POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 23 (3113) z dnia 2017-06-07; s. 28-30

Społeczeństwo

Ewa Wilk

Słowa, które bolą

Rozmowa z prof. Iwoną Jakubowską-Branicką o pozornej wolności słowa, o druzgocącej sile nienawistnego języka

Ewa Wilk: – Obelgi, inwektywy, epitety. Język polityki i internetowych forów jest nimi przesiąknięty. Jakby ludzie przestawali używać ludzkiej mowy, posługują się już tylko mową nienawiści. Dlaczego ten rynsztok spowszedniał, dlaczego zapanował jakiś powszechny fatalizm, że z tym nie da się już nic zrobić?
Iwona Jakubowska-Branicka: – Mowa nienawiści nie jest pojęciem jednoznacznym, jasno zdefiniowanym. I to pomimo że od wielu lat termin ten stał się nieodłącznym elementem dyskursu publicznego. Przedstawiciele różnych frakcji politycznych używają go głównie dla określenia wypowiedzi oponentów. Epitety takie jak idiota czy zdrajca, rzucane przy najróżniejszych okazjach, bywają określane tym właśnie mianem.

W Wikipedii znajdziemy taką definicję: „Mowa nienawiści (hate speech) – używanie języka w celu znieważenia, pomówienia lub rozbudzenia nienawiści wobec osoby czy grupy osób lub innego wskazanego przez mówcę podmiotu. Jest ona narzędziem rozpowszechniania uprzedzeń i dyskryminacji ze względu na rozmaite cechy, jak: rasa, pochodzenie etniczne, narodowość, płeć, tożsamość płciowa, orientacja psychoseksualna, wiek, światopogląd religijny”.

A kiedy ktoś mówi np. o genie zdrady lub ukrytej opcji niemieckiej, a więc ów dyskryminowany podmiot jest dość niekonkretny, to mieści się to w definicji mowy nienawiści?
Można wyróżnić cztery poziomy zjawiska określanego terminem mowa nienawiści. Pierwszy to tak zwany hejt, o którym mowa najczęściej w kontekście internetu. Polega na określaniu podmiotów, na które skierowany jest atak, przy pomocy słów niecenzuralnych, przekleństw wyzwisk. Mówiąc kolokwialnie, to po prostu bluzg.

Po drugie, mową nienawiści jest obraźliwe zwracanie się do kogoś przy pomocy słów definiujących przynależność do grupy mniej lub bardziej dyskryminowanej społecznie, np. „ty pedale”, „ty Żydzie” itp. Nie ulega wątpliwości, że taka definicja jest nie tylko dezawuująca, ale jest również przygotowaniem do kategoryzacji świata wedle kryterium wybranego przez nadawcę komunikatu.

Trzeci poziom to opisana przez Timothy’ego G. Asha i Susan Benesch niebezpieczna mowa (dangerous speech), czyli nawoływanie do przemocy, do zbrodni. W polskiej rzeczywistości do tej kategorii można zaliczyć np. hasła wykrzykiwane w marszach ONR: „Śmierć wrogom ojczyzny”, „Znajdzie się kij na lewacki ryj”, „Raz sierpem, raz młotem czerwoną hołotę”.

Jest wreszcie czwarty poziom. Wydaje się, że źródłem największego niebezpieczeństwa są – jak je nazywam – narracje nienawiści, to znaczy propagowanie określonego obrazu świata. Taki typ opowieści o świecie był upowszechniany w propagandzie państw totalitarnych, faszystowskich Niemiec, stalinowskiego Związku Radzieckiego. Niestety, jest również obecny w debacie współczesnej.

W niej każdy, kto myśli inaczej niż ja, jest właśnie jakąś ukrytą, zdradziecką, genetycznie uszkodzoną opcją?
Literatura naukowa poświęcona temu problemowi jest szeroka; najpełniej zanalizował cechy takich opowieści o świecie Michał Głowiński na przykładzie dyskursu antysemickiego (w tekście „Zawsze to samo”). Jako jego pierwszą i podstawową cechę wymienia podział dychotomiczny, manichejski, czyli bezwzględny podział na nas i was. Kryteria tego podziału mogą być różne, w zależności od miejsca i czasu. W dyskursie antysemickim będzie to przynależność do „rasy” Żydów, w dyskursie antyuchodźczym – przynależność do grupy uchodźców lub po prostu bycie Arabem. Podziały manichejskie są też obecne we wszelkich narracjach pseudopatriotycznych i pseudoreligijnych – na prawdziwych i nieprawdziwych przedstawicieli jakiegoś narodu (Niemców, Francuzów, Polaków itd.) czy też prawdziwych i nieprawdziwych wyznawców jakiejś wiary.

Często wystarczy również światopogląd odmienny od propagowanego przez niedemokratyczne władze czy też orientacja seksualna. Nie bez powodu pierwsze obozy koncentracyjne w faszystowskich Niemczech przeznaczone były dla przeciwników politycznych i gejów. Tak skonstruowany manichejski obraz świata zawiera wszechogarniającą aksjologizację rzeczywistości, a podziały między grupami są nieprzekraczalne. Wszystko, co związane jest z grupą MY, jest dobrem i prawdą, wszystko, co związane z grupą ONI – złem, kłamstwem, a każdy zaliczony do grupy ONI określany jest mianem wroga.

Kiedy niedawno władze Opola odwołały Festiwal Piosenki, bo wielu artystów odmówiło w nim udziału, protestując przeciw manipulacjom prezesa TVP, Piotr Gliński, wicepremier i minister kultury, tłumaczył to radiosłuchaczom wyłącznie prowokacją opozycji politycznej. Czy świat w takiej nienawistnej narracji jawi się jako nieustanne knowania ONYCH?
Głowiński jako drugą cechę typową dla tego typu narracji wymienia właśnie spiskowe widzenie świata. Ci, którzy znajdują się po drugiej stronie, w tym wszechogarniającym, dychotomicznym podziale, nie tylko reprezentują zło, stając się jego wcieleniem, ale też aktywnie to zło szerzą, dążąc do narzucenia go innym na wszelkie możliwe sposoby, spiskując i robiąc to podstępem. I tak np. w dyskursie antysemickim Żydzi oskarżani są o całe zł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Prof. dr hab. Iwona Jakubowska-Branicka jest socjologiem, specjalizuje się w teorii demokracji współczesnej, problematyce praw człowieka, psychologii polityki i socjotechniki propagandy politycznej. Pracuje w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego.