POLITYKA

Piątek, 26 maja 2017

Polityka - nr 4 (3095) z dnia 2017-01-25; s. 47-49

Świat

Marek Ostrowski

Samarytanin z doliny Roya

Czemu pan to robił? – pytał sędzia. – Jestem przecież Francuzem – odparł oskarżony, który pomagał imigrantom. Tą odpowiedzią zawstydził rodaków.

Gwałtowne zderzenie dewizy Republiki z paragrafami prawa. Cédric Herrou gospodaruje w dolinie rzeki Roya, na dawnym historycznym szlaku z Lazurowego Wybrzeża w głąb Francji, w pobliżu granicy z Włochami. 37-letni rolnik rozwoził po okolicy nie tylko miód z własnej pasieki, oliwę z oliwek i jaja, ale zbierał po górskich drogach uchodźców, zwłaszcza kobiety z dziećmi, tych, którzy przez zieloną granicę z Włoch usiłują się przedostać przeważnie do Wielkiej Brytanii. Mniej pilnowanymi szlakami przewoził ich do siebie lub sąsiadów. Nawet założył nielegalny obóz dla kilkudziesięciu uchodźców w opuszczonym ośrodku wakacyjnym, dawniej eksploatowanym przez kolej. Pierwszy raz, w lecie ubiegłego roku, kiedy na przewożeniu uchodźców nakryła go policja, prokurator umorzył sprawę. Teraz Herrou stanął przed sądem rejonowym w Nicei za ułatwianie nielegalnego pobytu obcokrajowcom we Francji. Przestępstwo zagrożone karą 5 lat więzienia i 30 tys. euro grzywny.

Na rozprawie Herrou niczemu nie zaprzeczał. Tak, przez kilka miesięcy przewiózł około 200 osób, uciekinierów z Erytrei i Sudanu; tak, żywił ich u siebie w dwóch przyczepach kempingowych i w namiotach; tak, zainstalował 57 uciekinierów na górskim dworcu kolejowym.

– Widziałem dzieci przestraszone, odwodnione, na poboczu drogi, w nocy w górach, to co miałem zrobić? – mówił przed sądem Herrou. Prokurator przyznał, że działania oskarżonego są „szlachetne”, ale prawa trzeba przestrzegać. Zażądał 8 miesięcy więzienia, „oczywiście w zawieszeniu” – podkreślił. Sąd rozprawę odroczył. – Dalej goszczę u siebie uchodźców. Uważam, że powinienem tak robić. Dewiza Republiki mówi o braterstwie, prawda? – tłumaczy nam Herrou czekający na wyrok, który zostanie wydany 10 lutego.

Dolina rzeki Roya, skądinąd malownicza, i inne doliny wokół niej mają tradycje pomocy uciekinierom. Podczas okupacji ukrywano tu Żydów i uciekinierów spod Vichy. Dziś nie tylko Herrou, ale wielu jego sąsiadów udziela schronienia biedakom. Jeden z mieszkańców podał, że inna wioska, licząca 300 mieszkańców, udziela schronienia 30 uchodźcom. Wspólnota obywatelska doliny Roya prowadzi stronę internetową wzywającą do składek pieniężnych i konkretnej pomocy. Możecie czasem przetransportować uchodźców? Kliknijcie tutaj. Możecie czasowo ich przechować? Kliknijcie na ten znaczek. 4 tys. czytelników lokalnej gazety „Nice-Matin” wybrało Herrou na człowieka roku Lazurowego Wybrzeża – ku publicznemu niezadowoleniu lokalnych władz.

Przewodniczący regionu PACA (Prowansja-Alpy-Lazurowe Wybrzeże) potępił działania „stowarzyszeń nieodpowiedzialnych aktywistów”, lokalny poseł republikanów mówił o rzucaniu wyzwania władzom, o „fałszywej szczodrości” i „próbie narzucania polityki sprzecznej z interesami Francuzów”, a nawet zniewadze policjantów, żandarmów i celników, którzy pilnują granicy. W październiku ub.r. rada departamentalna – w której większość mają republikanie – uchwaliła sprzeciw wobec przyjmowania uchodźców. Nad doliną unosi się więc duch obywatelskiego nieposłuszeństwa.

W początkach stycznia przed sądem stanął oceanograf z Uniwersytetu w Nicei Pierre-Alain Mannoni, złapany na przewożeniu kilkorga Erytrejczyków, którym chciał udzielić schronienia. Prokurator żądał 6 miesięcy w zawieszeniu, ale sąd nie wymierzył żadnej kary. Sam jego proces zmobilizował kadrę naukową uniwersytetu do wystosowania uroczystego listu do prezydenta Republiki w obronie kolegi, a przy okazji w obronie licznych obywateli, którzy świadczą pomoc uchodźcom w tym granicznym regionie. Naukowcy nie stronili od wielkich słów. Ściganie gestów humanitarnych depcze fundamentalne wartości Republiki, prawo azylu i prawa człowieka w ogólności – pisali. Zwracali też uwagę, że przepisy o karaniu za pomoc nielegalnym przybyszom miały uderzać w siatki przemytnicze, a nie w obywateli, którzy dobrowolnie i bezinteresownie pomagają potrzebującym.

Przestępstwo solidarności

Istotnie, władze mają kłopot z tymi przepisami. Jeszcze w 1995 r., kiedy mnożyły się procesy Francuzów pomagających sans-papiers, przybyszom bez dokumentów, czyli nielegalnym, nazwano takie postępowanie „przestępstwem solidarności”. Po zwycięstwie wyborczym Hollande’a w 2012 r. Manuel Valls, ówczesny minister spraw wewnętrznych, obiecał zniesienie przestępstwa solidarności, ale ostatecznie skończyło się na rozszerzeniu grona osób niepodlegających karze: w zasadzie nie powinno się ścigać nikogo, kto działa bezinteresownie, a pilnie potrzebna pomoc polega na dostarczeniu żywności, mieszkania czy leków.

Tymczasem nie tylko policja nęka kontrolami, ale kilka osób zostało ukaranych grzywną bądź aresztem w zawieszeniu. Dlaczego więc Herrou czy wspomniany wykładowca w ogóle są ścigani? Bo państwo dąży do uszczelnienia granic i nasilenia kontroli – a ci romantycy to utrudniają nie tylko na poziomie praktycznym, ale przede wszystkim ideologicznym, powołując się w dodatku na świętości republikańskie – braterskie i ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]