POLITYKA

Piątek, 28 lipca 2017

Polityka - nr 28 (3118) z dnia 2017-07-12; s. 27-29

Społeczeństwo

Juliusz Ćwieluch

Referendum Piłata

Rozmowa z Mieczysławem Puzewiczem, księdzem, dziennikarzem, działaczem pierwszej Solidarności, o faktach i mitach w sprawie uchodźców oraz o tym, jak wobec nich powinien zachować się Kościół i Polak-katolik

Juliusz Ćwieluch: – Przyjmować uchodźców?
Mieczysław Puzewicz: – Jestem chrześcijaninem, wierzę w Ewangelię. Dla mnie tu nie ma dylematów. Jeżeli czymkolwiek możemy mierzyć naszą wiarę, to właśnie jest ten moment, żeby wypełniać słowa Chrystusa: „Byłem przybyszem, a przyjęliście mnie”. Każdy chrześcijanin powinien mieć pod opieką jakiegoś bezdomnego, ubogiego czy uchodźcę, bo to jest najlepszy bilet do wieczności.

A ilu ksiądz przyjął uchodźców pod własny dach?
Z tym własnym dachem to u mnie krucho, bo mieszkanie mam wynajęte. Na wigiliach od lat goszczę uchodźców, głównie Czeczenów. Niektórym pomogłem znaleźć pracę czy mieszkanie. Robię, co mogę i co dyktuje mi sumienie.

Politycy PiS mówią, że niezgodne z sumieniem jest narażanie Polaków na ataki islamistów.
Przez ponad 20 lat pracy z uchodźcami nie trafiłem na islamistę ani terrorystę.

Zamachów też nie ma?
Uchodźców w Polsce przyjmujemy od prawie 30 lat i nie mieliśmy problemów z zamachami i terroryzmem. Samych Czeczenów przewinęło się przez Polskę około 90 tys.

Minister Błaszczak twierdzi, że zamachów nie ma, bo rząd PiS nie wpuszcza islamistów.
Zamachów nie było i nie ma, bo mamy dobrze funkcjonujące służby odpowiadające za bezpieczeństwo.

Muzułmański terroryzm nie jest zagrożeniem?
Terroryzm w każdym wydaniu jest zagrożeniem i to dla całego świata. Między innymi właśnie z tego powodu utrzymujemy rozbudowane służby specjalne. Nakręcanie spirali nienawiści to niebezpieczna gra. Silne emocje mogą wymknąć się spod kontroli. Skończyć jakimś pogromem.

A czym było oblężenie kebabowni w Ełku?
Incydentem. Podobnie zresztą jak historia z Sopotu, gdzie mężczyzna nie chciał wpuścić do kościoła kobiety z ciemnoskórym dzieckiem. Kiedy w grę wchodzi osobowość z problemami psychicznymi albo ktoś pijany, to nie czyniłbym z tego zjawiska. Obserwuję więcej dobra wyświadczanego przez Polaków wobec uchodźców niż zła i agresji.

13 proc. badanych Polaków nie widzi nic złego w tym, gdyby ktoś podłożył ogień pod meczet.
Znam te sondaże. Znam również wyniki innych, z których wynika, że 80 proc. badanych nigdy osobiście nie poznało żadnego muzułmanina. Wielu Polaków zna osoby o innym kolorze skóry głównie z ekranu telewizora. Ja patrzę na ludzi nie z perspektywy sondaży, ale działań. A te w konfrontacji z realnymi uchodźcami są budujące. Są Polacy, którzy pomagają. Nie zatracili miłosierdzia.

I naprawdę nie zauważył ksiądz, że postawy wobec obcych zmieniły się na gorsze?
Zauważam, ale łączę to z ogólną erozją postaw solidarności. Jan Paweł II mówił o cywilizacji miłości, którą budował na czterech prymatach – osoby nad rzeczą, być nad mieć, etyki nad techniką i miłosierdzia nad sprawiedliwością. Niestety, po latach Jan Paweł II kojarzy się większości Polaków bardziej z kremówkami niż z piękną nauką. Szkoda, bo zachwianie tych prymatów spowodowało, że skupiliśmy się na sobie, na rzeczach, a nie na drugim człowieku. Przekłada się to na relacje między Polakami. Między Polakami a obcymi. Dodatkowo sprawa uchodźców poddana została politycznej grze. Zideologizowano ją dla politycznych celów.

Jakich?
Mam wrażenie, że chodzi o zarządzanie strachem, które ma się przełożyć na konkretny wynik wyborczy. Jeśli wzbudzi się lęk przed uchodźcami, a jednocześnie zbuduje narrację, że w wyniku naszych działań w Polsce nie stanie się nic złego, to na tym lęku można wzmacniać swoją pozycję. Podkreślam jeszcze raz, że jest to lęk nieuzasadniony.

Ksiądz chyba nic nie wie o uchodźcach. „Gazeta Polska” wie i w jednym z ostatnich numerów donosi – „wybuch samochodu pułapki, strzelaniny, napady na sklepy, podpalanie samochodów, dzielnice grozy opanowane przez gangi, a nad miastem góruje olbrzymi meczet, tak wygląda rzeczywistość w szwedzkim Malmö”. Czy ksiądz chce, żeby w Lublinie płonęły samochody, a nad miastem dominował meczet?
W Lublinie jest meczet. Nie góruje co prawda nam miastem, ale nie zauważyłem, żeby z powodu meczetu w Lublinie życie w mieście stało się gorsze albo mniej bezpieczne. Nie byłem w Malmö, ale podróżuję trochę po świecie zachodnim i jakoś nie odnajduję takich scen ani sytuacji, o których mowa w cytowanym artykule.

A Calais i samochody obrzucane ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]