POLITYKA

Sobota, 19 sierpnia 2017

Polityka - nr 3 (3094) z dnia 2017-01-18; s. 32-34

Społeczeństwo

Juliusz Ćwieluch

Sklep z zabawkami

Nasz reporter badał w sex shopie nowe obyczaje seksualne rodaków.

Pani Aneta profesjonalnie wodzi klientów między półkami. Wodzi dosłownie i w przenośni, bo jak tylko ktoś sięga po wibrator, to sprzedawczyni od razu proponuje mu baterie. Namawia na żelik. Jak widzi, że klient rokuje, to ciągnie na dział przebieranki. Wiadomo, każdy chce mieć kociaka w łóżku, a tak się szczęśliwie składa, że pani Aneta ma właśnie taki strój na półce. Jest i zakonnica (kompletnie się nie sprzedaje, ale o tym klientowi się nie mówi), i pokojówka (lider sprzedaży, o czym można wspomnieć). Jeśli klient ma partnera mężczyznę, to można kupić dla niego lateksową kominiarkę z wycięciem na oczy i usta. Na rower się to raczej nie nadaje, za to w sypialni podobno można w tym wytrzymać nawet dłuższą chwilę. Do tego męskie stringi, zwane w branży hamakiem.

Złota rybka

Pionierskie sex shopy zakładane na początku lat 90. w większości upadły. Branża wchodzi właśnie w drugą fazę kapitalizmu. Kilka lat temu zaczęły powstawać pierwsze sieci i wchodzić firmy zagraniczne, te ostatnie bez większych sukcesów. Sieci zostały dwie.

Od niedawna nastąpił również silny podział na sklepy dla klientów z wyższej półki i całą resztę. Pani Aneta obstawia ten drugi segment. O tym zdecydowała geografia, bo miasto, choć duże i z ambicjami, ma silne piętno robotnicze.

Ogólnie – praca jak to w handlu. Jak klient idzie do warzywniaka po samą marchewkę, to dobry sprzedawca też go nie wypuści bez pietruszki i selera. I tak widzi rzecz pani Aneta. No, może nie do końca to warzywniak, bo tam widać, co ludzie wkładają do garnka, ale nie widać łóżka. Przemyślenia pani Anety na temat tego ostatniego po dziewięciu latach w branży wcale nie są różowe.

A więc: widać, że ludzie są pogubieni. Myli im się własne łóżko z filmowym. I to z filmów nie z jednym X, ale od razu trzema. I jakby na potwierdzenie jej słów do sklepu wchodzą Ona i On. Na oko może z 25 lat. Utrzymani w estetyce bazaru i przedmieścia. I niby tak się rozglądają bez celu, ale w sumie to zmierzają prosto do półki z kajdankami. Zadają zwyczajne pytania – trochę jak z warzywniaka. Czy towar można przymierzyć – Ona. Albo czym się różnią te tańsze od tych droższych – On (choć po butach już widać, że dla niego różnią się zasadniczo). Ostatecznie decydują się na najtańsze. I tylko jest dylemat, czy z czerwonym czy może fioletowym puszkiem. Większość bierze z czerwonym, to i oni. „Jeszcze jakiś żelik” – pani Aneta proponuje głównie z przyzwyczajenia, bo widać, że klient z cienkim portfelem. Nawet opasek na oczy już im nie pokazuje, bo po co?

Skaranie boskie z tymi opaskami. Szał był na nie po filmie „Pięćdziesiąt twarzy Greya”. Krótko po premierze sadomaso wróciło do sex shopów w wielkim stylu. Branża pchała taki towar do sklepów, ile się dało. Pejczyk, szpicruta jak do jazdy konnej, ale ładniej wykończona i z obowiązkowym napisem „Grey”. Pół roku był szał, a później klient się znudził. Teraz towar się kurzy. Jak tylko flauta z klientelą się zaczyna, pani Aneta zaraz bierze ściereczkę i pucuje zabaweczki, bo co jak co, ale w tej branży towar nie może być brudny.

Zmieniło się też wokół sklepu. Pani Aneta musi uczciwie przyznać, że społeczeństwo jest bardziej tolerancyjne i na przykład już dawno nie miała wysprejowanej witryny. Wcześniej wypisywali różne świństwa, ciężko to schodziło. Ale od kilku lat jak ręką odjął. Babć pokościelnych też już prawie nie ma. Parę lat temu nie było miesiąca, żeby jakaś wycieczka nie przyszła. Jedne modliły się za duszę sprzedawczyni, inne pluły na podłogę. Za to teraz niedziela to właściwie stracony dzień. Przed mszą pusto, po mszy niewielki ruch, później już można spokojnie zamykać. I to wszystko należy zapisać po stronie zmian pozytywnych.

Jednak w kwestii telefonów brak pozytywów. Dzwoni. Po oddechu słychać, że tam jest. Cisza. Przynajmniej lubieżnie nie sapie, ale nawet bez tego bardzo panią Anetę denerwuje takie zachowanie. No i odrywa od pracy. Pięć razy potrafi się to powtórzyć. Dopiero jak już się porządnie napije, to wreszcie zbiera mu się na odwagę. Konkretnie na pytanie, bo on już z żoną jest 30 lat i w związku z tym chciałby kupić takie coś, żeby żona po tym oszalała w łóżku. Tak jak szaleją dziewczyny w filmach. I ogólnie to on jest nieszczęśliwy czł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]