POLITYKA

Czwartek, 17 sierpnia 2017

Polityka - nr 30 (3120) z dnia 2017-07-26; s. 40-42

Rynek

Adam Grzeszak

Rachunek za łzy

Polisa samochodowego OC powinna kierowcę kosztować jak najmniej, ale poszkodowanym gwarantować jak najwięcej. Jak takiego cudu dokonać?

Szefowa Kancelarii Prezydenta Małgorzata Sadurska trafiła do zarządu PZU, bo chce się sprawdzić w biznesie, a „gdzieś przecież musi zacząć karierę” – jak tłumaczyli jej partyjni koledzy. „Fakt” podchwytliwie zapytał: „Sadurska na nowym stanowisku będzie mieć nawet 90 tys. zł miesięcznie, a co z tego będą mieć Polacy?”. I zaapelował: „Zatem czekamy na efekty pracy pani minister! PiS nie raz mówiło, że ceny polis OC dla kierowców są za wysokie. Ale już za rządów tej partii w 2016 r. w samym PZU ich cena wzrosła o 52 proc.! Najwyższa więc pora na obniżkę cen polis”. Sadurska da radę?

Ceny obowiązkowych ubezpieczeń odpowiedzialności cywilnej posiadaczy pojazdów mechanicznych, czyli popularne polisy OC, rzeczywiście drożeją w wyjątkowym tempie. Sprawa nabrała politycznego charakteru, bo chodzi o posiadaczy 23,3 mln pojazdów mechanicznych. Suweren przywiązany jest do samochodu i źle znosi podwyżki.

„Zdarza się, iż ubezpieczenie OC, które jeszcze kilka miesięcy temu kosztowało kilkaset złotych, jest teraz oferowane w kwocie powyżej 2 tys. zł” – alarmował w Sejmie poseł Adam Abramowicz (PiS). Dziwił się, że ceny winduje też PZU, „spółka, której większościowy pakiet akcji należy do Skarbu Państwa. PZU SA, również jako największy gracz na rynku, powinna złamać tendencję na rynku ubezpieczeń komunikacyjnych, nie dokonując tak znaczących podwyżek, uderzających we wszystkich polskich kierowców” – mówił. Poseł w swoim wystąpieniu domagał się zahamowania podwyżek OC, nawet przez wprowadzenie maksymalnych stawek. Interwencji rządu żądali także posłowie PO i sugerowali, że doszło do zmowy ubezpieczycieli.

Premier Szydło zareagowała w klasyczny sposób: „podwyżki są wynikiem działań rządu PO-PSL”. Na wszelki wypadek sprawą zajął się UOKiK, a także Komisja Nadzoru Finansowego. Zmowy nie wykryto, poszczególne firmy podnosiły ceny w różnej skali i w różnym czasie. KNF zbadała stan ich finansów i okazało się, że od dekady ubezpieczenia komunikacyjne przynoszą straty. W tym czasie cała branża asekuracyjna straciła już w sumie ponad 7 mld zł. W dwóch ostatnich latach straty przekraczały miliard złotych rocznie. Najbardziej ucierpiały dominujące na rynku PZU i Warta.

Czy to możliwe? Przecież liczba wypadków systematycznie maleje. W 2006 r. na naszych drogach doszło do ok. 47 tys. wypadków, w których zginęło 5,2 tys. osób, ale w 2016 r. było 33,3 tys. wypadków i ok. 3 tys. zabitych. W tym samym czasie znacznie zwiększała się liczba pojazdów, a więc coraz mniejsze ryzyko rozkładało się na coraz większą grupę ubezpieczonych. Ceny polis OC powinny zatem spadać, a nie rosnąć. – Rosną kwoty wypłacanych odszkodowań. Z wielu przyczyn, jak choćby tej, że jeździmy coraz droższymi autami, więc ich naprawa kosztuje coraz więcej. Jednak najszybciej rosną wydatki ubezpieczycieli związane z wypłatami odszkodowań i świadczeń na rzecz poszkodowanych osób – wyjaśnia dyr. Paweł Sawicki z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego.

Coraz drożej

Do podwyżek przyczyniła się też sama KNF, zakazując finansowania strat z polis OC przy pomocy zysków z innych ubezpieczeń. To była dotychczas powszechna praktyka, bo samochodowe OC, jako najbardziej masowa forma asekuracji, jest często jedyną szansą dotarcia do klienta, któremu można sprzedać inne, bardziej dochodowe ubezpieczenia.

Jednak największym cenowym dopalaczem okazały się zmiany prawa i rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego, który wielokrotnie podnosił wymagania dotyczące likwidacji szkód. W 2011 r. sędziowie uznali, że ubezpieczyciel ma obowiązek pokrycia kosztów nie tylko naprawy auta, ale też wynajmu pojazdu zastępczego na czas, kiedy samochód poszkodowanego znajduje się w warsztacie (niezależnie czy poszkodowany ma możliwość korzystania z komunikacji zbiorowej). Rok później SN wydał dwie uchwały. Pierwsza dotyczyła obowiązku stosowania nowych części zamiennych przy naprawie uszkodzonego auta, bez względu na jego wiek. Druga uznawała, że naprawa powinna być dokonywana przy użyciu części oryginalnych, a tylko w wyjątkowych sytuacjach można stosować tańsze zamienniki.

Jednak najszybciej rosły koszty wypłat za szkody na osobach. Są już o 62 proc. wyższe niż w 2012 r. Koszty leczenia, rehabilitacji rosną, a będą jeszcze wyższe, m.in. za sprawą rozstrzygnięcia przyznającego poszkodowanym prawo do korzystania z prywatnych usług medycznych. Wzrosły też renty oraz zadośćuczynienia za uszczerbek na zdrowiu. Ale najbardziej przyczyniła się zmiana Kodeksu cywilnego z 2008 r. wprowadzająca zadośćuczynienie za śmierć osoby najbliższej. Powstała nowa kategoria krzywdy polegająca na zerwanej więzi między osobą tragicznie zmarłą a żyjącymi.

Z tego tytułu należą się dziś żyjącym pieniądze. Jak duże i&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]