POLITYKA

Piątek, 20 października 2017

Polityka - nr 32 (3122) z dnia 2017-08-09; s. 16-17

Temat tygodnia

Ewa Siedlecka

Sędziowie ulegli?

Dwa tygodnie po spektakularnych protestach obywateli w obronie niezależności sądów i niezawisłości sędziów Sąd Najwyższy wydał rozstrzygnięcie, które wygląda jak kapitulacja przed PiS.

Wkrótce potem z Naczelnego Sądu Administracyjnego wyszła informacja sugerująca, że uznaje on dublerów w Trybunale Konstytucyjnym za prawomocnych sędziów. Od takiej interpretacji odcięło się jednak w piątek Kolegium Sędziów NSA.

Nie warto było bronić sądów? Niezależnie, jak oceniamy te dwa fakty, prawda jest taka, że bronimy sądów dla siebie, a nie dla sędziów. Bo sądy, obok wolności zgromadzeń (której możemy dochodzić jedynie przed sądami), to jedyna tarcza obywateli przed samowolą władzy. I jeśli to władza obsadzać będzie sędziów – sądy będą pasem transmisyjnym władzy, a nie obywatelską tarczą.

Po drugie: rozstrzygnięcie trzech sędziów SN czy pismo rzeczniczki prasowej NSA nie są stanowiskiem „sądownictwa”. Sędziowie, jak nauczyciele, hydraulicy, lekarze czy dziennikarze, są różni. Mają różne poglądy prawne i różne motywacje. Warunek jest jeden: muszą się one mieścić w granicach prawa. A te się mieściły.

Ale czy mieszczenie się w granicach prawa wystarczy? Czy chodzi o to, by się „zmieścić”, czy o to, by rozstrzygnąć sprawiedliwie i mądrze? O to, by bronić państwa prawa i konstytucji, czy o to, by jakoś uładzić niewygodną sytuację? Czy godność urzędu sędziego łączy się nierozerwalnie z odpowiedzialnością za sprawiedliwość i dobro wspólne, czy jest wyłącznie literalnym stosowaniem przepisów, bez odczytywania ich ducha?

Przypomnijmy: troje sędziów Sądu Najwyższego – przewodniczący Andrzej Stępka, sprawozdawca Piotr Mirek i Małgorzata Gierszon – zdecydowało, na wniosek prokuratora generalnego, zawiesić rozpatrywanie kasacji w sprawie Mariusza Kamińskiego i innych skazanych funkcjonariuszy CBA, ułaskawionych potem przez prezydenta Andrzeja Dudę. Natomiast rzeczniczka NSA na pytanie „Dziennika Gazety Prawnej” odpowiedziała w sposób, z którego wynika, że orzekający w NSA prof. Roman Hauser nie został skutecznie wybrany przez poprzedni Sejm do Trybunału Konstytucyjnego, bo Sejm obecnej kadencji unieważnił ten wybór.

Od ataku PiS na Trybunał Konstytucyjny traktujemy i komentujemy decyzje sądów w sprawach wrażliwych dla partii rządzącej jak bitwy. Ugięli się, czy postawili władzy? Jednak sędziowie nie orzekają, myśląc w tych kategoriach. Stosują prawo. A społeczne oczekiwanie, by orzec tak czy inaczej, traktują jako taki sam zamach na ich niezawisłość jak sugestie, groźby lub inne naciski pochodzące od władzy.

Czym jest decyzja trojga sędziów SN o zawieszeniu rozpatrywania sprawy Kamińskiego? Dezercją? Efektem zastraszenia? Wypełnieniem nieformalnej umowy pomiędzy sędziami SN a Kancelarią Prezydenta: ty zawetujesz ustawę o SN, a my nie dopuścimy do osądzenia Kamińskiego? Niezawisłą oceną prawną sytuacji? A może sędziowie nie mieli innego wyjścia, skoro art. 86 ust. 1 ustawy o trybie działania TK mówi: „Wszczęcie postępowania przed Trybunałem powoduje zawieszenie postępowań przed organami, które prowadzą spór kompetencyjny”.

Najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem wydaje się oportunizm sędziowski: jeśli da się, wykorzystując obowiązujące przepisy, sprawę umorzyć, zawiesić czy w ogóle się jej pozbyć – to tak właśnie się robi. To popularne wśród sędziów uciekanie od odpowiedzialności. Innym zjawiskiem jest formalizm: sędziowie uznają się za „usta ustawy”. Stosują przepis literalnie, tak jak brzmi, nie troszcząc się, czy na skutek takiego rozumienia rozstrzygnięcie nie naruszy konstytucji. Kiedy zastosuje się przepis literalnie, jest większa szansa, że instancja odwoławcza rozstrzygnięcia nie zakwestionuje. W ogóle łatwiej wytłumaczyć się, powołując na brzmienie przepisu niż na swoją – nawet prokonstytucyjną – interpretację.

Rozstrzygnięcie trójki sędziów SN prawniczo się broni. Ale powoduje sytuację niekonstytucyjną: o prawie do sądu Kamińskiego i osób przez niego pokrzywdzonych nie zdecyduje niezawisły sąd, tylko Trybunał Konstytucyjny posłuszny władzy (w niezależność tego Trybunału nie wierzy nawet prezydent, bo zamiast posłać tam ustawy „sądowe”, po prostu je zawetował). Swoim rozstrzygnięciem trójka sędziów SN umożliwiła władzy PiS manipulowanie wymiarem sprawiedliwości. Czyż sędziowie nie powinni używać prawa tak, by takim sytuacjom zapobiegać?

A w tej sprawie się dało. Po pierwsze, mogli się powołać na uzasadnienie uchwały siedmiu sędziów SN z maja, którzy – odpowiadając na pytanie, czy prezydent mógł ułaskawić osobę nieprawomocnie skazaną – uznali, że nadużył prawa łaski, naruszając konstytucyjną zasadę domniemania niewinności i prawo do sądu. W uzasadnieniu tej uchwały siedmiu sędziów ustosunkowało się też do zarzutu, że przyjmując sprawę tej kasacji, Sąd Najwyższy uzurpuje sobie prezydenckie prawo łaski. Stwierdzili, że SN nie aspiruje do stosowania prawa łaski, a jedynie dookreśla konstytucyjne granice jego wykonywania przez prezydenta. Takie stanowisko – że nie ma sporu kompetencyjnego – przesłał...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]