POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 31-33

Społeczeństwo

Piotr Pytlakowski

Przepraszam, ale tu biją

Ujawnione przez TVN okoliczności śmierci Igora Stachowiaka wywołały społeczny szok. I przerażenie, że każdego mogło to spotkać. I nadal może.

Nagranie: 25-latek w pomarańczowej bluzie leży na podłodze toalety w komisariacie policji przy ul. Trzemeskiej we Wrocławiu i błaga o litość. Ma skute kajdankami dłonie, jest bezbronny. Nad nim stoją policjanci. Jeden używa tasera. Ciałem chłopaka po każdym strzale z paralizatora wstrząsają konwulsje. To przerażający zapis, bo wiemy przecież, że 25-letni Igor Stachowiak został zatrzymany omyłkowo. Nikomu nie zagrażał. Po prostu stał na wrocławskim Rynku.

Kolejny kadr z policyjnej toalety. Zgaszone światło. Igor przerażony pyta: „Czemu jesteśmy w kiblu?”. Policjanci nie odpowiadają. Robią swoje. Głos policjanta: „Jeszcze raz nie wykonasz polecenia, to ci z tego jeszcze raz wypierdolę. Rozumiesz czy nie?”. Igor pokornie: „Rozumiem”. Mowa o paralizatorze. Każą mu zdjąć spodnie. Trudno zdejmuje się spodnie, siedząc na zimnej podłodze i mając kajdanki na rękach. Popędzają go. Inny zatrzymany słyszy w pokoju obok, jak jeden z policjantów mówi: „Wyjebałem na niego całą baterią”. I nie wiadomo, chwali się czy martwi?

Kilka lat temu widzieliśmy podobne sceny, kiedy w łapy Amerykanów wpadali ludzie Saddama albo członkowie Al-Kaidy. Trafiali do tajnych więzień, gdzie poddawano ich wymyślnym torturom. Igor Stachowiak 15 maja 2016 r. trafił do tajnego więzienia polskiej policji w ubikacji jednego z wrocławskich komisariatów.

Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro z trybuny sejmowej ogłosił, że Stachowiak miał w organizmie amfetaminę, w skarpetkach ukrył dwie torebki dopalaczy, poszukiwano go za oszustwo. Przekaz brzmiał jasno: rzekoma ofiara nie była krystalicznie czysta, policjanci podjęli słuszną interwencję. Minister być może nie wie, że informuje fałszywie. Igora poszukiwano nie za oszustwo, ale w celu ustalenia miejsca pobytu. Oszustwem nazywane jest niezwrócenie pożyczki w wysokości ok. 1 tys. zł.

Igor faktycznie nie był święty. Ale nie był też z marginesu. Trenował koszykówkę w Śląsku Wrocław, miał ponad 2 m wzrostu, dobrze się zapowiadał. Musiał przerwać karierę sportową, bo poważnie uszkodził bark. To go podłamało.

Stachowiakowie to ludzie zamożni. Maciej do niedawna posiadał firmę transportową. Od roku skupił się wyłącznie na walce o wyjaśnienie okoliczności śmierci syna. – Kiedy mnie pytają, czy domagam się zemsty na sprawcach, odpowiadam, że nie. Chcę tylko prawdy i sprawiedliwej kary dla winnych – mówi.

Igor kilka dni przed śmiercią podjął pracę w firmie produkującej spożywcze oleje. Mieszkał osobno w wynajętym lokalu, ale do rodziców często wpadał. – Nic nie wiem, aby poszukiwano go w związku z jakimś oszustwem – mówi Maciej Stachowiak. – Jeżeli to prawda, to czemu żaden policjant nie skontaktował się z nami, nie spytał o niego? Przecież syn się nie ukrywał.

Policjanci zatrzymali go, bo myśleli, że to Mariusz F., który dwa dni wcześniej mimo kajdanek na rękach zdołał uciec funkcjonariuszom dokonującym zatrzymania. To jego ścigał cały policyjny Wrocław, bo taka ucieczka to wstyd. W niedzielny majowy poranek Rynek tętni życiem. Z klubów nocnych wychodzą bywalcy. Czekają na nich otwierane o świcie liczne knajpki. Policyjne patrole krążą, wypatrując rozrabiaczy. Ale tego poranka jeździ w okolicach Rynku wyjątkowo dużo radiowozów. Szukają przecież Mariusza F. Zachowały się nagrania z policyjnych radiostacji. Załoga jednego z radiowozów dostaje polecenie sprawdzenia mężczyzny w pomarańczowym sweterku. „Zaczepia przechodniów” – pada informacja (nieprawdziwa, świadkowie mówią, że Igor zachowywał się spokojnie) i zaraz druga, ta kluczowa: „On jest podobny do tego chuja, co nam spierdolił”.

Ostatnich momentów życia Igora Stachowiaka kamera nie sfilmowała. Początek tej sekwencji widzieli jedynie dwaj inni zatrzymani, nazwani przez policjantów kąśliwie „reporterami” (bo filmowali sceny na Rynku i tylko dlatego trafili potem na komisariat). Znajdowali się w pokoju zatrzymań, kiedy dotarł tam Igor, a za nim wpadło sześciu policjantów. „Reporterów” wyprowadzono z pomieszczenia w chwili, kiedy funkcjonariusze siłowali się z Igorem, próbując przełożyć mu kajdanki do tyłu. Nie wiemy, dlaczego to robili. W którymś momencie zauważyli, że chłopak nie oddycha. Wezwali pogotowie. Na ratunek było już jednak za późno.

W wynikach sekcji zapisano, że w obrębie szyi denata stwierdzono fioletowosine wybroczyny krwawe i krwiaki. Jako przyczynę zgonu podano niewydolność oddechowo-krążeniową. Według informacji przekazanych przez ministra Ziobrę tę niewydolność mogły spowodować zażyte narkotyki, ale uszkodzenia szyi wskazują, że Igor podczas próby zakucia mu rąk od tyłu był podduszany. Prawdopodobnie właśnie wtedy przestał oddychać. Na zawsze. W jego organizmie wykryto śladowe ilości amfetaminy. Prawdopodobnie nie zażywał jej feralnej nocy, ale długo wcześniej. Czy stary narkotyk w połączeniu z rażeniem paralizatorem mógł spowodować śmierć? Czy przyczyną śmierci mógł być ucisk na szyję stosowany podczas próby przekucia? – to ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]