POLITYKA

środa, 28 czerwca 2017

Polityka - nr 9 (3100) z dnia 2017-03-01; s. 32-34

Społeczeństwo

Marta Mazuś

Przemoc czy pomoc

Stosunek Polaków do cudzoziemców nigdy jeszcze nie był tak wyraźny jak teraz. Przeważa niechęć, głównie do „Arabów”. Ale pojawiają się też pomysły, jak pomagać imigrantom. Niestety, zarówno na przemoc, jak i pomoc rząd reaguje obojętnością.

Romowie już nie są najbardziej nielubianą nacją w Polsce – wyprzedzili ich ogólnie pojęci Arabowie. Tak wynika z badań CBOS z 2016 r. Wiadomo, Arab to muzułmanin, a muzułmanin to uchodźca. Te określenia w potocznym rozumieniu zaczęły być stosowane niemal zamiennie. Uchodźca stał się słowem określającym ludzi o różnych cechach i narodowościach, ale przede wszystkim jest też słowem stosowanym jako obelga. Przezywają się w ten sposób nawet dzieci w szkole.

Najnowsze badania na temat mowy nienawiści w Polsce, wykonane na zlecenie Fundacji Batorego w ramach programu „Obywatele dla demokracji”, pokazują jasno – agresywne i obraźliwe wypowiedzi przede wszystkim na temat uchodźców to dla Polaków codzienność. Autorzy stwierdzają, że należy mówić już nie tyle o nienawiści, ile o pogardzie, bo to z nią ogromna część Polaków wyraża się o uchodźcach.

Najwięcej styczności z obraźliwymi komentarzami mają ludzie młodzi i oni też najchętniej przyznają się do ich używania. Taka jest bowiem silna zależność – im częściej stykamy się z pogardliwym językiem, tym częściej go używamy, bardziej go akceptujemy oraz bardziej przyzwalamy na stosowanie przemocy w realnym życiu.

Przemoc kiełkująca

Cudzoziemcy mieszkający w Polsce zgodnie twierdzą, że napięcie wokół siebie zaczęli odczuwać mniej więcej od połowy 2015 r. To był czas kulminacji kryzysu uchodźczego w Europie, ustawicznych doniesień o terrorystach związanych z ISIS, niepewnych deklaracji rządu PO na temat liczby uchodźców, którzy mieliby trafić do Polski. W maju 2015 r. odsetek Polaków niechętnych wobec przyjmowania uchodźców wynosił jedynie 21 proc., ale już w grudniu 2015 r. wzrósł do 53 proc. i na takim poziomie, zwykle nieco wyższym po kolejnych atakach terrorystycznych w Europie, utrzymuje się do dzisiaj.

Prof. Michał Bilewicz, kierownik Centrum Badań nad Uprzedzeniami UW, zwraca jednak uwagę, że przyczyn obecnej niechęci trzeba szukać o wiele wcześniej. Od 1989 r. mieliśmy do czynienia z nieustannym wzrostem sympatii Polaków do poszczególnych narodów i mniejszości, w tym także do Żydów i Romów, zawsze najmniej lubianych. Ten trend zaczął się stopniowo odwracać od 2012 r. – Myślę, że dużą rolę odegrał tu kryzys ekonomiczny. Wzrost niepewności zatrudnienia, spadek przewidywalności życia, umowy śmieciowe. Ludzie mieli poczucie utraty kontroli nad swoim losem, a taka sytuacja sprzyja rodzeniu się uprzedzeń w stosunku do obcych. Można podejrzewać, że 2015 r. i kryzys uchodźczy tylko pogłębiły nastroje, które w polskim społeczeństwie już istniały – mówi prof. Bilewicz.

Z danych Prokuratury Krajowej wynika, że w pierwszym półroczu 2016 r. prokuratury w całej Polsce zarejestrowały 566 postępowań w związku z przestępstwami z nienawiści. To wzrost o 14 proc. w porównaniu z 2015 r. W 2015 r. tych przestępstw było o 10 proc. więcej niż w 2014 r. Połowa z nich to mowa nienawiści w internecie, a najczęstszym obiektem ataków byli muzułmanie. Zamieścimy tu tylko jeden przykład, jedynie po to, by zilustrować zjawisko (cytujemy za raportem): „Chciałbym ich nacinać po kawałeczku, obsypywać solą, nacierać rany cytryną. Chciałbym uciąć im jaja i wsadzić do gardła, żeby się kurwy »imigranckie« udusiły, żeby bardzo cierpiały te ścierwa, z całego serca im tego życzę”.

Nastroje powoli zaczynają owocować czynami. Pierwszym newsem, jaki media opublikowały w 2017 r., była tragiczna bójka 21-letniego Daniela R. z pracownikami kebabu, Tunezyjczykiem i Marokańczykiem, zakończona zabójstwem Polaka. W ramach odwetu przez kolejne dni trwało demolowanie lokalu przez miejscowych patriotów, a przez kolejne tygodnie seria mniej lub bardziej powiązanych z Ełkiem zdarzeń w innych miastach Polski.

Przemoc przemilczana

Rosnąca liczba zarejestrowanych przestępstw to jednak wierzchołek góry lodowej – bardzo wiele z aktów przemocy nie jest zgłaszanych. Organizacje pozarządowe, zajmujące się na co dzień pomocą cudzoziemcom, twierdzą, że powodów milczenia jest sporo: brak zaufania do policji, brak wiary, że sprawca zostanie złapany. – Niektórzy cudzoziemcy nie znają nawet numeru telefonu na policję. Inni boją się, czy np. będą mogli się z policjantem dogadać. Składanie zeznań na komisariacie w obcym języku wymaga obecności tłumacza – tłumaczy Joanna Bednarczyk z lubelskiej organizacji Homo Faber.

Jeśli pokrzywdzony zdecyduje się zgłosić na policję bądź do prokuratury, wciąż pozostaje wątpliwość, jak jego przypadek zostanie potraktowany. Witold Klaus ze Stowarzyszenia Interwencji Prawnej: – Dość często zdarzają się przypadki zniechęcania cudzoziemców do składania zawiadomienia. Albo kwalifikowanie czynu, np. szturchnięcia, jakiegoś obraźliwego komentarza rzuconego na ulicy, jako czegoś, co wcale nie ma podłoża ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]