POLITYKA

środa, 18 października 2017

Polityka - nr 39 (3129) z dnia 2017-09-27; s. 12-13

Temat tygodnia

Ewa Siedlecka

Rozmowy przy łamaniu konstytucji

Po ujawnieniu przez prezydenta Andrzeja Dudę niektórych rozwiązań, jakie znajdują się w jego projektach ustaw o SN i KRS, wiemy tyle, że klincz pomiędzy nim a PiS trwa nadal.

Wiemy też jednak, że zarówno prezydent, jak i PiS zgadzają się co do tego, że trzeba upolitycznić wybór do obu tych ciał. I że uzasadniają to pilną potrzebą usprawnienia sądownictwa i uczynienia go sprawiedliwszym. „Polacy”, „obywatele”, „suweren” zawsze był dla partii Kaczyńskiego zasłoną dymną. Zarówno w propozycji PiS, jak i prezydenckiej najważniejszym celem jest wymiana kadr – tak w Sądzie Najwyższym, jak i w Krajowej Radzie Sądownictwa. I to wymiana, nad którą pełną kontrolę będą mieli politycy. Spór toczy się o to, kto będzie ten proces kontrolował: prezydent czy PiS.

Ogłoszone w poniedziałek przez prezydenta propozycje nie wróżą łatwego porozumienia między nim a rządem. Wiadomo, że PiS nie zgodzi się, by to prezydent miał władzę nad powoływaniem sędziów do KRS i by to on decydował, który sędzia po osiągnięciu obniżonego wieku emerytalnego zostanie w Sądzie Najwyższym (np. czy I Prezes Małgorzata Gersdorf będzie mogła dokończyć swoją sześcioletnią kadencję). Nie zgodzi się też na to, by nie było stuprocentowej wymiany kadr w Sądzie Najwyższym. Prezydent zaś oświadczył, że na taką jednorazową wymianę się nie zgodzi.

Andrzej Duda, ogłaszając w lipcu swoje decyzje o zawetowaniu ustaw i przedstawieniu własnych propozycji, mówił, że jego propozycje będą zgodne z konstytucją. Ale dyskusja o konstytucyjności propozycji prezydenta i PiS jest dyskusją jedynie o tym, który projekt jest mniej niekonstytucyjny. PiS chciał wyrzucić jednego dnia wszystkich sędziów SN, a ich następców miałaby powołać nowa Krajowa Rada Sądownictwa spośród kandydatów przedstawionych przez ministra-prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobrę. To niekonstytucyjne. Ale propozycja prezydenta, by wprowadzić wcześniejszy wiek stanu spoczynku i w ten sposób pozbyć się ok. 40 proc. sędziów z SN, też jest niekonstytucyjna, bo tak samo jak poprzednia przerywa sędziom kadencję. Nowe zasady można wprowadzać dla nowych sędziów.

Podobnie nie ma znaczenia, kto miałby decydować o tym, który sędzia może, po osiągnięciu wieku stanu spoczynku, dalej sprawować urząd: prezydent czy minister-prokurator generalny. Obaj są przedstawicielami władzy wykonawczej i fakt, że prezydent ma silniejszą legitymację, jako wybrany na urząd w powszechnych wyborach, niewiele zmienia. O pozostaniu sędziego na stanowisku powinna, jak dotąd, decydować KRS, złożona z przedstawicieli władzy sądowniczej, wykonawczej i ustawodawczej. W ten sposób realizuje się prawidłowo zasada trójpodziału i wzajemnej kontroli władz.

To samo z propozycją awaryjnego wyznaczania przez prezydenta – w razie nieznalezienia w Sejmie postulowanej przez niego większości 3/5 głosów – sędziów zgłoszonych do KRS. Nie ma wielkiej różnicy, czy robi to władza wykonawcza – prezydent, czy ustawodawcza – Sejm. Obie propozycje naruszają konstytucyjną równowagę władz i niezależność sądownictwa. Parlament już wybiera członków KRS: swoich pięciu przedstawicieli. Pomysł, by wybierał także przedstawicieli sędziów, jest literalnie niezgodny z konstytucją. „Przedstawiciel sędziów” to przedstawiciel sędziów. Władzy wykonawczej czy ustawodawczej nic do tego. I nie ma większego znaczenia to, czy sędziów do KRS Sejm będzie wybierał 3/5 głosów, a więc w porozumieniu z częścią opozycji. Prezydent jest tego świadom, dlatego zaproponował zmianę konstytucji.

Ale zapisanie w niej wyboru sędziów do KRS przez Sejm lub prezydenta nic nie pomoże. Jeśli wszyscy członkowie KRS będą przechodzić przez polityczne sito, nie będzie ona mogła pełnić swojej konstytucyjnej roli: stania na straży niezależności sądów i niezawisłości sędziów. Oczywiście wiemy, że zarówno PiS, jak i prezydentowi właśnie o to chodzi. Tyle że to zamiary sprzeczne z konstytucją.

Zarówno PiS, jak i prezydent przekonują, że ich propozycje mają na celu usprawnienie sądownictwa i danie ludziom kontroli nad wymiarem sprawiedliwości. Tak samo było przy „naprawie” Trybunału Konstytucyjnego. PiS przekonywał, że TK sądzi sprawy polityczne zamiast spraw „zwykłych ludzi”. W efekcie sądzi dziś – jeśli w ogóle – wyłącznie sprawy polityczne.

Usprawnić sądownictwo miała ustawa o ustroju sądów powszechnych. I właśnie obserwujemy to usprawnianie: minister-prokurator Zbigniew Ziobro zaczął od przerwania kadencji prezesa Sądu Okręgowego w Łodzi, który przez dwa lata spektakularnie poprawił sprawność pracy tego sądu. Przerwał też kadencję trzem wiceprezeskom Sądu Okręgowego w Warszawie, również uważanym za sprawne i merytoryczne. Tak też będzie wyglądała pisowska reforma Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa.

„Dla ludzi” ma być „uspołecznienie” Sądu Najwyższego. Uspołecznić ma go wprowadzenie do sądzenia ławników ludowych. Ławnicy są ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]