POLITYKA

Niedziela, 26 marca 2017

Polityka - nr 29 (2714) z dnia 2009-07-18; s. 76-78

Świat

Inga Czerny

Rady dla Buzka

Rozmowa z Hansem-Gertem Pötteringiem, byłym przewodniczącym Parlamentu Europejskie go, poprzednikiem Jerzego Buzka

Inga Czerny: – Polacy są podekscytowani faktem, że ich rodak będzie kierować Parlamentem Europejskim. Czy nie wyolbrzymiają roli przewodniczącego? Na czym polega ta praca?

Hans-Gert Pöttering: – To wielka odpowiedzialność kierować Parlamentem Europejskim, który gromadzi przedstawicieli prawie 500 mln obywateli z 27 krajów UE. Przewodniczący musi reprezentować stanowisko parlamentu i bronić go wobec Komisji Europejskiej, a także rządów państw członkowskich, z którymi PE współdecyduje w procesie legislacyjnym w Unii. Okazją do tego są m.in. europejskie szczyty przywódców, na które przewodniczący jest zapraszany. Ale oczywiście ma też ważną rolę w samym parlamencie. Prowadzi rozmaite spotkania, nie tylko sesje plenarne w Strasburgu lub Brukseli. Główne jego zadanie to jednak reprezentowanie politycznej woli Parlamentu Europejskiego w Unii, w Europie i na całym świecie.

Ale zanim ponad 700-osobowy europarlament ustali swą polityczną wolę, czyli wspólne stanowisko, zwykle dochodzi do sporów między frakcjami politycznymi. Jak często musiał pan występować w roli arbitra?

Przewodniczący PE musi budować kompromis. Było takich momentów sporo, kiedy musiałem gasić konflikty. Zwykle wynikały one z tego, że ta czy inna komisja parlamentarna albo frakcja polityczna zmieniały stanowisko z jednego spotkania na drugie i rolą przewodniczącego było przypomnienie o potrzebie spójności.

I jak się udawało?

Wpływ przewodniczącego jest szczególnie duży w prezydium PE [odpowiedzialnym za administracyjno-finansowe funkcjonowanie PE, gdzie obok przewodniczącego zasiada jego 14 zastępców oraz sześciu kwestorów – red.] oraz podczas prac tzw. Konferencji Przewodniczących, gdzie szefowie parlamentarnych grup politycznych wraz z przewodniczącym PE decydują, czym zajmuje się Parlament Europejski, jakie akty legislacyjne są przyjmowane i jaki jest porządek dzienny posiedzeń plenarnych. Na przykład, moja pozycja była bardzo ważna, kiedy ustaliliśmy – wraz z francuską prezydencją w UE – harmonogram głosowań w sprawie pakietu ds. walki ze zmianami klimatycznymi. I zgodziliśmy się z Francuzami, że skończymy naszą pracę legislacyjną w grudniu 2008 r. Udało się tak zrobić, a wszystkie dyrektywy zostały przyjęte przez PE już w pierwszym czytaniu. To była strategiczna decyzja.

A czy przewodniczący PE bierze udział w głosowaniach?

Na ogół w normalnych procedurach legislacyjnych nie głosowałem. Chociaż było kilka okazji, kiedy oddawałem swój głos: na przykład w sprawie rezolucji potępiającej totalitaryzm. Głosować czy nie to decyzja, którą powinien podjąć każdy przewodniczący. Ale to jest trudne, choćby fizycznie! Jeśli się prowadzi sesję i kieruje głosowaniami, to trzeba być ogromnie skoncentrowanym i trudno jednocześnie samemu głosować.

Pana poprzednik, hiszpański socjalista Josep Borrell, zbierał wiele słów krytyki za zbytnie faworyzowanie lewicowych postulatów. Czy trudno być przewodniczącym całego PE?

Nigdy nie ukrywałem moich przekonań i wartości. Ale przewodniczący PE musi się tak wyrażać, by większość PE mogła się z nim identyfikować. Przewodniczący nie jest zwykłą osobą, ale zachowanie całkowitej neutralności byłoby pomyłką. Nigdy nie poszedłem tak daleko, by przeciwnicy integracji europejskiej mogli się ze mną identyfikować.

W przeciwieństwie do swych poprzedników bardzo wiele pan podróżował, zwłaszcza na Bliski Wschód. To może nieco dziwić, biorąc pod uwagę ograniczone kompetencje PE w polityce zagranicznej.

Każdy przewodniczący ma swe własne priorytety. Ja uprawiałem dyplomację parlamentarną i poświęciłem się promocji dialogu międzykulturowego i procesowi pokojowemu na Bliskim Wschodzie. To był powód moich podróży do Izraela, Palestyny i wielu islamskich krajów. Jeździłem, by wyrazić wolę PE, promować proces pokojowy na Bliskim Wschodzie oparty na koncepcji istnienia dwóch państw – Izraela i Palestyny z bezpiecznymi granicami.

A z jakiego powodu aż 12 razy w ciągu dwóch i pół roku odwiedził pan Polskę?

Polska, jak powiedział Jan Paweł II, leży w sercu Europy. Jeśli ktoś powiedziałby mi w 1979 r., kiedy po raz pierwszy zostałem wybrany do Parlamentu Europejskiego, że od 2004 r. Polska będzie członkiem Unii Europejskiej, uznałbym to za cud. Ale to się stało. Teraz, kiedy mój polski kolega został moim następcą, to pokazuje w symboliczny sposób prawdziwe zjednoczenie kontynentu europejskiego. Dla dopełnienia tego procesu ważne będzie przyjęcie traktatu z Lizbony. I moje wizyty w Polsce głównie z tym były związane.

Oczywiście, nie bez znaczenia jest też to, że jestem Niemcem. Mój ojciec został zabity w ostatnich dniach wojny, gdzieś na terenach wschodnich Niemiec, które teraz leżą w Polsce. To był jeden z powodów, dlaczego w ogóle zaangażowałem się w politykę. Zawsze silnie wierzyłem w pojednanie, współ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Niemiecki polityk chadeckiej CDU Hans-Gert Pöttering jest eurodeputowanym nieprzerwanie od 1979 r. W Niemczech zyskał na popularności, kiedy dwa i pół roku temu został przewodniczącym PE. Wcześniej kierował chadecką frakcją Europejskiej Partii Ludowej PE. Wysłanniczkę naszej redakcji przyjął tuż przed wyprowadzką z okazałego gabinetu na 11 piętrze brukselskiej siedziby PE, gdzie puste gabloty czekały już na prezenty od gości, którzy będą składać wizyty jego następcy Jerzemu Buzkowi.