POLITYKA

Piątek, 22 września 2017

Polityka - nr 46 (2731) z dnia 2009-11-14; s. 74-77

Poradnik / Modne stoki

Krzysztof Burnetko

Rodzice i dzieci w jednej jeździli stacji

Aby rodzinny wyjazd zimowy był udany, niezbędne są dwa warunki. Dzieci muszą wyszaleć się na nartach bądź desce. Najlepiej, żeby mogły przy tym doskonalić swe umiejętności. Lecz szansę, by pojeździć, powinni dostać również rodzice.

W pamięci rodzica-narciarza do końca życia pozostanie chwila, kiedy to pierwszy raz zobaczył własne dziecko zjeżdżające charakterystycznym dziecięcym pługiem z prawdziwej wreszcie góry – najlepiej w rzędzie innych małych narciarzy, sunących w ślad za panią lub panem instruktorem. Autorowi tego tekstu przydarzyło się to w minionym sezonie w Tignes, wysokogórskiej (od 2000 do 3650 m n.p.m.) stacji w regionie Espace Killy francuskich Alp. 5-letni Kuba po niespełna dwóch tygodniach pilnego uczęszczania do tamtejszej szkółki Les Marmottones (wzmocniony popołudniowymi korepetycjami udzielanymi przez rodziców), samodzielnie zjechał czerwoną trasą blisko kilometrowej długości.

Autostrada z samej góry

Specjalną ofertę dla rodzin z dziećmi mają w zasadzie wszystkie zimowe kurorty – także te, które dotąd reklamowały się jako idealne wyłącznie dla doświadczonych miłośników nart i snowboardu. Naturalnie jest to efekt rosnącej konkurencji (oraz kryzysu) – ważny okazuje się każdy gość.

– My także pod koniec tygodnia jazdy zabieramy dzieci na normalne trasy – zapewnia Gottfried Krabath, szef szkółki narciarskiej FreschUp w Katschbergu, którą to stację można uznać za spełnienie ideału dla narciarskich (czy narciarsko-snowboardowych) rodzin. Ta położona w Karyntii w okolicach jeziora Millstatter See (i Bad Kleinkirchheim, znanego z nart, term i Franza Klammera, wielkiego zjazdowca, który dziś zajmuje się promocją swojego miasteczka) stacja jest pod tym względem bezapelacyjnym odkryciem minionego sezonu.

Katschberg bowiem to 70 km tras o wszelkich stopniach trudności (plus możliwość jazdy w puchu i w lesie poza trasami, którą Gottfried proponuje rodzicom maluchów uczących się w jego szkółce). A już specjalnie dla dzieci: wydzielone wyłącznie dla nich partie stoku i trasy, wyciągi wyposażone w zabezpieczenia przed wypadnięciem, park zabaw na śniegu z pawilonem, w którym mogą się ogrzać i właśnie szkoły narciarskie ze specjalnie dobieranymi dla grup dziecięcych instruktorami. Atrakcją dla dzieci może być też biowyciąg ciągniony przez nordyckie konie. Niebagatelnym atutem jest i to, że stacja leży na wysokości ponad 1600 m n.p.m. i sprawia wrażenie niemalże odciętej od świata.

Kiedy już dziecko zacznie sobie samodzielnie radzić, cała rodzina może wybrać się na sześciokilometrową trasę z górującego nad Katschbergiem szczytu Aineck (2220 m n.p.m.), którą Austriacy nazwali (i oznaczyli) jako autostradę A1. Tak z racji szerokości, jak jednostajnego nachylenia i doskonałego bez względu na pogodę przygotowania (nawet w potwornej śnieżycy nie napotka się tam najmniejszej muldy czy zaspy).

Podobnymi walorami dysponuje Hochzeiger, ośrodek w dolinie Pitztal w austriackim Tyrolu. Na tamtejszych stokach uczył się jeździć najlepszy dziś austriacki alpejczyk Benni Reich – a potem wytyczał tam co trudniejsze trasy. Jedyna niedogodność polega na tym, że na karnet kupiony w Hochzeiger nie można jeździć na lodowcu Pitztal – przez ostatnie lata obie stacje nie zdołały porozumieć się co do skipassu.

Przyjazna rodzicom z dziećmi jest też inna tyrolska miejscowość – Alpbachtal. Dowodem choćby to, że za darmo z wyciągów można tam korzystać do 15 roku życia (wyjątkiem jest okres świąteczno-noworoczny oraz dwa tygodnie w lutym). Alpbachtal szczyci się mianem najpiękniejszej wioski w Austrii. A rodzice, po sprawdzeniu 52 km tamtejszych tras, mogą wybrać się do pobliskiego Kitzbühel na słynną Streifę, znaną z alpejskiego Pucharu Świata jako jedną z najtrudniejszych tras biegu zjazdowego. Specjalny karnet z Alpbachtal (tzw. Kitzbüheler Alpen Skipass) umożliwia jazdę na 676 km tras także w okolicznych ośrodkach.

Uroki Świętej Katarzyny

Dla miłośników rodzinnej zimy w stylu włoskim godna polecenia jest Santa Caterina w Alpach Retyckich. W tej pięknej i zacisznej wiosce na krańcu Alta Valtellina długo dominowały pólka przeznaczone do nauki. Miłośnicy ostrzejszych zjazdów, aby się nie nudzić, musieli jechać do pobliskiego Bormio. Kiedy jednak przed paru laty Santa Caterina gościła alpejskie mistrzostwa świata, wytyczono fantastyczne trasy gigantowe, z których dziś oczywiście mogą korzystać wszyscy. A jakość tamtejszego śniegu jest legendarna – wszystko za sprawą mikroklimatu, który sprawia, że w wiosce jest zwykle dużo mroźniej niż w innych miejscowościach doliny.

Sami Włosi za najlepszy ośrodek dla wymagających narciarzy z dziećmi, stawiającymi pierwsze kroki na śniegu, uznają region Alta Pusteria/Hochpustertal w Tyrolu Południowym. Lista oferowanych tam promocji jest faktycznie imponująca. Przykładowo: od 20 marca do 11 kwietnia 2010 r. w ramach akcji Dolomiti Super Kids dzieci poniżej 8 roku życia nie dość, że jeżdżą za darmo, to jeszcze w niektórych hotelach i pensjonatach bezpłatnie nocują oraz dostają 20 proc. zniżki na kurs jazdy ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • Alpy dla nas

    Alpy dla nas - [rys.] JR