POLITYKA

Wtorek, 19 września 2017

Polityka - nr 38 (2723) z dnia 2009-09-19; s. 72-75

Historia

Jan Koszycki

Słowacki kłopot

Historia utworzenia pierwszego własnego państwa jest na Słowacji sprawą ciągle dyskusyjną. Głównie za sprawą osoby ks. Jozefa Tiso, współtwórcy i prezydenta tego państwa, ale też sojusznika Hitlera i zajadłego antysemity.

Rankiem 18 kwietnia 1947 r. na dziedzińcu kompleksu sądów w Bratysławie powieszono publicznie księdza prałata Jozefa Tiso, prezydenta Republiki Słowackiej z lat 1939–1945. Znalazł się on, obok Quislinga, Paveliča i Petaina, na liście głównych sojuszników Hitlera z państw wasalnych. Czarna legenda Tiso była szczególnie silna na terenie Czechosłowacji. Prezydent (sprzed wojny, podczas emigracji w Londynie i po powrocie do kraju) Edward Benesz, jak i komuniści traktowali tę postać jako symbol rozbicia państwa czechosłowackiego, kolaboracji i klerykofaszyzmu.

Słowacja po raz pierwszy w historii uzyskała niepodległy byt państwowy na początku 1919 r. we wspólnym organizmie z Czechami. Czy była usatysfakcjonowana? Cały XIX w. upłynął dla Słowaków pod znakiem walki z zagrożeniem madziaryzacją. (Słowacja od dawna była częścią Królestwa Węgierskiego jako Górne Węgry – przyp.red.). Połączenie się z Czechami było racjonalną ideą, która miała zagwarantować byt i rozwój narodowy. Po kilku latach wspólnego życia w ramach Czechosłowacji pojawiły się oznaki niezadowolenia i poczucie, że także Czesi chcą dominować nad Słowakami, a jedynym rozsądnym programem politycznym jest stworzenie własnego państwa. Na czele Słowackiej Partii Ludowej, która reprezentowała takie nastroje, stanął ksiądz Andrej Hlinka, nawiasem mówiąc jeden z współtwórców Czechosłowacji o dekadę wcześniej. Partia Hlinki stała się najsilniejszą partią na Słowacji, choć oczywiście nie wszyscy Słowacy podzielali jej poglądy.

Hlinkowcy traktowali hasło stworzenia niezależnego państwa słowackiego jako cel dalekosiężny i symboliczny. Realny program polityczny zakładał starania o autonomię. Jednym z najbliższych współpracowników Andreja Hlinki był ksiądz Jozef Tiso. Wbrew późniejszej propagandzie, nie był to prowincjonalny proboszcz z wiejskiej parafii o ograniczonych horyzontach. Tiso zwrócił na siebie uwagę swojego biskupa (zresztą Węgra) już w seminarium duchownym. Jako wyróżniający się kleryk posłany został na studia do elitarnego Pazmaneum w Wiedniu, a po powrocie na Słowację został wykładowcą w seminarium i sekretarzem kurii. Prawdą jest natomiast, że katolicyzm słowacki, adresowany do ludności biednej i słabo wykształconej, był bardzo tradycyjny.

Tiso chyba to rozumiał, bo mimo swoich zainteresowań i ambicji politycznych, całe życie świadomie kreował się na wiejskiego proboszcza z odległych Banovec nad Bebravą, którym był formalnie nawet jako prezydent państwa. A obraz „naszego księdza”, który nie porzucił swej wiejskiej parafii dla wielkiego świata Bratysławy, przysparzał mu na Słowacji dużo popularności i sympatii.

W rzeczywistości jednak Tiso miał naturę polityka i szybko stał się znaczącą postacią. Wzorował się na Ignazu Seiplu, austriackim księdzu i profesorze teologii, wieloletnim parlamentarzyście, ministrze i dwukrotnym kanclerzu Austrii w latach 1922–1924 oraz 1926–1929. Seipel był znanym w całym świecie naddunajskim zwolennikiem katolickiego państwa stanowego, zaciekłym wrogiem socjalizmu, konserwatystą, który uzdrowił finanse austriackie po upadku monarchii, wprowadził szylinga i starał się rządzić Austrią, opierając się na masowej, paramilitarnej, nacjonalistycznej organizacji Heimwehr.

Tiso miał więc w zasięgu ręki wzór powszechnie znany i czytelny. W koalicji rządzącej w latach 1927–1929 był czechosłowackim ministrem zdrowia i sportu, pozytywnie ocenianym przez współczesnych. W kręgach politycznych znany był raczej jako polityk kompromisu, nie lubił krzykliwych wystąpień, wyraźnych konfliktów, bardzo chciał być lubiany i akceptowany. W latach 30. spowodowało to pewne osłabienie jego pozycji na rzecz bardziej wyrazistych radykałów. Na osobę numer dwa w partii wysuwał się Karol Sidor, daleki kuzyn Hlinki i jego były ministrant, dobry mówca i człowiek zafascynowany kultem siły, prężności, munduru, zwartych maszerujących kolumn i butów z wysokimi cholewami (nawiasem mówiąc, przyjaciel Polaków). Stworzona przez niego Hlinkova Garda (Gwardia Hlinki) trafiała w ukryte kompleksy słowackiej prowincji, imponowała paramilitarną elegancją: paradując na ulicach miasteczek miała pokazać, że i Słowak potrafi być panem.

W 1935 r. Słowacka Partia Ludowa (Ludacy) stała się języczkiem u wagi; wobec rozdrobnienia czeskich partii, a także potęgi partii Niemców sudeckich – od jej stanowiska zależał wybór (po Masaryku) prezydenta Republiki. Tiso opowiedział się za Edwardem Beneszem. Nie był on popularny wśród słowackich autonomistów i Tiso musiał się napracować, by przekonać do niego towarzyszy partyjnych; np. na znak protestu Karol Sidor zrzekł się demonstracyjnie mandatu poselskiego. Poparcie Tiso dla Benesza było chyba warunkiem do uzyskania zgody Pragi na jakąś formę autonomii dla Słowacji. Ludakom udało się ją osiągnąć na mocy porozumienia z rządem centralnym 6 października 1938 r. Był to bardzo specyficzny moment: tydzień po Monachium i po kapitulacji przed niemieckimi żądaniami terytorialnymi. Przywódcy państwa czechosłowackiego psychicznie już ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]