POLITYKA

Piątek, 23 czerwca 2017

Polityka - nr 10 (3101) z dnia 2017-03-08; s. 24-25

Polityka

Grzegorz Rzeczkowski

Radio San Escobar

Wybory prezesa Polskiego Radia przypominają latynoską telenowelę z elementami barejowskiej klasyki w stylu łubu-dubu. Koniec niby bliski, ale od zwrotów akcji kręci się w głowie.

Wydarzenia biegły zgodnie z planem do piątkowego wieczora 17 lutego. Dzień wcześniej Barbara Stanisławczyk-Żyła została wybrana na czteroletnią kadencję prezesa PR głosami trójki członków RMN z nominacji PiS (pierwszy raz na to stanowisko została wybrana przez nową władzę rok temu). Akcja gwałtownie przyspieszyła następnego dnia po południu, gdy stara/nowa prezes (dziennikarka, geodetka z wykształcenia) złożyła dymisję. Do dziś o jej przyczynach niczego poza plotkami nie wiadomo. – Szok ogromny, bo zaledwie dzień wcześniej Stanisławczyk chodziła z anteny na antenę, udzielając wywiadów. Zachwycona, fetowana, opowiadająca o planach, choć też narzekająca, że Rada odwołała jej wiceprezesa – mówi dziennikarz z radiowej centrali przy ul. Malczewskiego.

Oburzenia nie krył Krzysztof Czabański, który decyzję Stanisławczyk nazwał – i to na łamach wrogiej przecież „Gazety Wyborczej” – „nieprzyjemnym zaskoczeniem”, dodając, że „nie wystawia jej samej dobrego świadectwa jako menedżerowi”. W sumie Czabański powinien mieć pretensje sam do siebie, bo to on razem z pozostałymi członkami RMN mianowanymi przez PiS i Kukiz’15 za plecami Stanisławczyk powołali nowego wiceprezesa PR, związanego do niedawna m.in. z „Do Rzeczy” i „Wprost” Mariusza Staniszewskiego. Można usłyszeć wiele głosów, według których prezes początkowo nie za bardzo się tym przejęła, ale gdy zorientowała się, że Staniszewski nie da się wziąć pod obcas, „bezpieczniki puściły” i obrażona w swoim stylu trzasnęła drzwiami.

To jeszcze nie był koniec zwrotów akcji w tym serialu. 1 marca do Rady Mediów Narodowych wpłynął list podpisany przez przewodniczących komisji międzyzakładowej Solidarności Polskiego Radia. Ewa Kuczyńska i Edward Pikula poprosili w nim szefa Rady o „udzielenie wsparcia Pani Prezes w dalszej misji kierowania radiem”. Treść bliska jest monologu trenera drugiej klasy Wacława Jarząbka z „Misia” Barei: „Piszemy o poparciu dla naszej Pani Prezes, bo jesteśmy pewni, iż zapowiedź jej rezygnacji nie wynika z chwilowego impulsu czy nastroju, a z wnikliwej analizy sytuacji w Spółce i obok niej. Z naszych nieformalnych rozmów z Panią Prezes wynika, że jest jednak gotowa wziąć na swoje barki ciężar kierowania Polskim Radiem mimo wszystko, mimo zapowiedzi odejścia. Mamy wrażenie, że Pani Prezes nie spodziewała się naszego poparcia i podbudowana rozmowami z pracownikami Radia chce spróbować sił”.

W imię Kościoła i partii

Najwyraźniej jednak świadomość wróciła zbyt późno. – Pani prezes dokonała wyboru, przez który spółka poniosła wiele strat wizerunkowych. Od takich decyzji nie ma powrotu – mówi POLITYCE Czabański, dodając, że nie wyobraża sobie, by Stanisławczyk pozostała szefową radia. W tej kwestii jednak trudno sprawę ostatecznie przesądzić. W swej krótkiej historii Rada zdążyła już odwołać prezesa TVP Jacka Kurskiego, by po interwencji Jarosława Kaczyńskiego tego samego dnia powołać go ponownie. Tym razem jednak sprawa jest trudniejsza, bo wśród znaczących polityków partii rządzącej trudno znaleźć zwolenników prezes PR, która uchodzi za osobę przysparzającą partii wizerunkowych kłopotów. Na pewno nie ma popleczników w RMN, w której przedstawicielki PiS, czyli Elżbieta Kruk i Joanna Lichocka, zagłosowały za jej kandydaturą dopiero po namowach Czabańskiego. Jeśli Stanisławczyk miałaby utrzymać się w fotelu prezesa, to wstawiennictwo Solidarności nie wystarczy. Sama zainteresowana odmawia komentarzy, nie chce nawet powiedzieć, czy poprosi RMN o zgodę na cofnięcie rezygnacji.

Zamęt na górze wcale nie oznacza, że władze radia straciły zapał do wymiany kadr. Odczuł to właśnie Marek Lehnert, jeden z najbardziej rozpoznawalnych głosów publicznej rozgłośni i rzymski korespondent Polskiego Radia od 23 lat. Lehnert nie nada już żadnej relacji, bo nie przedłużono z nim kontraktu. Bez podania przyczyn. Wcześniej radio zrezygnowało z usług korespondenta w Londynie, a autora relacji z  Berlina, który nie czekał, aż sięgnie po niego „dobra zmiana”, i odszedł sam, zastąpiło współpracownikiem Radia Maryja i „Gazety Polskiej”. W sumie w ciągu ostatniego roku pracę lub stanowiska w warszawskich redakcjach Polskiego Radia straciło bez mała 50 osób, z czego część zrezygnowała sama po zderzeniu z „dobrą zmianą”.

W styczniu głośno było o rezygnacji z funkcji szefa działu prawnego Lucjana Jarzyńskiego, który wcześniej sam jako radca prawny brał udział w zwolnieniach niewygodnych pracowników. Serwisowi wirtualnemedia.pl powiedział, że odszedł po „karczemnej awanturze”, którą zrobiła mu prezes Stanisławczyk. „Po wielokrotnych przypadkach awanturnictwa i agresji słownej wobec mnie i innych pracowników Polskiego Radia S.A. ze strony p. Barbary Stanisławczyk-Żyły – Prezesa Zarządu Polskiego Radia S.A. zachodzą uzasadnione ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]