybita obowiązkami, walczy jedynie o przetrwanie.

W jaki sposób zaledwie w ciągu roku udało się przekształcić prokuraturę w posłuszny instrument polityczny? Właściwie banalnie: strasząc i degradując niepokornych, a posłusznym obiecując apanaże, awanse i władzę.

Kijem...

Najpierw były zmiany systemowe: przy okazji połączenia funkcji prokuratora generalnego i ministra sprawiedliwości otrzymał on nieograniczoną władzę. Może ingerować w każde śledztwo, informować „inne osoby” o przebiegu postępowań, ma zagwarantowaną bezkarność wypowiedzi. Podobnie prokurator krajowy. Mogą (i robią to) obrażać ludzi w publicznych wypowiedziach, a jeżeli pomówiony w procesie cywilnym uzyska satysfakcję, zapłaci Skarb Państwa (państwo może potem domagać się zwrotu, ale tylko do wysokości trzech pensji).

Likwidacja Prokuratury Generalnej i apelacyjnych, powstanie Prokuratury Krajowej i regionalnych były pretekstem do kadrowych roszad. W wyniku czystek, degradacji (dotknęły 114 prokuratorów, z czego ok. 50 złożyło skargi do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu) i przejść w stan spoczynku nadal brakuje około 500 śledczych. Wakaty można obsadzać bez konkursu, na wniosek prokuratora krajowego (art. 80 ustawy o prokuraturze). Tak powołano np. na stanowisko prokuratora Barbarę Piotrowicz, córkę posła PiS i peerelowskiego prokuratora Stanisława Piotrowicza.

Tymczasem prokuratorskie sławy, jak cytowany prok. Parchimowicz czy Artur Wrona, były szef małopolskiej prokuratury, która umorzyła śledztwo w sprawie śmierci ojca Ziobry, nazywany czwartym, nieformalnym zastępcą Seremeta, teraz pracują w tzw. rejonie na najniższym szczeblu.

W Prokuraturze Krajowej powstał specjalny wydział wyspecjalizowany w ściganiu przestępstw w środowisku sędziowskim i prokuratorskim. – To taki straszak: pilnujcie się, idziemy po was – mówi prok. Parchimowicz.

Prokuratorzy odpowiadają przed przełożonym, który może skierować wniosek o postępowanie dyscyplinarne, jeżeli podejrzewa „istotne uchybienia w pracy czy oczywistą obrazę prawa”. Rozstrzyga rzecznik dyscyplinarny. Rzecznicy zaś podlegają bezpośrednio prokuratorowi generalnemu. Zatem od decyzji o degradacji nie można się odwołać do sądu. Ten zapis zaskarżył do Trybunału Konstytucyjnego (kiedy jeszcze działał) rzecznik praw obywatelskich dr Adam Bodnar.

Ale nie trzeba dyscyplinarki, żeby ukarać prokuratora. Świetnie sprawdza się instytucja delegowania prokuratora bez jego zgody. Na dwa miesiące może go zesłać daleko od domu prokurator okręgowy, na 12 miesięcy – prokurator generalny i krajowy. Taki los spotkał w zeszłym roku 160 prokuratorów. Prokurator Waldemar Osowiecki, były szef Prokuratury Okręgowej w Płocku, który przed kilku laty nadzorował śledztwo przeciwko Zbigniewowi Ziobrze, ojciec małych dzieci, „ratował” swoją pracą prokuraturę w Częstochowie. Prokurator Marek Wełna, przeniesiony do prokuratury nowohuckiej, po złożeniu skargi do Strasburga został delegowany jeszcze dalej od domu: do Chrzanowa. Mimo że jego przełożony to były podwładny Wełny, który dobrze wie, że ten ma sporo dzieci i żonę tuż przed rozwiązaniem.

...i marchewką

Delegacja do Prokuratury Krajowej to nagroda, bo oznacza dodatkowe pieniądze. W zeszłym roku „delegację w górę” otrzymało 1 tys. prokuratorów. Prokuratorki z Poznania Magdalena Fajst i Hanna Grzeszczyk, które wcześniej delegowano do PK, ale nie okazały się posłuszne i wnioskowały o warunkowe umorzenie postępowania wobec prezydenta Gdańska Pawła Adamowicza, zostały natychmiast cofnięte z delegacji. I delegowane w dół na podstawie przepisu o&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]