POLITYKA

środa, 28 czerwca 2017

Polityka - nr 9 (3100) z dnia 2017-03-01; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Przy-pisy Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

Rozmowy przy krojeniu tortu

Piękny mieliśmy jubileusz 60-lecia. Wszystkim, którzy w tych dniach ciepło o POLITYCE pomyśleli, serdeczne dzięki. Dostaliśmy mnóstwo przepięknych życzeń (niektóre, przepraszamy, że nieliczne i w skrótowej formie) drukujemy jeszcze w tym numerze; dostaliśmy upominki – od symbolicznej trąbki sygnalisty, przez „złotą płytę” za 3099 numerów, po dwumetrowego biało-czerwonego bociana, takichż rozmiarów tulipana z masy papierowej czy liczne wierszowane laurki i ręczne malunki. Na kameralnym „Spotkaniu przyjaciół” przy Słupeckiej mogliśmy podjąć tylko z pół tysiąca gości, ale za to podczas weekendu w POLITYCE, gdzie rozmawialiśmy – jakżeby inaczej – o polityce, POLITYCE i Polsce, odwiedziło nas 1,5–2 tys. osób. Dziękujemy! Chętnych było dużo, dużo więcej, więc być może, idąc za Państwa sugestiami, od czasu do czasu będziemy organizować takie publiczne spotkania i debaty. Czuliśmy przez ten weekend nie tylko ogromną sympatię do naszej gazety i zespołu, ale także dojmującą, niezaspokojoną potrzebę spotkań, rozmowy, dzielenia się myślami i emocjami. Przed 10 laty, kiedy – także pod rządami PiS – obchodziliśmy półwiecze POLITYKI, było podobnie, ale teraz jest dużo bardziej. Bo i niepokój większy. Nagadaliśmy się przez ten weekend z czytelnikami i będziemy do różnych sugerowanych nam wątków i tematów wracać już w gazetowej codzienności. Teraz tylko parę pośpiesznych uwag.

Zapewne wśród naszych gości i czytelników nie było zbyt wielu zwolenników PiS, a w każdym razie się nie ujawniali, więc co do oglądu rzeczywistości panowała duża zbieżność: PiS zrobi wszystko, żeby „raz zdobytej władzy nie oddać”. I albo uda się ten pochód zatrzymać przy najbliższych wyborach, albo będzie „pozamiatane na lata”, w sensie jakiejś partyjnej monowładzy, rządów pazernej nomenklatury, przykrywanej narodowo-katolicko-patriotyczną propagandą. Spore różnice, ale to podobnie jak w naszej publicystyce, ujawniały się przy analizie i ocenie źródeł zwycięstwa PiS. W panelu „Co z tą Polską?” z udziałem naszych politycznych publicystów, pojawiło się na przykład (i zawisło trochę bez odpowiedzi) pytanie – co z młodymi? Dlaczego są nieobecni w polskiej polityce? Na rzucone z sali pytanie – gdzie są młodzi? – ktoś spontanicznie odkrzyknął: wyjechali za granicę! Gorzki żart, ale właściwie trudno powiedzieć, czy żart, bo kawał pokolenia, przecież z milion osób, faktycznie wyjechało; wielu tkwi gdzieś pomiędzy wyjazdami; a też znaczna część młodzieży czuje się „w tym kraju” obco, ogólnie odrzuca polityczne wojny między starczymi partiami, ewentualnie w sondażach wspiera jajcarskiego Kukiza czy Korwina. W PiS też nie ma za dużo młodych, poza – co się narzuca – grupkami Misiewiczów, więc widać wyraźnie, że polityczna walka o młodych jest nierozstrzygnięta i może zadecydować o naszej politycznej przyszłości.

Zatem młodzi, to raz; dwa – wyborcy centrowi, którzy w jakiejś paroprocentowej grupie przyłączyli się do twardego elektoratu PiS lub nie głosowali i nie wiadomo, jak się zachowają w wyborach następnych. Tu spore nadzieje na ich odciągnięcie od PiS wiążą się z samym PiS, nieprawdopodobną arogancją demonstrowaną przez rządzącą ekipę, jej niezręcznością, śmiesznością, ideologicznym zaślepieniem. W naszym jubileuszowym tygodniu przykładów było aż nadto, żywo omawianych w kuluarowych grupkach, pod ogólnym hasłem: no nie, to chyba niemożliwe! Bohaterem pierwszoplanowym był minister Szyszko (zasłyszany dowcip: Co zrobić, żeby w Polsce rosły drzewa? – Posadzić Szyszkę). Żartowano, że oto PiS znowu znalazł układ korupcyjno-lobbingowy i jak zwykle we własnych szeregach. Niesłychane oburzenie wywołują krętactwa władzy (naszych nowych „panów”) w sprawie oświęcimskiego wypadku – te nagle zepsute rejestratory, niepowołani świadkowie, utajnienie przez prokuraturę przesłuchań pani Szydło i może zwłaszcza bezczelna odzywka wiceministra Kownackiego z MON, że opozycja, pytająca o zaniedbania przy przewozach vip, ma smoleńską „krew na rękach”. No, a minister Radziwiłł, w imię zapewne ochrony życia i ograniczenia aborcji, ograniczający dostęp do tabletek ellaOne, bynajmniej nie „wczesnoporonnych”, o czym jako lekarz wiedzieć powinien? A minister Macierewicz, który z niezwykłym patosem kłamie właściwie bez przerwy (ostatnio: „wcale nie mówiłem, że NATO ma się włączyć do śledztwa smoleńskiego”)? Wielu naszych czytelników wyrażało nadzieję, że „oni muszą” się na tych kłamstwach przejechać, że 500 plus straci z czasem swą odurzającą moc i „ich wyborcy” – chociaż ta centrowa część – muszą zauważyć, że władca jest nagi i żałosny.

Ale – i to był powtarzający się wątek rozmów – opozycja już musi się zacząć ogarniać. Dużo było pretensji, że ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]