Czwartek, 17 maja 2012
Z profesorem Tadeuszem Bielickim, antropologiem, onaturze ludzkiej dobrostanie, bezklasowości biologicznej i ucieczce spod darwinowskiego dyktatu rozmawia Sławomir Mizerski
Sławomir Mizerski: – Panie profesorze, czego chce się dowiedzieć antropolog?
Tadeusz Bielicki: – Chce wiedzieć, skąd się wziął człowiek, ten niesamowity gatunek, jakie były siły napędowe jego ewolucji, jak zmieniały się jego cechy biologiczne w czasie i przestrzeni. Bada on metodami antropologicznymi i biologicznymi rozmaitość ludzi dzisiejszych, np. zróżnicowanie rasowe, chociaż jest to od pewnego czasu temat niepoprawny politycznie. Bada także, w jaki sposób wewnątrz dzisiejszych populacji odzwierciedla się nierówność społeczna, różnice między warstwami społecznymi. Jak te różnice ewoluują w czasie. Obowiązkiem antropologa jest również danie naukowej refleksji na temat tego, czym jest natura ludzka.
No właśnie, czym jest?
Zespołem cech, które wyróżniają człowieka od innych gatunków zwierzęcych i które są uniwersalne, tzn. dotyczą ludzkości jako całości, występują niezależnie od czasu, kultury. Szczególnie interesują antropologa cechy wrodzone, predysponujące do określonych zachowań, wbudowane w ludzi w toku ewolucji naszego gatunku.
Na przykład?
Na przykład można by dowodzić, że bardziej zgodny z naturą ludzką jest ustrój wolnorynkowy z konkurencją jako głównym motorem. Miałby on być zgodny z tendencją każdej ludzkiej jednostki do dbania o los swój, rodziny, do powiększania swoich zasobów. Ustroje, które tłumią te dążenia, stawiają na egalitaryzm, byłyby zatem z naturą ludzką sprzeczne.
A nie jest tak?
Niezupełnie, ponieważ można zbudować pogląd dokładnie odwrotny. Otóż 99 proc. historii człowieka, wiemy to na pewno, upłynęło w ustroju zupełnie różnym od opartego na indywidualnej konkurencji. W społeczeństwach paleolitycznych panował ustrój egalitarny, z równym podziałem łupów w małych grupach łowieckich. W tych grupach nie było żadnych zróżnicowań społecznych, indywidualnego bogacenia się, kładziono nacisk na współpracę. I w tym archaicznym ustroju rozegrał się cały proces ewolucji, aż do wyłonienia się homo sapiens.
Taki pierwotny, za przeproszeniem, komunizm?
Jedyny prawdziwy komunizm na dużą skalę, jaki znamy.
I antropolodzy są pewni, że ten komunizm naprawdę istniał?
Oczywiście. Wiadomo o tym z badań archeologicznych dawnych społeczeństw zbieracko-łowieckich. Część z nich zresztą dotrwała w niektórych zakątkach świata do połowy XX w. i została dobrze zbadana przez etnografów. Badania te pokazują, że to być może wyścig szczurów, twarda konkurencja jest sprzeczna z naturą ludzką, jest więc niejako wynaturzeniem.
Małpy nie wprowadziły komunizmu u siebie?
Nie, to jest typowo ludzka forma organizacji społeczeństwa, wyjątek wśród ssaków naczelnych.
Wiadomo, dlaczego człowiek ją wybrał?
Małpy zajmują się zbieractwem i są w zasadzie roślinożerne. Ale kilka milionów lat temu człowiek, który wywodzi się z antropoidów blisko spokrewnionych z szympansem, dodał do tego trybu życia istotną nowość – drapieżnictwo. Polowania na zwierzynę, początkowo drobną, nieruchawą, a następnie także wielką, szybką i znacznie silniejszą od niego. Było to łowiectwo uprawiane z konieczności zespołowo. I ten fakt uruchomił cały proces antropogenezy, odskakiwania człowieka od jego bliskich krewniaków – małp.
Co skłoniło człowieka do wejścia na tę ścieżkę? Apetyt na mięso?
Głównym powodem mogły być zmiany klimatyczne, stepowienie i zanik lasów tropikalnych we wschodniej Afryce. W jego wyniku niektóre populacje praludzi znalazły się poza środowiskiem leśnym i musiały zacząć uzupełniać pokarm roślinny mięsem. Późniejszy wynalazek narzędzi kamiennych znacznie poprawił możliwości łowieckie człowieka – istoty w ogóle do tego nieprzystosowanej. Przecież człowiek ani szybko nie biega, nie ma wielkiej siły, pazurów, zębów drapieżcy. Więc trick ewolucyjny, którego użyły prahominidy, polegał na wynalezieniu narzędzi kamiennych służących m.in. jako broń.
Lądowanie na dwie nogi
Wygląda na to, że człowiek osiągnął na etapie komunistycznych wspólnot zbieracko-łowieckich pewną harmonię bytowania. Dlaczego mimo to ruszył ewolucyjnie do przodu? Źle mu było?
Znakomite pytanie, ale nie ma na nie jasnej odpowiedzi. To pytanie o to, co było siłą napędową ewolucji mózgu i psychiki ludzkiej. Widocznie człowiekowi nie było dobrze. Uruchomiony został proces, w którym jednak potrzebne stały się lepsze sposoby komunikowania się, takie jak mowa ludzka. Jest ona narzędziem fenomenalnym, za jej pomocą możemy informować się nie tylko o tym, co tu i teraz, ale także o przyszłości i przeszłości. ...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]
prof. Tadeusz Bielicki (76 l.), absolwent Uniwersytetu Wrocławskiego, stypendysta Fundacji Rockefellera, od 7 lat przewodniczący Wydziału Nauk Biologicznych PAN. Wielki autorytet w dziedzinie antropologii, visiting profesor w Washington State University i w teksańskim University of Teras, członek Nowojorskiej Akademii Nauk, wiceprzewodniczący European Anthropological Association. Jest współautorem Deklaracji w sprawie Ras i Rasizmu UNESCO.
Profesor Bielicki to twórca polskiej szkoły antropologii społecznej. Zajmuje się głównie biologicznymi i biomedycznymi konsekwencjami nierówności społecznej. Jego zdaniem środowisko społeczne w znacznie większym stopniu wpływa na dobrostan człowieka niż środowisko fizyczne. Jest autorem wielu prac badawczych na temat społecznych uwarunkowań wzrastania i dojrzewania, otyłości, a także społecznych i regionalnych zróżnicowań przedwczesnej umieralności dorosłych. Profesor należy również do inspiratorów badań z pogranicza antropologii fizycznej i wychowania fizycznego. Od wielu lat ściśle współpracuje z Zakładem Antropologii AWF w Warszawie.