POLITYKA

Piątek, 31 marca 2017

Polityka - nr 45 (3084) z dnia 2016-11-02; s. 15-17

Temat tygodnia

Jacek Żakowski

Przepis na dyktatora

Mikal Hem, norweski dziennikarz, autor książki „Jak zostać dyktatorem. Podręcznik dla nowicjuszy”, o tym, że każdy głupi umiałby nim zostać, ale niewielu potrafi pozbyć się wszelkich hamulców

Jacek Żakowski: – Dzień dobry, czy pan Mikal Hem?
Mikal Hem: – Słucham.

Nazywam się Jacek Żakowski. Dzwonię z Polski. Chciałbym zostać dyktatorem.
Nie pan jeden.

W tym rzecz. Mamy już kilku chętnych. Szukam eksperta, dzięki któremu wygram wyścig.
Proszę przeczytać książkę.

Kilka przeczytałem. I nic. A pan napisał „podręcznik dla nowicjuszy”. Chcę z pańskiej wiedzy skorzystać, nim ukaże się w Polsce i przeczytają ją moi konkurenci. Pomoże mi pan?
Pomogę panu zostać dyktatorem, jeśli pan mi pomoże wypromować książkę.

Jak tylko zdobędę władzę, każę usunąć ze szkół La Fontaine’a, a na jego miejsce wstawię pańską książkę. Ale może inną.
To by była korupcja.

Już wiem, że jako przyszły dyktator muszę korumpować innych.
Ja, jako dziennikarz, nie muszę się korumpować.

Do tego wrócimy. Od czego mam zacząć, żeby zdobyć w Polsce władzę dyktatorską?
W takim kraju jak Polska najpierw musi pan wygrać wybory, a potem zmieniać system. Tak jak Władimir Putin stopniowo przejmować kontrolę nad mediami, sądami, oświatą i gospodarką.

Nad gospodarką też?
Oczywiście. Jeśli chce się pan utrzymać jako dyktator, musi pan zdobyć kontrolę nad zasadniczą częścią gospodarki. Część trzeba znacjonalizować, a resztę uzależnić i nastraszyć na tyle, żeby prywatny biznes nie spiskował z ludźmi, którzy mogliby pana obalić.

Masa pracy.
Zwłaszcza że musi pan zadbać o pozory legalności, przynajmniej dopóki nie będzie pan miał pełni władzy.

Prościej się nie da? Partyzantka miejska albo zamach stanu?
W Europie to już tak nie działa. Można próbować wojskowego zamachu albo partyzantki, ale ludzie są zbyt zamożni, za dobrze wykształceni i przez to wrażliwi na demokratyczne gwarancje. Na Zachodzie prymitywne przewroty wyszły z mody. Nawet w Turcji ostatni zamach był totalną klapą, bo społeczeństwo zaprotestowało.

W Egipcie poszło lepiej.
Polska jest w Europie. Zamachy są popularne w państwach biednych i autorytarnych. W Polsce trzeba się będzie trochę napracować. Najpierw musi pan wejść do polityki z populistyczną agendą.

To od czego zacząć?
To jest najtrudniejsze, bo tu ma pan silną konkurencję. Wszędzie jest masa populistów. Trzeba wyczuć czas. Teraz radzę zacząć od haseł antyimigranckich i powrotu do tradycyjnych wartości. Rodzina, bezpieczeństwo, naród, suwerenność w niepewnych czasach najlepiej się sprzedają. W Polsce nie zalecam haseł antyunijnych. Bo Polacy wciąż są euroentuzjastami.

Unia chce pomagać uchodźcom i ogranicza suwerenność państw.
Jeśli chce pan zostać dyktatorem w Polsce, konflikt z Brukselą, a może też z Waszyngtonem, jest nieunikniony. Ale może pan osłabić zarzut, że jest pan przeciw Unii, jeśli pan powie, że trzeba ją zmienić, żeby wyszła z kryzysu. Musi pan tylko możliwie często powtarzać, że broni pan konstytucji, tożsamości, niepodległości, a zwłaszcza prawdziwych konstytucyjnych wartości i że w imię prawdziwej demokracji walczy pan ze skorumpowaną, niepatriotyczną elitą, która jest związana z Brukselą. Jak będzie pan powtarzał, że dotychczasowa władza była skorumpowana, niepatriotyczna, niedemokratyczna i łamie konstytucję, to spora część ludzi uwierzy, bez względu na to, jaka jest w Polsce prawda. To się zwykle sprzedaje.

Przyjmijmy, że ludzie to kupią i zostanę wybrany.
Wtedy musi pan zacząć poszerzać swoją władzę, tłumacząc, że chodzi o wyzwolenie ludzi z rozmaitych opresji. „Muszę mieć więcej władzy, żeby lepiej was chronić” albo „żeby zapewnić prawdziwą demokrację”, albo „żeby zwalczyć korupcję”, albo „żeby kraj się lepiej rozwijał”. A najlepiej „żeby walczyć z wrogiem”. Trzeba go możliwie wyraźnie wskazać, żeby ludzie sami powszechnie i szczerze chcieli pozbyć się praw obywatelskich.

Terroryzm wystarczy?
Jeśli były zamachy, to tak. W Polsce nie było zamachów, więc trzeba mieć coś jeszcze. Najlepsza byłaby partyzantka istniejąca lub mogąca powstawać albo jakieś ugrupowanie mogące używać przemocy. Trzeba je wskazać palcem. Najlepiej pokazując konkretne osoby. Ale niezłe jest też sugerowanie, że istnieje jakaś niejawna struktura albo sieć powiązań, które szkodzą i mogą jeszcze bardziej zaszkodzić.

Masoneria?
Lepiej coś bardziej nowoczesnego. Musi się pan postarać, by ludzie uwierzyli, że to pan może rozwiązać problem prawdziwych lub zmyślonych zagrożeń. Czasem wystarczy mówić o spisku lub zmowie rozmaitych elit przeciw zwykłym ludziom. Bo ludzie przeważnie patrzą na elity z pewną nieufnością. Teraz jest ona silniejsza niż zwykle. Nie trzeba nawet stawiać konkretnych zarzutów, których musiałby pan dowodzić. Lepiej puszczać oko: „...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Mikal Hem, norweski dziennikarz, pracował dla „Dagbladet” i „Verdens Gang”, autor książki „Jak zostać dyktatorem. Podręcznik dla nowicjuszy”, która chyba nie całkiem przypadkiem została szybko wydana po turecku i węgiersku, a 8 listopada będzie miała premierę w Polsce. Polskim wydawcą jest sopocki Smak Słowa.