POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 5 (2741) z dnia 2010-01-30; s. 78-80

Ludzie i obyczaje

Barbara Pietkiewicz

Seks to za MAO

Swingersi lubią bawić się w seks jak w zakupy, twierdzi seksuolog prof. Zbigniew Izdebski. Ależ skąd, mówią swingersi, SW to nie tylko wspólnota ciał. Dusz także. To subtelność i szał w jednym.

Doprosić się o rozmowę ze swingersem jest ciężko. Nie zależy nam na rozgłosie – i odkładają słuchawkę. Wreszcie kontakt: Ela, 32 lata. Mieszka z mężem w małej miejscowości blisko Warszawy. Pedagodzy. Pobrali się z wielkiej miłości i ponieważ uwielbiają seks. Kto go nie lubi, mówi Ela, nie zatraci się. Bo w swingersowaniu nie chodzi o to, żeby sobie podupczyć, od tego są agencje towarzyskie. Chodzi właśnie o zatracenie się.

Po pewnym filmie porno i lekturze swingersowego forum postanowili spróbować. Przy pierwszym razie Ela nie zatraciła się ani na centymetr bardziej niż przy seksie z własnym mężem, który im zszarzał. Poszło właśnie o centymetry. Singiel sprowadzony z Internetu miał ich za dużo, a ona lubi wyposażenia umiarkowane. Poza tym był potwornie skrępowany, nie wychodziło mu z erekcją i szybko chciał się ewakuować mimo próśb męża, żeby nie ustawać w zabawie.

Po tym doświadczeniu, tak mało udanym, seks Eli z mężem powrócił, jeśli chodzi o intensywność, do stanu z początków małżeństwa, co jednak nie trwało długo. Od tej pory w anonsach na forum zawsze zaznaczają preferencje.

Po serii singli spróbowali czwórki, bo mąż w trójkątach nadal wolał być widzem niż aktorem. A Ela czuła się jednak psychicznie niekomfortowo i zażądała od męża pełnego uczestnictwa, właśnie w czwórce. I to było to, pełny odlot, do zatraty tchu.

Normalni i kulturalni

A kac? Jaki kac, żaden kac. Jeśli się przykłada do seksu jakieś wyobrażenia moralne, to jest kac. Są normalną rodziną z pewnym hobby. Owszem, wierzący, a co jedno z drugim ma wspólnego?

Na razie nie myślą o dzieciach. Myślą natomiast o stałej parze, choć jak dotąd nie trafili na taką, niestety. Dwa, trzy spotkania i rozsypka. A tak marzą, żeby na pół roku, na rok, aż do wypalenia, przyjaźń może przecież trwać i potem.

Wiele par w internetowych anonsach zaznacza, że chodzi o przyjaźń z takimi jak oni sami. Normalnymi i kulturalnymi. Napakowane karki w złotych łańcuchach wykluczone – precyzuje jedna para na forum. Higienicznych i domytych oczekuje się ponadto, choć to rozumie się samo przez się wśród ludzi z klasy średniej i wolnych zawodów, bo swingersami są przeważnie tacy. Swingers to subtelność i szał w jednym. To rafinada. Nie żadna orgia chamska. Przyjaźń i szał.

Wygląda na to, że mają jej poza łóżkiem jakby za mało. W książce „Od nałogu do miłości” Patrick Carnes, który badał ludzi z ponadprzeciętnymi potrzebami seksualnymi, a także uzależnionych od seksu, podaje, że połowa jego respondentów dostrzegła w sobie niezdolność do utrzymywania bliskich przyjaźni.

To ludzie, twierdzi Carnes, którzy z trudem albo wcale nie potrafią osiągnąć bliskości, szukają więc niekonwencjonalnego seksu. Mylą seks z bliskością. Seks to tylko zabawa, piszą internauci, i aż zabawa, nie potrzeba tu dorabiać ideologii. Wszakże nie taka jak w śnieżki albo w cymbergaja, bo oni chcą też zabawy dusz. Chcą lubić partnerów, zbliżyć się. Spodobaliśmy się sobie, piszą na forum. W łóżku jest nam fantastycznie, a poza łóżkiem bardzo miło spędzamy czas. I o to chodzi.

Para z parą

Do takich zabaw najlepsze są mieszkania lub domy kogoś z uczestników – miło, kameralnie i ten wstępny grill w ogrodzie. Spotykają się dwie pary, czasem więcej, z reguły poznane w Internecie. Pary z najbliższego otoczenia mogłyby coś gdzieś palnąć niepotrzebnie, a zasadą główną jest dyskrecja. Wiadomość o tajnych schadzkach, jeśliby wyszła poza seksteren, mogłaby zrujnować życie uczestników. Kiedy fotograf lokalnej prasy w miasteczku pod Warszawą sfotografował uczestników swingersparty, gdy wchodzili do klubu, jego właściciele wykupili cały nakład. Para z małego miasteczka na Mazurach, po odkryciu przez tubylców ich hobby, przeniosła się do Warszawy, bo tam już by życia nie mieli: zboczeńcy.

Dyskusje w Internecie pokazują jednak, że jeśli wieloseks gejów mógłby być przez publiczność uznany za zboczenie, to w wykonaniu par hetero bardziej jest widziany jako niepojęte lub obrzydliwe dziwactwo niż moralne dno. Zaczyna się w opinii przebijać autonomia zachowań: jeśli im z tym dobrze i potrafią utrzymać praktyki w tajemnicy, nie siejąc zgorszenia, ich biznes.

Wiele par, właśnie by zachować tajemnicę, lub tych, które nie dysponują odpowiednim własnym lokum, woli się spotykać w klubach swingersowych, z dala od swego miejsca zamieszkania. Umawiają się tam już z poznanymi parami albo nawią...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]