POLITYKA

Czwartek, 17 maja 2012

Polityka - nr 46 (2629) z dnia 2007-11-17; s. 132-137

Na własne oczy

Agnieszka Wójcińska

Siedem cnót winiarza

Typowa polska winnica ma kilkanaście arów, jest położona w południowej lub południowo-zachodniej części kraju i prowadzona przez hobbystę. Ale są też winnice liczące po kilkanaście hektarów, a najdalej wysunięta na północ leży na polskim biegunie zimna.

Cnota pierwsza: wytrwałość

Stary dom jest obrośnięty dzikim winem, za nim stoi budynek gospodarczy, dalej drewniana stodoła i osiem foliowych tuneli. Teren gospodarstwa przylega do Odry. To bardzo korzystne, w ciągu dnia woda zbiera ciepło, które potem oddaje. Winnica Kinga – położona w Starej Wsi, w woj. lubuskim – powstała 22 lata temu. Jest jedną z najstarszych w kraju. Jej założyciele państwo Kowalewscy są już na emeryturze, upraw dogląda głównie ich córka Kinga, od której pochodzi nazwa winnicy, oraz zięć Robert.

– Nie mamy jeszcze potomstwa – uśmiecha się Kinga Kowalewska-Koziarska – ale te kilka tysięcy krzewów winnych to nasze dzieci, nie mniej absorbujące niż rodzone. To wymagająca roślina, nie pozwala, by traktować ją po macoszemu, bo od razu pokazuje pazurki.

Pierwsze krzaki winorośli, jakie posadzili rodzice Kingi, należały do deserowej, przeznaczonej do jedzenia, odmiany Skarb Panonii, na którą był wtedy w Polsce popyt. O robieniu wina nie było mowy. Zresztą przepisy w PRL pozwalały na wytwarzanie wyłącznie 50 l rocznie na własne potrzeby. Tym zapewne należy tłumaczyć upadek tradycji winiarskiej w Polsce. Winorośl bowiem uprawiano tu od bardzo dawna, w XVI i XVII w. winnice zajmowały kilka tysięcy hektarów. Po II wojnie światowej ich liczba gwałtownie spadła, nie rekompensowały tego resztki tradycji winiarskiej na Ziemiach Odzyskanych, np. w okolicach Zielonej Góry i w Lubuskiem.

Kowalewscy od jednego foliowego tunelu doszli do ośmiu. Uprawa rozwijała się aż do 1997 r., kiedy przyszła wielka powódź. – Utopiło się wszystko – opowiada Wojciech Kowalewski. – Został jeden krzak, który rośnie do dziś. Potraktowaliśmy to symbolicznie jako wskazówkę, by dalej uprawiać winogrona. Mieliśmy już pewne doświadczenie i świadomość, że po wejściu do Unii to może być dobry pomysł na życie.

W marcu 1998 r. pan Wojciech wyruszył do Kiszyniowa do Mołdawii po sadzonki. Przywiózł dwa tysiące sztuk siedmiu odmian. Potem okazało się, że były całkiem pomieszane i trzeba je było identyfikować po liściach i owocach. Teraz Kowalewscy mają półtora hektara upraw, około ośmiu tysięcy krzaków, pod folią i na powietrzu.

Cnota druga: skrupulatność

Maciej Sierpiński podjeżdża samochodem pod winnicę w obrębie gospodarstwa teściów w Piławie Górnej niedaleko Wrocławia. Na lekko pochylonym stoku na obszarze 12 arów rośnie ponad pięćset krzaków siedmiu odmian. Wspierają się na stalowych linkach rozciągniętych między betonowymi słupkami. Mogłoby z nich powstać ok. 1 tys. litrów wina.

Z bagażnika wyciąga małą skrzynkę z narzędziami i laptop. Z drzewa zdejmuje elektroniczny czujnik, tzw. iButton, który co godzinę mierzy temperaturę, i podłącza do komputera. Trzeba obliczyć SAT, sumę aktywnych temperatur, czyli średnich temperatur powyżej 10°C. Im wyższy SAT dla danego roku, tym szybciej dojrzewają winogrona. Wielkość SAT dla danego regionu to ważna wskazówka, jakie odmiany wybrać.

Potem wyjmuje refraktometr, stalowy przyrząd przypominający nieco małą latarkę. Na szybkę na jednym końcu wyciska kilka kropli soku z winogron i patrzy w wizjer pod światło, odczytując procentową zawartość cukru w owocach. Dla różnych odmian odpowiednia jest różna wartość.Cukier i kwasowość to dwa podstawowe czynniki, które decydują o jakości wina. Oszacowanie drugiego parametru jest trudniejsze, ale dla Macieja, doktora chemii, to łatwa sprawa. Do szklanki zbiera 20 jagód (tak fachowo mówi się o owocach winogron) i widelcem wyciska sok, który zlewa do probówki. Dodaje roztwór wodorotlenku sodu i sprawdza, kiedy mieszanka zmieni kolor na brunatny.

Jeśli kwasowość jest zbyt wysoka, wino jest niesmaczne, nawet jeśli owoce wydają się słodkie – wyjaśnia. – W odmianie, którą teraz badam, powinna wynieść 7 g/l, a ma 10, czyli owoce muszą jeszcze powisieć na krzaku.

Maciej mieszka we Wrocławiu. Pracuje jako dyrektor do spraw eksportu w dużej firmie. Winnica to jego hobby, bywa w niej raz na tydzień. Żałuje, że tak rzadko, bo sprawia mu wiele radości i pomaga się odprężyć.

Cnota trzecia: pracowitość

Winnica Villa Nova, należąca do Jerzego Siemaszki, leży w Nowej Wsi, 10 km od Suwałk. – Jako archeolog wiem, że winorośl rosła w bardzo różnych regionach. Dlatego zawsze wierzyłem, że da się ją uprawiać wszędzie – mówi Siemaszko. Krzaki winne posadził na 11 arach w 2000 r. W Villi Novej rośnie m.in. Rondo, dające gatunkowe czerwone wino, i mrozoodporna, wcześnie dojrzewająca Kazańska Słodka, z której wychodzi niezłe czerwone wino stołowe. W zeszłym roku wino, które zrobił z Ronda, zostało docenione na Konwencie Winiarzy Polskich w&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]