POLITYKA

Czwartek, 19 października 2017

Polityka - nr 16 (2701) z dnia 2009-04-18; s. 46-48

Poradnik / Poradnik Finanse

Piotr Stasiak

Rady na kiepskie czasy

Choć przez kryzys finansowy i spowolnienie gospodarcze mamy dziś mniej w portfelach, wciąż warto myśleć o zyskownym lokowaniu nadwyżek. Wystarczy kilkaset złotych miesięcznie. Ale jak to zrobić, żeby się nie sparzyć?

1
Sprawdzaj kilka razy

Zawirowania na rynkach sprawiły, że trudno jest dziś wskazać inwestycje bez pudła, które na pewno przyniosą zysk. Dobrym przykładem są fundusze inwestycyjne rynku pieniężnego, które lokują pieniądze klientów w papiery wartościowe emitowane przez duże przedsiębiorstwa. Od zawsze uznawane były za takie, na których stracić się nie da (przynosiły przeciętnie 4–5 proc. zysku rocznie). Ale tak było w normalnych czasach. Tymczasem kryzys, który z sektora finansowego przelewa się do realnej gospodarki, załamał notowania obligacji korporacyjnych. W efekcie m.in. fundusz DWS Płynna Lokata Plus wykazał w ostatnich miesiącach stratę 7,5 proc. Sytuacja na rynku papierów wartościowych przedsiębiorstw na początku marca była tak niepewna, że fundusz ten musiał na kilkadziesiąt godzin zawiesić możliwość wypłacania pieniędzy przez klientów. Zdarzyło się to po raz pierwszy w niespełna 20-letniej historii Towarzystw Funduszy Inwestycyjnych w naszym kraju.

– Kryzys rozchwiał też stabilne dotąd wyceny funduszy polskich obligacji – mówi Bernard Waszczyk, analityk firmy doradczej Open Finance. Dla większości ostatnie miesiące – czas spadających stóp procentowych – to okres żniw. Gdy Rada Polityki Pieniężnej obniża stopy, rentowność obligacji już znajdujących się w obrocie rośnie. I na tym zyskali klienci m.in. PKO/CS Obligacji Długoterminowych (19,4 proc.), BPH Obligacji 2 (14,7 proc.), SKOK Obligacji (13,4 proc.). Zarządzający innych funduszy próbowali wypracować dla klientów dodatkowe zyski, inwestując część pieniędzy w obligacje przedsiębiorstw. Osiągnęli jednak efekt odwrotny do zamierzonego (np. SEB Obligacji – 22,5 proc.).

Podkreślmy – oba typy funduszy uznawane były dotąd za odporne na wahania koniunktury, właściwie zawsze gwarantujące zyski, a przez to stanowiące alternatywę dla lokat bankowych. W tej sytuacji trudno się dziwić, że przewidywanie trendów na giełdzie uchodzi dziś za wróżbiarstwo.

2
Uważaj na mody

Oprócz niepewności mamy jeszcze do czynienia z paradoksami. – Choć kryzys zaczął się w USA, amerykańska waluta w ciągu ostatniego roku znacznie się umocniła. I choć polska gospodarka radzi sobie na tle innych krajów bardzo dobrze, złotówka się osłabiła – mówi Waszczyk. Na wahaniach walut stracili spłacający kredyty we frankach szwajcarskich, ale zyskali – po raz pierwszy od pięciu lat, bo dotąd tylko spadały – posiadacze inwestycji rozliczanych w USD. Dzięki temu we wszelkich rankingach zyskowności królują dziś fundusze kupujące obligacje denominowane w dolarach (np. PKO/CS Papierów Dłużnych USD zyskał aż 71,7 proc.).

Próby zyskiwania na osłabiającej się złotówce stały się modne, a kolejne doniesienia medialne ten owczy pęd podsycają. Pytanie jednak, jak długo kursy walut będą grały na korzyść takich spekulacji. Bo wiele wskazuje na to, że złotówka nie będzie już słabsza.

Gdy inwestujemy, musimy uważać na spekulacyjne mody. Jeszcze dwa lata temu wszyscy wierzyli, że nieruchomości mogą tylko drożeć. Podobnie jest dziś z inwestowaniem w złoto czy ropę. Zanim kupimy, lepiej pomyślmy – czy nie mamy do czynienia z kolejną bańką spekulacyjną. Podstawą dobrego interesu jest kupić tanio, sprzedać drogo, a nie odwrotnie. Niektóre fortuny narodziły się przecież z tzw. gry przeciw trendowi: kupowania wtedy, gdy wszyscy sprzedają, a sprzedawania z zyskiem wtedy, gdy wszyscy chcą kupić. To jednak prowadzi do pytania, czy giełdy sięgnęły już dna? To możliwe, ale wcale nie pewne.

3
Rady fachowców nie zwalniają z myślenia

Według teorii optymistów – w gospodarce USA są już widoczne pewne oznaki poprawy, co zresztą wpłynęło na wzrost indeksów w ostatnich dniach. – Giełdy w USA są wciąż wyznacznikiem koniunktury dla całego świata. Na warszawską giełdę dodatkowo wpływa nastawienie inwestorów do rynków wschodzących – mówi Krzysztof Stępień, główny ekonomista z firmy doradczej Expander. Jeżeli to, co widać na wykresach, jest oczekiwanym światełkiem w tunelu, to dziś giełdy są w dołku i należy spodziewać się odbicia. A skoro tak, warto powoli kupować akcje (lub jednostki funduszy inwestujących w akcje), aby potem patrzeć, jak zysk przyrasta.

Są też wizje pesymistyczne. – W tym roku spadki na giełdach mogą być, choć już nie tak spektakularne jak w zeszłym – mówi Paweł Majtkowski, analityk z Finamo. Podobnie uważa Krzysztof Stępień: – Drugi kwartał będzie na giełdach całkiem niezły, ale później inwestorzy rozczarują się, że poprawa światowej gospodarki nie następuje tak szybko, jakby chcieli. Dodatkowo ze spółek wciąż będą napływać informacje o kiepskich wynikach. To może spowodować kolejną falę spadków – mówi. Pewnym pocieszeniem powinno być to, że akcje są dziś i tak bardzo tanie (WIG20, indeks największych spółek na warszawskiej giełdzie, balansuje w okolicach 1500 pkt, podczas gdy w ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]