POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 14-17

Ja. Sami ze sobą

Agnieszka Krzemińska

Przegnaj krytyka, obudź pocieszyciela

Julia Jeschke Gdy własne ciało staje się przyczyną zaburzeń i obsesji – jak to leczyć, jak się tego ustrzec

Agnieszka Krzemińska: – W różnych kulturach różne cechy uważa się za atrakcyjne, ale media uparcie narzucają nam jeden wzorzec piękna. Czy to, że człowiek nie może mu sprostać, wywołuje kłopoty z akceptacją własnego ciała?
Julia Jeschke: – Jeśli ktoś chce się dopasować do ideału, a nie może, rodzą się kompleksy. Jednak zaburzenia kształtują się dopiero w zależności od struktury osobowości – od tego, jak człowiek radzi sobie z frustracją i stresem związanym z zawiedzionymi oczekiwaniami. Np. ludzie miewają zbyt duże brzuchy. Jedna osoba wie, że gdy go wciągnie lub założy bieliznę korygującą, jest lepiej. Inna jednak jest przekonana, że nie sposób go ukryć i choćby nosiła rozmiar 34, w lustrze widzi osobę o ogromnym brzuchu; jest pewna, że wszyscy inni też to widzą. Wtedy mówimy o zaburzonym obrazie ciała.

Anorektyczki w trakcie terapii muszą narysować siebie na kartonie i zawsze są to postacie monstrualnych rozmiarów. Gdy zaś ich ciała odrysowuje terapeuta, okazuje się, że są znacznie szczuplejsze.
To właśnie dowód zaburzeń, który występuje w anoreksji, czyli pojawiającym się zazwyczaj u kobiet jadłowstręcie psychicznym, oraz dysmorfofobii dotykającej obu płci po równo. Ponieważ ta ostatnia występuje często w połączeniu z zaburzeniami osobowości, schizofrenią czy nerwicą, w europejskiej klasyfikacji chorób na razie nie ma jej jako osobnej przypadłości. Zresztą jej diagnoza nie jest łatwa, bo przecież tylko osobie nią dotkniętej wydaje się, że ma gigantyczny nos czy ramiona. Jej zdaniem nie ma sensu iść do psychiatry z tak „obiektywnym” problemem, więc trafia na terapię np. z depresją lub lękami i dopiero później okazuje się, że ich przyczyną jest skrajna nieakceptacja jakiejś części ciała. Bo podczas gdy osoba z anoreksją skupia się na swojej wadze, ta z dysmorfofobią – na skórze (u 70 proc.), włosach i nosie.

Ktoś może nie znosić nosa, ale przecież jeśli go zoperuje, problem chyba zniknie?
Zazwyczaj brak akceptacji dotyczy kilku obszarów ciała, istnieje więc spore ryzyko, że po operacji osoba taka zacznie szukać innych defektów. I to także w twarzy, bo to na nią najpierw zwraca się uwagę u innych i to jej mimika w dużym stopniu odpowiada za komunikację niewerbalną. Dlatego każdemu tak zależy, by była ona symetryczna, miała zdrową i zadbaną skórę bez znamion czy piegów. Zresztą dysmorfofobia może zaczynać się niewinnie, np. od niezadowolenia z piegów, które z czasem stają się przedmiotem obsesji. Chory dotyka ich, fotografuje, pyta ciągle, czy są widoczne. Niektórzy rozwijają różnego rodzaju codzienne rytuały mające ukryć „defekty” – stosują odpowiedni makijaż, starają się zakrywać twarz włosami itp., inni uszkadzają wręcz skórę, chcąc je zlikwidować.

Ale dla wielu np. piegi są przecież sexy?
A dla innych to problem, bo nadal mamy wdrukowany kulturowy stereotyp, że rude piegusy są wredne i brzydkie. Ania z Zielonego Wzgórza nie przez przypadek miała pod górkę.

W czasach kultu szczupłego ciała potencjalnie każda dziewczynka, nabierając krągłości, może mieć zaburzenia odżywiania, tymczasem dotyczy to tylko niektórych. Na rozwój bulimii i anoreksji bardziej wpływa genetyka, psychika czy środowisko?
Wszystko po trochu. Wiele badań podkreśla podatność genetyczną i rolę zaburzeń przepływu neuroprzekaźników w mózgu, ale najważniejsza jest jednak konstrukcja psychiczna, bo często jadłowstręt współwystępuje z innymi zaburzeniami. Na przykład może dotykać kobiety o osobowości zależnej, z tzw. anorektyczną matką, która ocenia i wysyła komunikaty, że trzeba sobie zasłużyć na miłość czy szczęście, mówiąc „jak będziesz grzeczna, mama cię przytuli”, „zeszczuplejesz – znajdziesz chłopaka” itd.

Ojciec nie ma znaczenia?
Czasami komunikaty z jego strony też mogą kształtować kompleksy, ale z ojcami jest inny problem. Zdarza się bowiem, że przekraczają granice córki w sensie quasiseksualnym – sadzają ją sobie na kolanach, intensywnie komplementują i pozwalają sobie na czułości na granicy molestowania. Czasami stawiają córkę w kontrze do matki, podkreślając, że jest ładniejsza, seksowniejsza i młodsza. Wtedy niektóre nastolatki, chcąc zamrozić funkcje seksualne w podświadomej obronie przed wykorzystaniem, zaczynają się odchudzać. W końcu w późniejszym etapie anoreksji ciało traci atrybuty kobiecości – krągłości, kształty oraz miesiączkę.

Wracając do przyczyn – z pewnością rozwój zaburzeń odżywiania czy obrazu ciała wzmacnia i przyspiesza komponent medialno-kulturowy, czyli wszechobecna wizja wychudzonych modelek. Ale w trakcie terapii nie staramy się nikogo osądzać, nie szukamy winnych, tylko próbujemy dojść do źró...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Rozmówczyni jest psycholożką i psychoterapeutką, zajmuje się m.in. terapią zaburzeń odżywiania. Autorka artykułów o anoreksji z perspektywy terapeutycznej oraz neuropsychologicznej. Naukowo związana jest z Instytutem Psychiatrii i Neurologii  w Warszawie. Pracuje w warszawskim Centrum Terapii Dialog.