POLITYKA

Piątek, 26 maja 2017

Polityka - nr 42 (2727) z dnia 2009-10-17; s. 102-103

Świat

Daniel Passent

Samba z grubym portfelem

Pan Bóg jest Brazylijczykiem – powiedział prezydent Lula da Silva na wieść, że igrzyska olimpijskie w 2016 r. odbędą się w Rio de Janeiro. Ale i bez boskiej pomocy ten kraj ma się czym chwalić.

Inni przywieźli (do Kopenhagi, na posiedzenie MKOl – red.) propozycje. My przywieźliśmy serce, duszę, pasję, brazylijską tożsamość. Przestaliśmy być krajem drugorzędnym – staliśmy się krajem pierwszorzędnym” – mówił prezydent, mając poczucie, że Brazylia jest już mocarstwem. Decyzję MKOl uznano za zwycięstwo całej Ameryki Łacińskiej, gdyż będą to pierwsze igrzyska na zapomnianym kontynencie. „Yes, we can!” – mówią teraz Brazylijczycy. Stary dowcip, że Brazylia jest krajem przyszłości i takim zawsze będzie, przestał być aktualny.

Kandydatura Rio zgłoszona była po raz czwarty od 1930 r. Satysfakcja Brazylii jest tym większa, że w pokonanym polu zostały Chicago i Madryt – miasta symbolizujące dwa kraje, które tradycyjnie dominują w Ameryce Łacińskiej. Porażka Chicago była tym bardziej dotkliwa, że w Kopenhadze, gdzie obradował MKOl, pojawili się Barack i Michelle Obama, agitując za Chicago.

Zwycięstwo Brazylii ma znaczenie praktyczne (bodziec dla turystyki, inwestycji, promocji kraju) oraz symboliczne, ponieważ jest jak gdyby drugim wyzwoleniem kontynentu spod obcej dominacji. Atuty Brazylii są imponujące. Stabilizacja polityczna od czasu upadku popieranego przez USA reżimu wojskowego (1964–1985). Ciągłość i konsekwencja w polityce wewnętrznej oraz zagranicznej co najmniej od 20 lat. Początek dał liberalny prezydent Itamar Franco, który powstrzymał inflację (6 tys. proc. w 1993 r.!), wprowadził słynny Plan Real (od nazwy miejscowej waluty). Kontynuował prezydent Fernando Henrique Cardoso – socjaldemokrata wolnorynkowy, który przeprowadził prywatyzację, otworzył kraj dla inwestorów zagranicznych, ograniczył sektor publiczny, zamroził płace w administracji publicznej.

Jego następcą (od 2003 r.) jest legendarny już prezydent Lula da Silva, który pozostając siódmy rok u władzy, cieszy się 80-proc. poparciem społeczeństwa. Urodzony w wielodzietnej, biednej rodzinie, zaczynał od pucybuta, potem był radykalnym działaczem związku metalowców, czterokrotnie startował w wyborach prezydenckich. Dochodził do władzy, kiedy na kontynencie narastało rozczarowanie do reform wolnorynkowych i neoliberalizmu.

Lula nie uległ pokusie populizmu, nie cofnął prowadzonych w Brazylii reform, podtrzymał zaufanie MFW i Banku Światowego. Real ustabilizował się, a do Brazylii napłynęły inwestycje zagraniczne. Rząd skupił się na rozwiązywaniu problemów społecznych. Służył temu m.in. Portfel Rodzinny – zapomoga dla każdej rodziny pod warunkiem wysyłania dzieci do szkoły i program Zero Nędzy (według różnych szacunków, odsetek mieszkańców żyjących w absolutnej nędzy zmalał od 2002 r. z około 40 do ponad 20 proc.).

Brazylia należy do państw, które najlepiej poradziły sobie z kryzysem. Co prawda tegoroczny wzrost PKB ma wynieść około 1 proc., ale prognozy na rok przyszły są optymistyczne. Przyczyn sukcesu jest wiele: ogromny rynek wewnętrzny, niski udział handlu zagranicznego (eksport stanowi zaledwie 13 proc. PKB), a więc i małe uzależnienie od koniunktury międzynarodowej, a także trafna polityka rządu (zmniejszenie podatków, m.in. od samochodów i artykułów trwałej konsumpcji, subsydiowanie niektórych dziedzin dla pobudzenia wzrostu), wspieranie kredytów, pobudzanie konsumpcji poprzez program budownictwa mieszkaniowego. „Brazylia jest jednym z ostatnich państw, które weszły w recesję (2008 r.) i jednym z pierwszych, które z niej wychodzą”, mówi minister finansów Guido Mantego. Dwa pierwsze kwartały 2009 r. Brazylia zakończyła na plusie.

Głównym autorem sukcesu jest prezydent Lula, którego kadencja kończy się w 2010 r. i już dziś jest wymieniany jako jeden z kandydatów na prezesa Banku Światowego. Miałby także duże szanse na stanowisko sekretarza generalnego ONZ. Od początku swojego urzędowania Lula starał się zwiększyć międzynarodową pozycję swojego kraju. „Prowadzi politykę zagraniczną na sterydach” – mówi Donna Hrinak, była ambasador USA w krajach latynoskich. W czasie pierwszej kadencji prezydent odwiedził 45 państw. Brazylia otworzyła 35 nowych ambasad, przede wszystkim w krajach rozwijających się. Można sobie na to pozwolić, kiedy rezerwy finansowe kraju znacznie przekraczają 200 mld dol.

Dynamiczna gospodarka, mądra polityka, charyzma i urok osobisty prezydenta – wszystko to spowodowało, że Brazylia nie ma dziś poważniejszych wrogów. Ma za to dodatni bilans handlowy ze wszystkimi państwami regionu. Prezydent Lula umiejętnie kojarzy wzrost gospodarczy z likwidacją nędzy i zmniejszaniem nierówności społecznych, które pozostają największe na kontynencie.

„To mój człowiek. Przepadam za tym facetem” – mówi o nim prezydent Obama. Komplementami obsypują go możni tego świata – Sarkozy, Brown, Putin, Hu Jintao. Królowa Elżbieta pozowała nawet z nim do fotografii. Dawny przywódca związkowy wdarł się na światowe salony nie po to, żeby brylować, ale żeby przeprowadzić swoja agendę.

Politykę zagraniczną Brazylii można określić jako centrolewicową: dobre stosunki z USA, ale także z Kubą i z Wenezuelą. Lula kładzie nacisk na świat wielobiegunowy, w tym na kraje rozwijające się – Chiny, Indie, Rosję. („Dzisiaj nikt nie jest właścicielem jedynej prawdy” – powiedział po niedawnym spotkaniu grupy G20, któ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dilma walczy

Kto wygra wybory prezydenckie i otworzy w Rio jubileuszowe, 50 igrzyska olimpijskie? W centrum uwagi znajduje się namaszczona przez prezydenta Lulę szefowa jego gabinetu Dilma Rousseff, kobieta o fascynującym życiorysie. Urodziła się w 1947 r. w Belo Horizonte. Jej ojcem jest bułgarski komunista, inżynier i poeta (Petar Russev), który w obawie przed prześladowaniami w 1929 r. zbiegł do Francji, a po wojnie przeniósł się do Brazylii i ożenił z miejscową nauczycielką. W szkole – kiedy do władzy doszła junta wojskowa obalając lewicowego prezydenta João Goularta – zaraziła się lewicą. Związała się z partyzantką, Rewolucyjną Awangardą Zbrojną. Aresztowana w 1970 r., pod zarzutem napadu na bank, została skazana i spędziła 3 lata w więzieniu. (W 2006 r. została przez sąd zrehabilitowana i otrzymała odszkodowanie). Ukończyła studia ekonomiczne. Należała do Partii Pracy obalonego Goularta, a z czasem przeszła do Partii Pracujących, z której wywodzi się Lula. Była ministrem energetyki w rządzie stanowym, a od 2003 r. w rządzie federalnym. Od 2005 r. jest szefem sztabu prezydenta Luli, a także przewodniczącą rady nadzorczej koncernu naftowego Petrobras. Obecnie chodzi w peruce i nie rezygnuje z kampanii wyborczej. Jej głównymi rywalami są: Jose Serra, gubernator stanu São Paulo, socjaldemokrata; Marina Silva, była minister środowiska, dziś z partii Zielonych, a dawniej działaczka komunistyczna; Heloisa Helena, była senator z Partii Socjalizmu i Wolności; Giro Gomez, były minister w rządzie Luli, z Partii Socjalistycznej.