Czwartek, 17 maja 2012
Czy Pigmeje Mbuti (ci najmniejsi i najbrzydsi) mogą upolować słonia? Oczywiście, że tak. Upewniają nas o tym prace: „The Forest People” (1961) i „Wayward Servants: the Two Worlds of the African Pygmies” (1976) Colina Turnbulla, który spędził między Pigmejami wiele lat i poznał doskonale ich obyczaje. Jak się okazuje, ze słoniami nie jest to nawet wcale takie skomplikowane. Wypatruje się ścieżki uczęszczanej przez trąbacze i w pewnym miejscu zawęża ją tak, żeby można było zwierzę dosięgnąć z dwóch boków. Skrzykuje się możliwie dużo łowców, siada w zasadzce i czeka. Kiedy zwierzę nadchodzi, wszyscy zrywają się z wielkim wrzaskiem, który ma słonia zdekoncentrować i odebrać wolę oporu, wbijając w niego dzidy. Wkrótce zwierzę wygląda jak kolczatka. Teraz trzy możliwe rozwiązania: albo któraś z dzid uszkodziła szczególnie wrażliwą arterię, wówczas słoń może paść względnie szybko, albo słabł będzie powoli i zginie z wykrwawienia, albo jednak przedrze się przez zasadzkę i ujdzie. W tym ostatnim przypadku łowcy drą sobie włosy z głowy, wrzeszczą z rozpaczy i... przygotowują kolejną zasadzkę.
Jeżeli jednak słoń padł, rozpoczyna się radosne ćwiartowanie. Najcenniejsze są słoniowe genitalia, które jednak nie będą zjedzone, tylko wysuszone i posłużą myśliwemu, który dopadł do tego trofeum jako pierwszy. Reszta wycina tyle mięsa, ile może unieść – Pigmeje zaś, chociaż mali, są krzepcy, uniosą nawet kilkadziesiąt kilo. Zarzuciwszy ochłapy na plecy wszyscy z triumfem i śpiewem na ustach wracają do wioski, gdzie popisywać się będą przed kobietami i współplemieńcami, którzy nie wybrali się na łowy. W tym momencie przerwijmy na chwilę.
Dokładnie taką samą metodę (skąd u nich ta etnologiczna wiedza?) przyjęli w walce z „Gazetą Wyborczą”, a Adamem Michnikiem w szczególności, prawicowi dziennikarze z „Gazety Polskiej”, „Naszej Polski”, „Głosu”. Idą i krzyczą, wbijając przy tym w obiekty swojej nienawiści wszelkie możliwe dzidy, szpile, waląc do tego maczugami. Michnik musi się wreszcie wykrwawić, a wtedy nastąpi wielkie ćwiartowanie. Zresztą nasi polscy Pigmeje już witają się z gąską. W „Niezależnej Gazecie Polskiej” (3 listopada 2006) pisze o mediach Maciej Łętowski: „Zmiany za rządów PiS-u są głębsze i trwalsze niż za rządów AWS-u. Nie dlatego, że prawicowi politycy zaczęli przywiązywać większe znaczenie do mediów. Gdyby tak było, już dawno rozwiązaliby problem abonamentu. Jeśli jest inaczej, to dlatego, że zwycięstwo PiS-u zbiegło się ze zmierzchem medialnych bogów. Kaczyńskiego już nie będzie w rządzie, a mimo to rynek medialny nie wróci w stare koleiny. Konserwatywni dziennikarze tym razem nie dadzą się zepchnąć na margines. Miejsce okupowane w latach 90. przez »Gazetę Wyborczą« zajmie »Dziennik«. W ostatniej dekadzie w redakcji i na łamach »Życia Warszawy«, a później »Życia« dojrzało pokolenie konserwatywnych redaktorów i publicystów: Krasowski, Jankowski, Semka, Michalski, Wróbel, Zaremba. Nadchodzi ich czas. Bez względu na to, kto za dwa, trzy lata będzie rządził w TVP i PR, żadna poważna debata nie będzie możliwa bez udziału Karnowskiego czy Sakiewicza. Tak, Sakiewicza, gdyż idą wreszcie dobre dni także dla »Gazety Polskiej«”. Jak widać łowcy Michnika mają dobre samopoczucie i tryskają optymizmem. Tyle że, uwaga!
Bo oto nasi Pigmeje Mbuti są już w wiosce. Wykrzyczeli się, natańczyli i przystępują do uczty. Żrą wszyscy: uczestnicy łowów, starcy, kobiety i dzieci. Celowo, bez pejoratywnych intencji, nie napisałem, że jedzą, ale żrą właśnie. Żuchwy im pracują gorączkowo. Jeden kawał mięsa, drugi, trzeci. Skąd ten pośpiech, ta łapczywość? Z bardzo obiektywnego powodu: Pigmeje Mbuti nie umieją po prostu konserwować mięsa, a klimat jest złośliwy. Insektów, małych zielonych muszek wdzierających się do strawy co niemiara. Wszystko więc, czego nie zje się zaraz, będzie za chwilę do wyrzucenia bez pożytku dla kogokolwiek. I smutni Pigmeje siądą w zadumie nad strzępami zgnilizny. Kubek w kubek tak samo z bojowymi myśliwymi z konserwatywnych pism i programów. Załóżmy nawet, że uda im się ubić „Gazetę Wyborczą”. Co dalej. Dotychczas – pisze Łętowski – „intelektualne mody kreowali czołowi autorzy »Gazety Świątecznej«, teraz kreatorami mód stają się autorzy »Europy« i kolumn »Dziennika«.” Czyżby? W miejsce ubitego zwierzaka trzeba mieć przecież coś sensownego do zaproponowania. A Pigmejom już po chwili zostaje tylko smak zwycięstwa i rozpaczliwe reszteczki mięsa w szczerbach między zębami. (Mbuti mają, co zawsze dziwiło etnologów, np. Maurice’a Godelier, bardzo szybko próchniejące uzębienie). Cóż więc robią Pigmeje. ...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]